zwycięski blog w projekcie Szkoła z poezją 2012

Spotkania w Biurze Literackim

Pierwsze spotkanie w Biurze Literackim, czyli Jacek Dehnel i Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

Port Literacki po godzinach, redakcja Biura Literackiego, 6 października 2011, godzina 18.00  - sala wypełniona po brzegi ze zniecierpliwieniem czekała na Jacka Dehnela (poetę, prozaika, tłumacza i malarza) oraz na Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego (poetę).

            Rozpoczął Jacek Dehnel, czytając wiersz z najnowszej książki „Rubryki strat i zysków". Następnie poeta i krytyk literacki, Paweł Kozioł, zainicjował dyskusję z autorem na temat przedstawionego utworu. W niektórych kwestiach twórcy mieli odmienne zdania, jednak obydwaj zgodzili się co do tego, że  tomik Dehnela z pozoru wydaje się ośmieszać postacie, lecz gdy czytelnik uważniej przyjrzy się bohaterom, może zauważyć, że są to ludzie pominięci, nieistotni. Autor pokazał, iż nawet w najwybitniejszej postaci można odnaleźć zwykłego człowieka. Paweł Kozioł zwrócił również uwagę na występujące w tekstach z najnowszego tomiku ukryte cytaty Czesława Miłosza oraz na nawiązania do malarstwa. Sam Jacek Dehnel przyznał, że świat widzi obrazowo i że teraz ma inny niż dawniej stosunek do swych tekstów z 1999 roku.

            W Biurze Literackim można było zobaczyć oryginalne rysunki poety, który dziś już nie ma tyle czasu, by malować.

                                                                                  Anna-Maria Moryc z IA



Fascynacja, ciekawość, zamyślenie i rozbawienie – te uczucia bezkompromisowo zdominowały oblicza tych, którzy 6 października 2011 pojawili się na „Czytaniu w Biurze Literackim”. I choć skład widowni, a może audiowidowni lub po prostu słuchaczy, przynajmniej wiekowo odbiegał od standardowego składu owych spotkań, nie była to zmiana na gorsze, lecz na nowe. Młoda fala, której chwalebny zaczątek dało Biuro, całkiem pewnie zalała przytulne wnętrze. Na tyle pewnie, że spóźniając się zaledwie pięć minut, musiałem rychło pożegnać się z miejscem siedzącym i podparłem ścianę, garbiąc się i kuląc nogi.

W tej oto niezwykle niekomfortowej pozycji, starając się nie pominąć ani jednego słowa, przeklinając w duchu klekoczące aparaty błyskające lampami, zupełnie nieświadomie zmieniłem się w jednej chwili w swoisty magnetofon, którego funkcja nagrywania działa spójnie, acz nietypowo, wybiórczo. Naciskam przycisk odtwarzania, a taśma, skrzypiąc, powtarza monotonnie:

 

geniusz abstrakcyjny zamyka zmatowiałe powieki

rozlewa gwałtownie

zawartość kałamarza, bez dna

Przeklina młodość by

Jak malarz utarty przechwycić błysk perspektywy

 

la la la

la la la

la la la

 

nie śpiewaj proszę

nie chciałbym zasnąć

wyśmieją mnie, pierwszy Judasz

ściągnie szatę mistrza

by ostatni katusze cierpieć

 

wenecka dziwko, trzydzieści srebrników

za swą nędzną cnotę dałaś

a może i zabrałaś

sam już nie wiem

idź precz, zdradliwa czerni biel

w biel czerni przejdzie

jak psi poeta w świat swej zapchlonej wyobraźni

 

niech chwila trwa wiecznie

a wieczność chwilą pozostanie

 

dziękuję Państwu.

proszę się rozejść.

 

 

Powyższy rejestr fragmentu tekstu ze spotkania dedykuję panom: Jackowi Dehnelowi i Eugeniuszowi Tkaczyszynowi-Dyckiemu. Dziękuję za to, co się natchnieniem nazywa. Dziękuję za tchnięcie nadziei w to, co sztucznie żywe.

Mikołaj Grudniewski z IIA

 

 



www.lo4.wroc.pl Tu podaj tekst alternatywny Tu podaj tekst alternatywny