zwycięski blog w projekcie Szkoła z poezją 2012

Szkoła z poezją - podsumowanie projektu

czwartek, 28 czerwca 2012

Od niedawna z zainteresowaniem przeglądam posty na blogu naszych „czwórkowych” kolegów i koleżanek.

Moją uwagę przyciągnęła ciekawa i stonowana szata graficzna strony. Na blogu panuje porządek, co umożliwia łatwe odnalezienie potrzebnych informacji, postów.

Najbardziej zachwyciły mnie wiersze Mikołaja Grudniewskiego. Jestem pełna podziwu dla autora. Prawdopodobnie codziennie mijam go na szkolnym korytarzu i nawet nie wiem, że ma taki talent. Być może jest to dopiero początek jego przygody z poezją, ale już zapowiada się wspaniale.

Zazdroszczę też Zuzannie Sali umiejętności posługiwania się tak barwnym językiem. Zaintrygowła mnie jej ostatnia recenzja książki Krystyny Miłobędzkiej „Gdzie baba siała mak”. Mimo tak wielu niepochlebnych słów zaciekawiła mnie na tyle, że na pewno w czasie wakacji sięgnę po tę książkę.

Dodatkową zaletą tego bloga jest możliwość obejrzenia zdjęć i filmików ze spotkań z różnymi literatami, którzy gościli w naszej szkole.

Myślę, że blog www.spotkaniazpoezja4.blox.pl jest idealnym miejscem na rozwijanie zainteresowań i dzielenie się swoimi pasjami z innymi.

Joanna Wertelecka z II C

„Czwórkowe spotkania z poezją – blog w ramach projektu Szkoła z poezją 2012” - taki nagłówek wita nas po otwarciu strony, a że szata graficzna przeglądanych portali jest dla mnie ważna, od tego właśnie zacznę.

Przed wejściem na bloga zadawałam sobie pytanie: Jak może wyglądać strona poświęcona poezji? Po przeanalizowaniu własnych wyobrażeń stwierdziłam, że nudnie. Miałam rację. Właśnie tak wyglądały strony, które przed rozpoczęciem pisania tej recenzji odwiedziłam. Tak samo jak blogi dwóch pozostałych szkół biorących udział w projekcie. Natomiast „czwórkowy” blog okazał się zupełnie inny.  Może to dziwne, ale po spojrzeniu na stronę – uśmiechnęłam się. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to nagłówek. Jasnoniebieskie plamy jakby na kartce papieru i zdobienia w rogach wyglądające jak ręcznie rysowane bardzo mi się spodobały. Żółtawy kolor tła przypomina mi kolor starej kartki, tworząc ciepły klimat bloga. Całość utrzymana w delikatnych, pastelowych barwach, które nie męczą oczu. Aż chce się czytać!

Pierwsze wrażenie dobre. Patrzy się przyjemnie. Teraz czas zapoznać się z treścią. Zaczęłam od komentarzy do projektu napisanych przez same uczestniczki. Zaintrygowana poszłam dalej. Postanowiłam zajrzeć do początku bloga i tak strona po stronie uświadamiałam sobie, jak wiele straciłam, nie biorąc udziału w projekcie. Wiedziałam, że projekt to głównie spotkania, wykłady, warsztaty związane z poezją, ale nie sądziłam, że mogą być ciekawe czy w ogóle zrozumiałe dla młodych, nie bardzo obeznanych i niedoświadczonych  uczniów. Tymczasem czytając komentarze i relacje zamieszczone na blogu, doszłam do wniosku, że musiały być niesamowitym przeżyciem.  Jestem pewna, że udział w projekcie był dla jego uczestników szansą poznania czegoś nowego. Ja sama, czytając bloga, natknęłam się na dotąd nieznanych mi poetów. Ze słów autorek bloga wynikało, że poezją można się bawić. Ponieważ są to uczennice mojej szkoły, takie same dziewczyny jak ja, jestem gotowa im uwierzyć. W tym momencie odczuwam ogromny żal, że nie mogłam być tam z nimi.

Na blogu znajduje się też wiele recenzji, niestety, nie miałam czasu przeczytać ich wszystkich. Jednak zamieszczone tam teksty sprawiły, że mam ochotę zapoznać się z poezją i na pewno do nich wrócę.

Anna Jakubowicz z I A

W pochwale krytyki.

Blog „Czwórkowe spotkania z poezją” jest stroną założoną w ramach projektu „Szkoła z poezją 2012”. Zamieszczane są na nim opinie, recenzje uczniów Liceum Ogólnokształcącego nr IV. Daje on możliwość zapoznania się z tym projektem wszystkim, którzy są nim zainteresowani, lecz z pewnych powodów nie mogli w nim uczestniczyć. Jest to wprost idealny sposób na dzielenie się poglądami, przeżyciami i spostrzeżeniami uczestników „Szkoły z poezją” z innymi osobami.

Mojej recenzji tego bloga postanowiłam dać tytuł, który już sam przez siebie będzie mówić, co spodobało mi się w „Czwórkowych spotkaniach z poezją” najbardziej. Niewątpliwie była to krytyka. A raczej odwaga do niej. Cukierkowe opinie na temat poetów czy ich dzieł niezbyt zachęcają mnie do dalszej lektury. A przy okazji sprawiają, że czuję do takiego recenzenta coś w rodzaju... lekkiej wzgardy.

Teksty, które opowiadają tylko to, jak wszystko było wspaniałe, niesamowite etc. wydają się sztuczne, pisane po to, by się komuś przypodobać. Może to tylko moje odczucia. Być może autor danej recenzji naprawdę był pod wrażeniem osoby, wydarzenia albo dzieła. Niestety, nie wydaje mi się, by którekolwiek spotkanie było pozbawione jakichś wad.

Znalazłam na tej stronie opinie, które wręcz mdliły. Kilka akapitów opowiadających o tym, że dane wydarzenie wiele nauczyło, zmieniło itd. W to nigdy bym nie wątpiła. Oczywiście, pochwała jest potrzebna, jak najbardziej. Same negatywne uwagi także nie wpłyną korzystnie, mogłyby zniechęcić kogoś, kto planuje w przyszłości wziąć udział w podobnym projekcie. Lecz błagam... Kilka akapitów i żadnej uwagi?! Ani jednej? Choćby najmniejszej? Nic. Sam cukier...

Najbardziej spodobała mi się Zuzanna Sala z IIE. Były pochwały i krytyki. A fragment jej ostatniego wpisu z 30 kwietnia Po co pisać, co mi się najbardziej podobało w projekcie? Żeby ze zbieraniny prac wszystkich członków koła powstałą ballada bałwochwalcza na cześć „Szkoły z poezją”? Nie, nie, ja się w takie inicjatywy wplątać nie dam ostatecznie podbił moje serce. Jej wcześniejsze wpisy świadczą, że rzeczywiście nie miała zamiaru powstrzymywać słów krytyki. Dziewczyna pokazuje nam, że słowa „recenzja” i „opinia” nie oznaczają „zasłodzenia organizmu poprzez wychwalanie”. Poza tym nie tylko ona, lecz wielu autorów „Czwórkowych spotkań...”.

Tak czy owak recenzja miała dotyczyć całego bloga, a nie poszczególnych autorów. Blog spełnił moje oczekiwania. Pragnęłam konkretów, a nie bagatelnych słów wypełniających miejsce na monitorze. Pragnienie to zostało zaspokojone.

Jak wspomniałam na początku, blog był świetnym przedsięwzięciem. I chociaż osobiście nie brałam udziału w projekcie, a on sam ma również pewne wady, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że po wszelkich kalkulacjach „Szkoła z poezją” i „Czwórkowe spotkania z poezją” zdecydowanie są zakończone powodzeniem.

Anna Ratuszny z I A

Do czasów gimnazjum nie interesowałam się specjalnie poezją. Wiersze wydawały mi się nieciekawe, monotonne, po prostu nudne. Przed wejściem na bloga czułam swego rodzaju obawę, a w głowie kłębiło mi się mnóstwo myśli (czasem sprzecznych): To na pewno będzie nudne! Może warto dać poezji szansę...?

Pierwsze, co przyciągnęło moją uwagę, to szata graficzna. Nagłówek jest wyraźny, cały blog schludny, jasny i estetyczny. Nie ma niepotrzebnych ozdobników, które by mogły odwrócić naszą uwagę od treści. A ona jest najważniejsza, więc przejdźmy do niej.

Przeglądając bloga „Czwórkowe spotkania z poezją” natknęłam się na notkę o Tadeuszu Różewiczu i przypomniały mi się jego wiersze, które omawialiśmy w gimnazjum. Było w nich „coś”, co „pchnęło” mnie wtedy w stronę konkursu recytatorskiego, w którym zajęłam 3. miejsce. Z zainteresowaniem kontynuowałam. Przejrzałam resztę bloga i mogę stwierdzić, że projekt ten był bardzo „żywy”. Wpisy uczestników nie są zwykłą, suchą papką pisaną pod przymusem. Zapewne ciekawe i niezwykle inspirujące były spotkania z autorami, możliwość ich poznania czy zadania im pytania.   

Uważam, że ten projekt mógł być pretekstem do zainteresowania się poezją. Osobiście mogę napisać, że przypomniał mi, jak ciekawe jest odkrywanie tego „drugiego dna” w wierszach i jaką radość sprawia ich czytanie. Kończąc tę krótką recenzję, trzymam w dłoni „Szarą strefę”, która, mam nadzieję, ponownie pomoże wzbudzić we mnie ciekawość poetyckiego świata.                    

                                                                       Paulina Popiel z I A

Głośno było w LO IV o projekcie  „Szkoła z poezją 2012”. Blog naszej szkoły, który prowadzony był przez czas trwania projektu, niewątpliwie ułatwił mi regularne śledzenie tego, co działo się w Biurze Literackim czy podczas spotkań w naszej szkole.

Najbardziej na blogu podobały mi się recenzje tomików, pisane przez moich rówieśników. Uczniowie wykazali się inwencją twórczą, otwarcie mówiąc o swoich uczuciach, niekoniecznie chwaląc każdy tomik. Myślę, że to także zasługa polonistki – koordynatorki projektu, która nieustannie czuwała, by na bloga trafiały sprawdzone i dobre teksty.

Interesującym pomysłem było również przedstawienie relacji przez różne osoby (tak jak np. opisy festiwalu „Port Literacki”), co umożliwiało mi poznanie indywidualnych punktów widzenia uczniów.

Myślę, że dobrym pomysłem było stworzenie fotoreportaży, które stawały się uzupełnieniem i komentarzem do pisanych tekstów, a także ujawniały kreatywność moich kolegów i ich zdolności nie tylko pisarskie, ale i fotograficzne.

Jedyne, co mi się nie podobało, to teksty, które były „zbyt szkolne”, czyli nie ukazujące żadnych emocji, recenzje pozbawione kreatywności. Jednak, na szczęście, zdarzały się one bardzo rzadko.

Nie mogłam brać udziału w projekcie, ale dzięki moim kolegom i koleżankom mogłam dowiedzieć się, jak projekt się rozwija.

Karolina Sobania z II A

 

 



wtorek, 05 czerwca 2012

Dziś w siedzibie Biura Literackiego i Fundacji Europejskich Spotkań Pisarzy odbyło się podsumowanie trwającego prawie 8 miesięcy projektu „Szkoła z poezją”.

Tytuł „Poetyckiej Szkoły Wrocławia” i nagrodę pieniężną w wysokości 5 tysięcy złotych otrzymało LO nr IV, drugie miejsce zajęło LO nr XIII, a trzecie - LO nr XII.

Poniżej prezentujemy czytelnikom bloga tekst podsumowujący naszą kilkumiesięczną pracę, który odczytaliśmy podczas dzisiejszego spotkania:

„Próbowaliśmy stworzyć tekst najlepiej charakteryzujący naszą pracę podczas realizacji projektu Szkoła z poezją, ale łatwo nie było.

Może tekst podsumowujący mógłby brzmieć tak, jak napisała Magda Pisarska: Nie powiem, że umarłabym bez naszego traktującego o poezji bloga. Życie nie wydawałoby się puste, a egzystencja też nie stałaby pod znakiem zapytania. Moje oceny specjalnie by się nie zmieniły, a zaangażowanie w życie szkolne nie wzrosło. Jednak jakaś część mnie jest dziko zadowolona z faktu, że postanowiłam wziąć udział w Szkole z poezją. Drobnymi kroczkami, pisząc, czytając i chodząc na spotkania z autorami, uświadamiałam sobie sens projektu – miał on nas, młodzież, zbliżyć do poezji. Wcześniej uważałam, że poezja to totalna abstrakcja, rozumiana przez nielicznych.

A może opinia Zuzanny Sali byłaby odpowiedniejsza? Podobało mi się, że mogłam bezkarnie napisać na szkolnego bloga notatkę o Dawidzie Kotei, w której cytowałam średnio cenzuralne wiersze o tym, jak to Adam Zagajewski postanawia porzucić płytką poezję i zostać emo. A jeszcze bardziej podobało mi się to, że tekst poszedł na bloga, zupełnie nieokrojony.

Jedno jest pewne: nie żałujemy, że wzięliśmy udział w Szkole z poezją, ale ławo wcale nie było.

Na wszystkich 32 uczestników projektu można było liczyć: na wszystkich, ale w różnym stopniu. Jedni rozumieli się z panią Małgorzatą Skwarek-Smereką (opiekunem koła literacko-dziennikarskiego) bez słów (nawet sami byli inicjatorami oryginalnych pomysłów), innym (zawsze chętnym do pracy) trzeba było wskazać, co mogą dobrego zrobić, ale byli też i tacy, których do działania trzeba było po prostu zmusić. Opiekun koła nieraz miał ochotę wyjechać na bezludną wyspę, żeby nie musieć (jak napisała na blogu Justyna Róziewicz) bezustannie egzekwować od nas zaległych tekstów na bloga, wysyłać maili ponaglających czy po klika razy osobiście przypominać o obiecanym tekście, zrobionych zdjęciach czy nagraniach.

Wszystkie 32 osoby z koła przyczyniły się do powstania bloga, każdy uczeń znajdzie na blogu coś swojego autorstwa, każdy najlepiej wie, czy projekt był dla niego przyjemnym i ciekawym doświadczeniem.

Ola Musiał, z którą opiekun koła dodawał materiały na bloga, tak podsumowała pracę podczas realizacji projektu: Patrząc przez pryzmat czasu, nasza determinacja w dążeniu do celu wydaje się dość zabawna. Nawet brak dostępu do Internetu, np. w czasie świąt czy wyjazdów, nie zaburzył naszej systematyczności w dodawaniu ciągle nowych postów. Wymagało to od nas niemałych poświęceń. Kto by przecież nie wolał pospać tych kilku minut dłużej czy w pełni pobyć z rodziną lub przyjaciółmi? Ale czego się nie robi, by praca była owocna i przynosiła radość?

Trudno podsumować ponad 7 miesięcy pracy w kilku zdaniach. Najważniejsze, że coś wartościowego udało się nam razem stworzyć. I tego chcemy się trzymać!

Dziękujemy organizatorom za pomysł projektu, a uczestnikom za zaangażowanie podczas jego realizacji!"



środa, 30 maja 2012

Na wstępie chciałabym docenić pomysł projektu „Szkoła z poezją”. Była to inicjatywa, którą nie każdy musiał zauważyć, ale do której przy większych staraniach każdy mógł dołączyć z własnej, nieprzymuszonej woli.

Podobało mi się urozmaicenie w naszych spotkaniach. Niekiedy bywały one bardziej, innym razem mniej interesujące (w zależności od preferowanych tematów), jednak ze wszystkich wynosiłam choć minimalną naukę, dawkę humoru czy – chociażby – podziw za wykonywaną pracę i za serce w nią włożone.

Wszystkie grupowe spotkania były owocne, jednak w mojej pamięci szczególnie zapisało się to z Karolem Maliszewskim, który z pasją interpretował z nami czytane na głos wiersze. Chwytał każdy nasz pomysł, każdą inwencję twórczą. Nie krytykował, nie wpychał nas w żadne ramy – po prostu mówiliśmy, co sądzimy o danym wersie lub danej strofie, a on, będąc zachwyconym naszymi reakcjami oraz przemyśleniami, podsuwał nam coraz to nowe wątki, które staraliśmy się rozwinąć. Czułam, jak budzę się z rannego odrętwienia i zaczynam pracować. Magia, czysta magia.

Spotkanie z Wojciechem Bonowiczem również pozostawiło ślad. Wspominając je, nadal słyszę niski baryton gościa, połączony z szerokim uśmiechem, widniejącym na twarzy. Pan Wojciech wyjaśniał nam, jak poprawnie napisać wywiad i co w nim skorygować, by nie popełnić gafy. Poczucie humoru, które wplątywał w swoje wypowiedzi, nadawało spotkaniu „smaczku”, dzięki czemu autora chciało się słuchać. Jego reakcje na nasze pomysły, a propos pytania: „Jakie pytanie zadalibyście Wisławie Szymborskiej?”, świadczyły tylko o tym, że mamy niesamowicie bujną wyobraźnię, połączoną z bezpośredniością.  Kiedy jednak panu Bonowiczowi najbardziej spodobało się pytanie do wywiadu z Wisławą Szymborską: „Czy długo trwa Pani romans z papierosem?”, a raczej sam wyraz „romans”, poczułam się od środka mile połechtana. W końcu nie zawsze udaje mi się wymyślić coś sensownego o 8.00 rano.

Kończąc, chciałabym dodać, że cieszę się, ponieważ dzięki projektowi miałam sposobność poznać ludzi, którzy wiedzieli, o czym mówią, do kogo mówią i – przede wszystkim – po co to robią.

Inni mogą nam, uczestnikom „Szkoły z poezją”, tylko pozazdrościć nabytej wiedzy i poetyckiego „doświadczenia”!

Angelika Smolarek z II E

 

Choć, niestety, projekt  „Szkoła z poezją”  kończy się, to z całą pewnością wiem, że to nie koniec mojej przygody z wierszami, ale raczej początek poznawania głębiej twórczości poetyckiej polskich i zagranicznych twórców. 

Poprzez udział w projekcie miałam szansę przenieść się w zupełnie inny świat. Czasami był to świat bajkowy, ponieważ dzięki poezji mogłam podumać nad życiem i odprężyć się. Nieraz jednak był to świat pełen grozy i tajemnic, który budził emocje i zmuszał do intelektualnego wysiłku. Wielu przeżyć dostarczyły mi spotkania w Biurze Literackim, na których miałam przyjemność poznać ciekawe i intrygujące osoby, z którymi nigdy bym się nie zetknęła, gdybym nie zaangażowała się w projekt. Podczas spotkań w szkole, na których uczyliśmy się analizować wiersze, miałam szansę oderwać się od szarej i nudnej rzeczywistości i nabrać większego szacunku do pracy twórców literackich. Zwieńczeniem idei „Szkoła z poezją” był festiwal Port Literacki, na który szłam niechętnie, ale swojego udziału w nim nie żałuję. Mam nadzieję, że w przyszłości otworzę jeszcze więcej drzwi do krainy różnobarwnych przeżyć związanych z poezją. Jestem przekonana, że nigdy nie będę żałowała czasu poświęconego projektowi, ponieważ zmienił on moje podejście do literatury. 

Aleksandra Wargulec z I A

niedziela, 06 maja 2012

Możliwość uczestniczenia w takim przedsięwzięciu przede wszystkim rozwinęła moje zainteresowanie literaturą, także piękną, którą wcześniej traktowałam dość pobłażliwie (co było oczywiście błędem). Jednak teraz śmiało mogę stwierdzić, że mam przyjemność z czytania wierszy, rozszyfrowywania ich prawdziwego sensu, poznawania autora poprzez kolejne wersy. Chętnie nadal będę sięgać po tomiki, żeby dalej pogłębiać nie tylko swoją wiedzę, ale też rozwijać wrażliwość.

Spotkania w szkole - poza spotkaniami w Biurze Literackim - były urozmaiceniem uczniowskiego życia i żywym dowodem na to, że literatura nie jest bierna, nie stanowi tła dla rzeczywistości, ale ją buduje. Za każdym razem zdobywaliśmy przeróżne informacje, więc nie można było się nudzić. Wyniosłam z warsztatów praktyczną wiedzę, która na pewno nieraz przyda się w przyszłości.

„Port Literacki po godzinach” to bardzo dobry pomysł na umilenie wieczoru, spożytkowanie go w niecodziennej i leniwej atmosferze. Sama idea, aby zbliżyć autorów i czytelników od razu mi się spodobała. Mam nadzieję, że będzie ona nadal realizowana w przyszłych latach i przyciągnie więcej miłośników poezji.

Port Literacki okazał się być niezwykłym, kameralnym wydarzeniem. Połączenie czytania wierszy, gry świateł, muzyki, a czasem nawet śpiewu wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Wychodząc z sali, czułam, jakbym wracała z innego, metafizycznego świata. Chciałam w nim zostać.

Dziękuję pomysłodawcy projektu za wszelkie spotkania i ukazanie nam, uczestnikom, nowych horyzontów.

Weronika Dajdok z II A



poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Co mi się podobało w „Szkole z poezją”?

Na powyższe pytanie kazano mi odpowiedzieć. W pierwszej kolejności zaczęłam się jednak zastanawiać, po co w ogóle mam to robić. Zabawne, bo nie spodziewałam się po sobie takiej konstruktywnej myśli. Bez przesady, zaraz maj, kwiatki, ciepło, romanse, grille, a ja zaczęłam myśleć. Wciąż nie mogę się nadziwić. Nawet mi ten stan odpowiada. Spróbuję tak częściej.

A teraz na poważnie. Po co pisać, co mi się najbardziej podobało w projekcie? Żeby ze zbieraniny prac wszystkich członków koła powstała ballada bałwochwalcza na cześć „Szkoły z poezją”? Nie, nie, ja się w takie inicjatywy wplątać nie dam. Niech to będzie notatka choć ciut ewaluacyjna. Napiszę, co mi się podobało najbardziej, ale również – co w ogóle, ani trochę, a wręcz co było jawnie odstraszające.

Posłużę się metodą „kanapki”, a więc zacznę od tego, co mi się podobało. Na tym też skończę. Zobaczymy, moi drodzy, co wyjdzie pośrodku.

Pierwszą rzeczą, jaka mi się podobała w projekcie, było spotkanie z Jackiem Dehnelem w naszej szkole. Nie jestem tylko pewna, czy chodzi o to, że jest naprawdę ciekawą postacią, o to, że zawsze interesującym doświadczeniem jest porozmawianie z autorem książek, które się zna i lubi, czy też o to, że kiedy wraz z Asią przejęłam na początku inicjatywę i popchnęłam spotkanie w zupełnie innym kierunku, niż miało iść, to nikt nie zamknął nam ust i nie odepchnął od stolika, przy którym siedział Dehnel.

Najbardziej w całym projekcie nie podobały mi się spotkania odbywające się w Biurze Literackim. Nie mogę tego nazwać inaczej: wiało stęchlizną od nich! Przy całym szacunku, jaki  mam np. do Piotra Śliwińskiego, to zdecydowanie bardziej wolę go czytać, bo słuchając – usypiałam. I kiedy już trafiały się osoby, które potrafiły wprowadzać w klimat poezji naprawdę ciekawie, takie jak Roman Honet, a nawet (o dziwo!) my, czyli publiczność, chcieliśmy współpracować: zadawać pytania, wchodzić do dyskusji, to dawano nam do zrozumienia, że poziom naszych pytań jest żałosny. Mam tu na myśli pewnego pana, który zapytał o przygody miłosne Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i, zgnojony spojrzeniami szanownych gości, musiał się ze swoich pytań tłumaczyć, jak i również moje własne wtrącenie, które dość niefortunnie zamieniłam w żart o piersiach Marty Podgórnik, kiedy poczułam, że chyba niepotrzebnie się w ogóle odzywałam. Nie podobało mi się to. Gdybym jeszcze raz wzięła udział w tym spotkaniu, z pewnością nie powiedziałabym już ani słowa. Wątpię, czy o to chodziło organizatorom.

Niesamowicie inspirujące z kolei były warsztaty z Karolem Maliszewskim (jak nazwał go mój kolega z klasy – z „szalonym doktorkiem”). To niezaprzeczalny mistrz czytania poezji. U niego na zajęciach żaden pomysł nie był kiepski, wszystko, co powiedzieliśmy, liczyło się i miało sens. Nikt tego niesamowicie sympatycznego człowieka się nie bał. Ba, pan Karol Maliszewski pochylił się nad moją recenzją swojego tomiku „Zdania na wypadek”. Któż by pomyślał, że mając siedemnaście lat, napiszę recenzję, którą się zainteresuje sam podmiot omawiany? Ot, znów mi ego urosło.

Jest jeszcze pewna rzecz, która mi się w działaniach BL niespecjalnie podoba i związana jest z, jak już wspomniałam, śmierdzącymi z lekka stęchlizną spotkaniami w Biurze. Warstewka pleśni, która powoli osiada na formie: tak niesamowicie profesjonalnej, klasycznej, statycznej. To aż boli. Nasłuchałam się o Zadurze smażącym naleśniki. Szkoda tylko, że nie miałam okazji zobaczyć czegoś tak spektakularnego. Żałuję, bardzo żałuję. Klasyczne spotkania się przejadły. Pojawiła się na nich warstewka kurzu. Nie mam już na nie ochoty. Tu stawiam kropkę.

Ostatnią kwestią, którą omówię, będzie pisanie recenzji nowo wydanych przez BL książek. Bardzo cieszę się, że w projekcie „Szkoła z poezją” powierzono nam takie właśnie zadanie. To było najbardziej wymagające, inspirujące i pasjonujące zadanie ze wszystkich. Za to wielki plus. Dziękuję, że ktoś uwierzył, że grupa licealistów może mieć coś konstruktywnego do powiedzenia o poezji współczesnej (i nie tylko). Dziękuję za uwagę.

Zuzanna Sala z II E

 

Po ponad półrocznej wspólnej pracy projekt „Szkoła z poezją” dobiega końca. Patrząc na częstotliwość wpisów na blogu i samą ich treść, każdy z uczestników programu miał coś do powiedzenia, dzielił się swoimi przemyśleniami, z pasją uczęszczał na kolejne spotkania z twórcami literatury. Moim zdaniem pomysł stworzenia „Szkoły z poezją” był genialny, a sama kreatywność i zamiłowanie do pisania zostały przez uczniów fantastycznie spożytkowane. Należy podkreślić jednak rolę ludzi, którzy przyczynili się do powstania tego projektu, i tych, którzy włożyli w niego ogrom własnej pracy. Tyczy się to również samych zaproszonych do szkół twórców, którzy przychodzili tu dla nas, aby podzielić się własnym doświadczeniem i zaszczepić w nas „bakcyla” literatury.

Już jako absolwentka Liceum Ogólnokształcącego nr IV stwierdzam, że jeżeli faktycznie młody człowiek chce się rozwijać i obcować z literaturą, to projekt „Szkoła poezją” z pewnością daje szansę na rozwój swoich umiejętności, ale także w pewien sposób weryfikuje Twoje zainteresowania i własną inwencję twórczą.

Pozostaje już tylko życzyć powstania kolejnej edycji programu „Szkoła z poezją”, a współtwórcom naszego bloga - chęci jego dalszego prowadzenia. Działający niezależnie blog można byłoby uznać za kontynuację naszej wspólnej pracy i za początek własnej inicjatywy uczniów. Bo przecież początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie - jak pisała Wisława Szymborska.

Patrycja Rokita z III E (już absolwentka)

 

Kilka miesięcy z projektem „Szkoła z poezją”  minęło mi niesamowicie szybko. Niektóre wydarzenia podobały mi się bardziej, inne mniej. Najwięcej dały mi spotkania z autorami - pozbawiły mnie one poczucia, że twórczy Wrocław odszedł wraz z Wojaczkiem.

Trochę dziwny jest według mnie motyw konkurencji między szkołami w prowadzeniu bloga. Nie potrafię sobie wyobrazić, w jaki sposób można wartościować to, co pisali uczniowie. Przecież w każdej szkole są inni ludzie, którzy zupełnie inaczej patrzą na otaczający nas świat.

Jeśli chodzi o samą organizację i logistykę tego przedsięwzięcia, to jestem pod wrażeniem szybkości przepływu informacji, chociaż w dobie Internetu nie powinno mnie to dziwić. Niewątpliwie najbardziej zaangażowaną w projekt osobą jest profesor Małgorzata Skwarek-Smereka, która bezustannie egzekwowała od nas zaległe teksty na bloga.

Ogólnie uważam, że projekt bardzo dużo mi dał, i wcale nie żałuję, że we wrześniu zdecydowałam się wziąć w nim udział.

Justyna Róziewicz z I E

 

„Szkoła z poezją” jest projektem pogłębiającym pasję i wiedzę. Niecodzienne wyzwania, subtelnie zmieszane ze szczyptą współzawodnictwa, pozwoliły mi wzbić się na wyżyny własnych możliwości pisarskich, poetyckich oraz literackich. Spotkania z autorami wielu fascynujących książek były niczym dotknięcie gwiazd, pozornie nierealne, a jednak tak dobrze zapewnione nam przez Biuro Literackie. Rozrywka ta była każdorazowo inna. Zróżnicowanie warsztatów pozwoliło rozwijać pasje i odkrywać tym samym nowe horyzonty. Zaczęłam z innej perspektywy patrzeć na poezję. Przestała być ona tylko nieregularnym tekstem z oczywistym znaczeniem. Teraz czytając, zagłębiam się w każdą literę, znak interpunkcyjny i zawsze umyślną metaforę czy apostrofę. Jak fanatyczka dociekam różnorakich przesłań, jakie mogą skrywać się w ciągu zgrabnie ułożonych liter.

Wielki finał w postaci Portu Literackiego 2012 miał być fenomenem, okazał się jednak trochę przereklamowany, może zawiódł pomysł lub nie dopisała publiczność, jednak wszystko okazało się mało spektakularne. Konwencja wieczornych spotkań przy kawie niosła ze sobą usypiający nastrój. O ironio! A gdzież była pobudzająca kofeina? Mam również niedosyt, jeśli chodzi o spotkania w Biurze Literackim. Czasami brakowało mi tam iskry oraz werwy. Delikatnie wiało nudą, mimo niebanalnych głosów autorów.

Uważam, że pomysł powstania „Szkoły z poezją” był niezwykle dobry i ciekawy. Osoby młode mogły pokazać swój talent lub, co ważniejsze, uzmysłowić sobie, że owy posiadają. Wyjście z kąta, zaprezentowanie światu swoich prac czy uzmysłowienie potrzeby przebywania na co dzień z tekstami literackimi mogło okazać się dla wielu niezwykłym doświadczeniem. Poezja to przygoda, odkrywanie i fantazjowanie, jak dla mnie - nawet pewna gra wyobraźni. Poezja to życiowy napęd oraz zatapianie się po uszy w bagnie.

Emil Cioran w tekście Wyznania i anatemy powiedział: W zapożyczonym języku jest się świadomym słów, istnieją nie w nas, ale na zewnątrz nas. Ta przerwa między nami a naszym środkiem wyrazu wyjaśnia, dlaczego tak trudno, a może wręcz niemożliwie, jest być poetą w języku innym niż nasz. Jak dokopać się do substancji słów, które nie są w nas zakorzenione? Przybysz żyje na powierzchni słowa, zbyt późno wyuczony język nie potrafi przełożyć tej podziemnej agonii, z której emanuje poezja.

Paula Sznajder z II E

 

Projekt „Szkoła z poezją" na pewno wniósł do naszego liceum zamiłowanie do literatury. Szczególnie podobało mi się to, że w ciekawy sposób zajmowaliśmy się poezją, która jest mi bliższa od tej z podręczników szkolnych i którą już wcześniej trochę się interesowałam. Miałam okazję dowiedzieć się, jak żyją poeci, jak się nimi stają, jak tworzą. Szczególnie podobało mi się spotkanie w szkole z panem Maliszewskim - była to lekcja polskiego w różowych okularach. Cieszę się, że wzięłam udział w projekcie, ponieważ zdobyłam ciekawe doświadczenie w obcowaniu z literaturą. Być może moja pozytywna opinia o „Szkole z poezją” sprawi, że w kolejnych latach inne licea „zarażą się” poezją…

Asia Marciszewska z II E

 

W projekcie najbardziej podobały mi się spotkania z pisarzami w Biurze Literackim i w szkole. Liczne warsztaty z czytania poezji, odczyty literackie czy sama świadomość obcowania z autorami powodowała, że bez wahania wzięłabym udział w tym przedsięwzięciu raz jeszcze.

Ania Zawada z I E

 

„Szkoła z poezją” - słysząc to hasło po raz pierwszy, nie wierzyłam, że moje liceum też może się nią stać, ale… Nie ma rzeczy niemożliwych. Dzięki zapałowi naszego koła dziennikarskiego i zaangażowaniu jego opiekuna - koordynatora projektu oraz wsparciu innych polonistów stawiliśmy czoła wyzwaniu.

Comiesięczne spotkania z poetami, recenzowanie pojedynczych utworów czy całych tomików wierszy, poznawanie sylwetek autorów, czytania w Biurze Literackim – te wszystkie czynności były kolejnymi krokami na drodze do oswojenia się z poezją. Czy nam się to udało? Nie można tego do końca stwierdzić. Z autopsji jednak wiem, że wszelkie działania w ramach projektu poszerzyły moje horyzonty literackie i rozbudziły moją wrażliwość na literaturę. Mam też nadzieję, że działania naszego koła nie poszły na marne i echo niosące wieść o poezji rozbrzmiało po całej naszej szkole i trafiło do wielu umysłów, które teraz, dzięki rozbudzonej świadomości kulturalnej, będą chciały otworzyć się na poezję i chłonąć to wszystko, co ona potrafi dać.

Alicja Ożga z II E

 

Teraz, gdy zbliża się wielki finał projektu, przyszedł czas na refleksje i podsumowania. Ja będę miło wspominać kilka ostatnich miesięcy z wielu powodów.

Samo przedsięwzięcie świadczy o tym, że ktoś nas, młodych ludzi, zobaczył w roli odbiorców kultury, którzy nie są do końca bierni. Przez moment mogliśmy poczuć wręcz, że nasz głos ma znaczenie.

Jako uczestniczka polskiej blogosfery cieszę się również, że ta forma dzielenia się refleksjami znalazła uznanie. Blogi takie, jak ten, z pewnością urozmaicają wirtualną rzeczywistość.

Biuro Literackie wyszło z Przejścia Garncarskiego i otworzyło się na licealistów. Gdyby nie możliwość uczestniczenia w „Szkole z poezją”, pewnie nie zawitałabym do Biura Literackiego i nie wzięłabym udziału we wszystkich spotkaniach, o których wiele już napisano na blogu. Nie lubiłam tego typu spędów: zdają się one żyć własnym życiem, gdzieś obok, oddzielone szybą od widowni. Przekonałam się, że i tak mogę znaleźć w nich coś dla siebie. Sam projekt to przede wszystkim literatura - na wykładach w szkole nie dowiedziałam się zbyt wielu nowych rzeczy na temat czynnego uczestnictwa w świecie literatury.

Last but not least, „Szkoła z poezją” była okazją do poznania kilku ludzi z mojej szkoły. Gdyby nie spotkania, wykłady czy nawet omawianie kwestii organizacyjnych, nadal stanowiliby oni tylko obce twarze, część szarej masy, przez którą codziennie trzeba się przebijać, by trafić do właściwiej klasy.

Aleksandra Paras z II A

 

Czwórkowe spotkania z poezją były dla mnie cudowną życiową przygodą. Dzięki spotkaniom z autorami jeszcze bardziej pokochałam poezję i towarzyszy mi ona na każdym kroku. Poezja stała się dla mnie sposobem na rozwijanie swojej wyobraźni i na doskonalenie się w pisaniu.

Biuro Literackie spowodowało, że zaczęłam coraz więcej czytać. Książka stała się moim najlepszym przyjacielem. Najbardziej uwiodła mnie poezja Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, ponieważ porusza ona różne aspekty ludzkiego życia. Potrafi dotrzeć do niepłaczącego i pocieszyć pogrążonego w smutku. Ja odnalazłam w poezji Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej cząstkę siebie, dlatego jej poezja stała mi się tak bliska. Ponadto od wielu lat jestem wielbicielką poezji Wisławy Szymborskiej, ale to dzięki prowadzeniu bloga wgłębiłam się w lekturę jej wierszy bardziej niż kiedykolwiek. Spotkania z poetami uzmysłowiły mi, że czytanie wierszy może być zabawą. Każdy z nas ma inną wrażliwość, inny charakter i temperament - to te cechy wpływają na to, jak interpretujemy teksty. Bardzo trudne jest dogłębne zrozumienie tekstu poetyckiego, ponieważ występuje w nim wiele słów - kluczy, które ciężko odszyfrować. Jestem szczęśliwa, że mogłam podzielić się na blogu swoją miłością do kultury włoskiej, napisać o kuchni włoskiej czy o moich ulubionych książkach i poetach włoskich, po prostu oddać cząstkę siebie samej. Czytając wiersze niektórych poetów uczestniczących w projekcie, zrozumiałam, że żyję w dwóch wykluczających się światach. Świat, w którym ja żyję dzięki poezji i sztuce, to lata 20. XX wieku: Hemingway, Monet, moja wymarzona złota paryska epoka. Współczesność bez wyobraźni i książek byłaby wyjątkowo smutna i przygnębiająca, tylko dzięki literaturze mogę przenieść się wieczorami w złote czasy XX wieku. 

Chociaż mieszkam daleko od Wrocławia, byłam na każdym spotkaniu w Biurze Literackim i nigdy nie wypowiem słowa „żałuję”, ponieważ projekt rozwinął mnie. Przeżyłam momenty pełne wzruszeń, śmiechu i zadumy. Najważniejsze jest jednak to, że po każdym spotkaniu mogłam podzielić się swoją skromną opinią na blogu. Żałuję jedynie, że spotkania nie pomogły mi w przełamaniu moich dwóch uciążliwych cech: wstydu i braku pewności siebie. Może kiedyś nadejdzie taki moment w moim życiu, że niektóre moje pytania nie pozostaną bez odpowiedzi...

Aleksandra Eliasz z I A



Tagi
www.lo4.wroc.pl Tu podaj tekst alternatywny Tu podaj tekst alternatywny