zwycięski blog w projekcie Szkoła z poezją 2012

Port Wrocław 2012 - o festiwalu

niedziela, 29 kwietnia 2012

Port Literacki

Tegoroczną edycję festiwalu Port Literacki zareklamował nam Pan Artur Burszta podczas wizyty w naszej szkole, przez co miałam co do tego wydarzenia ogromne oczekiwania. Niestety trochę się zawiodłam. Myślałam, że to spotkanie będzie ogromnym europejskim wydarzeniem, skupiającym w jednym miejscu miłośników literatury. Tymczasem było trochę inaczej… Dwugodzinne szukanie Studia na Grobli (kto by pomyślał, że nie znajduje się ono w okolicach Wyspy Słodowej) było na tyle wyczerpujące, że chciałam dać za wygraną, na szczęście nie byłam sama w wędrówce.  Po trudnej drodze żywiłam nadzieję na pyszną kawę, która miała być darmowym motywem przewodnim Portu. Okazała się jednak płatnym produktem reklamowym. Pomyślałam: trudno, każdy chce zarobić, a i organizacja takiego przedsięwzięcia też pewnie kosztuje. Czas wejść na salę, czyli rozczarowań ciąg dalszy. Kawowy film, według mnie, ciut przekombinowany. Rzutniki światła i inne tego typu pomysły na stworzenie atmosfery niezbyt do mnie trafiają. Niestety trzeba iść z duchem czasu, a gdzie to nas zaprowadzi, to inna sprawa.

Rozglądając się po sali, zwątpiłam, czy dobrze trafiliśmy. Ogólnoeuropejskie spotkania literackie przy frekwencji raptem 70 osób?  Może to tak miało być.

Na szczęście autorzy nie zawiedli. Gdy w końcu usiadłam na widowni, dałam się porwać wyobraźni i słowom wypowiadanym przez literatów. Zamknęłam oczy i uświadomiłam sobie, że właśnie o to chodzi, o słuchanie.

Justyna Róziewicz z I E

 

Andrij Bondar i Bohdan Zadura

Balla i Jacek Bukowski

Edmund White, Tadeusz Pióro i Jerzy Jarniewicz

zdjęcia - Kamil Pronobis z II A



Jeszcze nie tak dawno

Sobota jest wolnym dniem od zajęć lekcyjnych. Czas wolny możemy spożytkować na wiele różnych sposobów. Jednak sobotę 21 kwietnia postanowiłam spędzić Na Grobli.

Godzina 17:40

Jak zawsze niezorientowana wbiegłam po schodach do Studia na Grobli. Ludzie przemieszczali się przez wąski korytarz do kilku sal. Oczywiście przy wejściu można było wyczuć niezapomniany zapach kawy unoszący się w powietrzu (jak to wcześniej zapowiadał nam Artur Burszta). Pomyślałam: „kurczę, jak tu pięknie”. Bez chwili zastanowienia powiesiłam brązowy płaszcz na wieszaku i poszłam się rozejrzeć.

Godzina 17:45

Pierwszym pomieszczeniem, do którego weszłam, była tzw. „kafejka”. Można było w niej spokojnie napić się kawy i rozsiąść się w wygodnych fotelach. Z kafejki wychodziło się na taras, na którym zauważyłam wielu literatów i studentów. W pewnej chwili poczułam się taka młoda. Zastanawiałam się, czy jestem odpowiednio dojrzała, aby uczestniczyć w Porcie. Po chwili zwątpienia wiedziałam, że zupełnie niczym nie różnię się od osób siedzących na tarasowych drewnianych ławach. Wróciłam do głównego korytarza, gdzie miałam się spotkać z Anką, Justyną i Kamilem. Czekając na paczkę z LO IV, zauważyłam w bocznej sali Janusza Stycznia. Nawet nie potraficie sobie wyobrazić mojego wyrazu twarzy – radości. Subtelny uśmiech zauważyła kobieta siedząca obok pana Janusza.

Godzina 17:50

Z sali wyszła grupa ludzi (w tym moja paczka z LO IV wraz z panią Małgorzatą Skwarek-Smereką). Nagle Justyna krzyknęła „idziemy coś zjeść!”. Z początku byłam przerażona tym pomysłem, gdyż do kolejnego spotkania zostało zaledwie 10 minut. Mimo mojego sprzeciwu udaliśmy się do pobliskiego Fast foodu.

Godzina 18:02

Wróciliśmy. Jest i „nienaganne” spóźnienie. Ostatnie osoby wchodziły do studia, w tym i my. W fotelu, przygotowana do czytania wierszy, siedziała już Urszula Kozioł. Kolejne wystąpienie należało do Jacka Łukasiewicza. Według mnie każdy z autorów prezentował swoje teksty doskonale. W końcu poprzez pisanie można wyrazić samego siebie, a przez czytanie – swój sposób patrzenia na świat. Gdy już chciałam wyjść z sali, Anka szepnęła: „czekaj, gdzie ty idziesz, a Styczeń?". Usiadłam. Janusz Styczeń wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jego teksty były fascynującym przeżyciem. Głównie opisywał on kobietę w różnych sytuacjach życiowych (wiersz „Dziewczyna niosąca filiżankę kawy”) czy w roli matki.

Godzina 19:30

W studiu był już Edmund White. Na sali wiele osób, wiele kamer, kilka postaci obok White’a. Można powiedzieć: idealne widowisko.

Klaudia Ambryszewska z I E

 

zdjęcie - Klaudia Ambryszewska z I E



czwartek, 26 kwietnia 2012

Moja opinia o festiwalu

Zatrzymałam się na Rynku z gazetką Portu Literackiego, razem z przyjaciółką patrzyłyśmy na mapkę i nie miałyśmy bladego pojęcia, gdzie mamy iść. Po dwóch godzinach, milionach pytań do przypadkowych ludzi i jękach rozpaczy, że nigdy nie znajdziemy ul. Na Grobli, dotarłyśmy na miejsce spóźnione, ale szczęśliwe i czekało nas tam duże rozczarowanie. Festiwal ani trochę nie przypominał tego, co po szkolnym spotkaniu z Arturem Bursztą można było sobie wyobrazić. Impreza była zorganizowana na znacznie mniejszą skale, było bardzo mało młodych ludzi, nawet starsza część słuchaczy wychodziła po godzinie. Jednak wchodząc na salę, czułam się jak w innym świecie, co nie zmienia faktu, że wychodząc na przerwę, moje rozczarowanie potęgowało się.

Jednak dla literatów, których zaproszono, nie można było tego festiwalu przegapić. Najbardziej podobał mi się odczyt Andrija Bondara oraz Edmunda White'a. White zaskoczył mnie ogromnie (pozytywnie). Słuchając jego genialnej książki (moim zdaniem), można było odpłynąć, przenieść się do świata bohaterów. Opisy były tak szczegółowe i obrazowe, że niemal widziałam świat książkowy przed sobą, wystarczyło wsłuchać się i zamknąć oczy, aby przenieść się do innego świata. Szczerze powiedziawszy, byłam (i nadal jestem) pod ogromnym wrażeniem obu jego książek. Bondar również mile mnie zaskoczył, jego humorystyczny felieton był niezwykle trafnym wyborem na rozpoczęcie drugiego dnia festiwalowego. Lekkość i humor, jakie zaprezentował, sądząc po reakcji sali, przypadły słuchaczom do gustu. Mimo wcześniejszego rozczarowania, dzięki autorom nie chciałam wracać do domu, chciałam zostać i słuchać, jednak dzień nieubłaganie dobiegł końca. Jeszcze następnego dnia chciałam wrócić do Studia na Grobli i posłuchać czytań. Zadziałała magia dobrej literatury, jednak jeżeli festiwal ma naprawdę przyciągać tłumy, nie można tworzyć wokół niego mitów. Choć czy nie straciłby uroku, gdyby stał się komercyjny? Odpowiedź na to pytanie pozostawię Wam.

Ania Zawada z I E

Festiwal Port Literacki… Sukces? Nie…

Co mogę powiedzieć na temat festiwalu? Niewiele, a jeśli da się wykrzesać cokolwiek z wiejących nudą spotkań, to raczej same negatywne komentarze. Po spotkaniu z Panem Arturem Bursztą moja wizja festiwalu opierała się na efektownym i pasjonującym „sprzedaniu” poezji. Wyobrażałam sobie ciemną, zatłoczoną salę, w której pośrodku stoi poeta – aktor i przy oprawie muzycznej i wizualnej, gdzie nie tylko słowo, ale także rekwizyt ma znaczenie, przekazuje nam treści swojej twórczości. Owszem, sala była ciemna, lecz pustawa, a co z resztą? Co do oprawy muzycznej, ograniczała się jedynie do dźwięku wypluwanych zgłosek i szarpania strun. Cóż, może taka była wizja organizatorów.

Według Artura Burszty są trzy rzeczy, które łączą Polaków: wódka, papierosy i kawa (która na marginesie miała być rozdawana ku pokrzepieniu dusz i serc naszych), a ponieważ to spotkanie kulturalne, pierwsze dwa „łączniki” zostały wyeliminowane. Pozornie, wódkę zastąpiło piwo lejące się strumieniami. Najbardziej irytowało mnie popijanie tegoż chmielowego trunku przez młodych debiutantów w przerwie pomiędzy strofami wierszy. Jeśli spotkanie na poziomie, to błagam, bądźmy kulturalni! Nie audytorium, ale zwłaszcza artyści powinni zachowywać się na poziomie. Kontynuując wątek debiutantów, nie wiem, czy to moje ogólne złe nastawienie wpłynęło tak negatywnie na mój odbiór poezji. Nie tyle sama twórczość, co przekaz i interpretacja niektórych utworów nieziemsko mnie irytowały, zwłaszcza pojawiające się „gwiazdorzenie” w przypadku jednego z debiutantów, a u innych totalna obojętność oraz brak jakiegokolwiek zaangażowania. Jedynym plusem był Maciej Taranek w interpretacji swojego utworu oraz Jakub Głuszak z wierszem „Zmienić narrację tożsamościową niczym kobieta”. Wydawać by się mogło, że Katarzyna Fetlińska porwie publiczność swoim aktorstwem, ale początkowa fascynacja i zauroczenie przeradzało się dosyć szybko w zażenowanie i znudzenie. Mam mieszane uczucia co do młodej, ale jednocześnie barwnej i kontrowersyjnej poetki.

Kolejnym punktem programu było spotkanie z Marcinem Sendeckim, Leszkiem Engelkingiem, Andrzejem Sosnowskim i Bohdanem Zadurą. Na tę część czekałam najbardziej, gdyż podobno Andrzej Sosnowski przygotował organizatorom listę rekwizytów potrzebnych przy czytaniu poematów. Niestety, pan Sosnowski się nie zjawił, ponieważ wybrał się na wycieczkę po Wrocławiu. Kiepskie wyczucie czasu, proszę Pana! Cóż, znowu zawód. Nudne, długie czytanie, brak atmosfery i skupienia. Jedni przysypiali, inni zaś w alkoholowym upojeniu radowali się wcześniej już wspomnianą muzyką „strunową”.

Niestety, nie wytrzymałam długo, wkrótce odpłynęłam z Portu. Nie potrafię być obiektywna, ale mimo negatywów kilka perełek wśród młodych twórców się pojawiło. Jedyne, co mi pozostaje, to nadzieja, że organizatorzy wezmą sobie do serca krytykę i nieprzychylne opinie, a przyszłe festiwale będą cieszyć się ogromnym sukcesem. W każdym razie trzymam kciuki…

Kamila Pawłowska z III E

środa, 25 kwietnia 2012

Znalazłam się na drugim końcu świata, pełna nadziei na owocny wieczór. Podobno festiwal ma być ważnym punktem na mapie Stolicy Kultury, ale czy na pewno nim jest? Jeśli popatrzymy na frekwencję – absolutnie nie. Brakowało mi tych młodych ludzi, o których wspominał organizator, Artur Burszta, na spotkaniu w szkole.

Powrót do nazwy „Europejskie Spotkania Pisarzy” też wydaje mi się na wyrost. Mimowolnie przychodzi na myśl Europejska Stolica Kultury, inicjatywa budząca tyle kontrowersji. Co prawda, obecni byli zagraniczni pisarze, ale sam festiwal od lat trzyma się na uboczu (nie, nie chodzi mi o lokalizację), niejako broniąc się przed zainteresowaniem czytelników.

W jednym miejscu zgromadzono autorów, z którymi (w większości) spotkania odbywały się przez cały rok w Biurze Literackim. Osoby, które były na czytaniach w Rynku, przeżyły déjà vu.

Jednym ze spotkań wartych zapamiętania było to, na którym prezentowano fragmenty książek Edmunda White'a. Jest on prekursorem pewnego sposobu pisania w literaturze gejowskiej, na jego powieściach wzorowało się wielu innych autorów (stąd też pewna moja irytacja przy recenzowaniu „Zucha” - to wszystko już czytałam, nawet jeśli to „Zuch” był pierwszy). Sala zapełniła się po brzegi – nic dziwnego, rzadko kiedy taki pisarz gości w Polsce.

W niedzielne popołudnie swoje festiwalowe pięć minut mieli Justyna Bargielska, Jacek Dehnel i Dariusz Suska. Ta pierwsza uraczyła widownię żarcikiem na temat długości swojego tomiku (déjà vu!), mimo tego kupiła mnie. Ze strony Biura o jej najnowszym tomiku dowiedzieć się możemy, że w „Bach for my baby” odnajdziemy dużo cielesności, erotyzmu, ale także śmierci, niepokojów metafizycznych i charakterystycznej dla poetki bogatej wyobraźni. Lektura kolejnych wierszy wciąga w swoisty wir nurtujących autorkę obrazów i idei, gdzie ciągle obracamy się między żywym i martwym, naturalnym i konwencjonalnym. To wszystko definitywnie powinno wystarczyć za streszczenie samego jej wystąpienia podczas spotkania.

Najbardziej czekałam na Jacka Dehnela, co chyba nie dziwi, bo jest to pisarz coraz bardziej popularny i fascynujący. Udało mi się poprosić go o autograf (przy niemałym irracjonalnym stresie przed podejściem) i chyba dlatego nie spisuję tegorocznego festiwalu na straty.

Czuję, że przesadziłam z tym ostatnim stwierdzeniem, lecz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Port był w tym roku wyjątkowo przeciętny, podobnie jak kawa, będąca głównym motywem tej edycji.

Aleksandra Paras z II A



wtorek, 24 kwietnia 2012

Sobota, godzina 14.00

Wydarzenie „Czytania z książki Połów. Poetyckie debiuty 2011” właśnie się zaczęło. Tylko że my (ja z Patrycją) jesteśmy w tym momencie około kilometra od Studia na Grobli i rozpaczliwie próbujemy odnaleźć miejsce spotkania. Uczucie zagubienia mija, gdy nasz wzrok łowi wskazówkę - strzałkę z napisem „Port Literacki”. Oddychamy z ulgą i szybkim krokiem przemierzamy całkiem długi odcinek, by zauważyć plakat reklamujący Port i tabliczkę „Studio na Grobli”. Rozpacz z powodu spóźnienia znika – w końcu piętnaście minut to nie tragedia.

- Jesteśmy?

- Tak, to tutaj.

Wbiegamy po schodach, z żalem mijamy pachnące kawą stoisko i jesteśmy na scenie. Oszołomienie – ciemność, sylwetki odcinające się na tle podświetlanych na niebiesko płacht. Kosmos. Przemykamy, by nikt nie zwrócił na nas uwagi i rozsiadamy się. Snop światła z nieznanego źródła oślepia nas i kieruje się na młodą dziewczynę w białej sukience. Ta bez żadnego zażenowania i tremy wstaje i zaczyna czytać, poprawka: deklamować swój wiersz. Katarzyna (jakby spotkanie z jej twórczością sprawiało, że jesteśmy na ty) wie o nim wszystko – czyta utwór w wyjątkowy sposób, wyciąga na światło wszystkie jego zakamarki, podkreśla najważniejsze fragmenty i uświadamia nam, że nikt nie ukazałby lepiej od samej autorki sensu tekstu. Czujemy pewien niedosyt, gdy jej głos milknie. Wiemy, że występ Katarzyny Fetlińskiej przyćmi występy innych młodych poetów, chociaż z przyjemnością wsłuchujemy się w utwór Macieja Burdy i Jakuba Głuszaka.

Sobota, godzina 15.00

Nadchodzi czas na kawę i refleksję. Przeżywamy wszystko w milczeniu. Bez wątpienia idea poszukiwania młodych artystów i dawania im pięciu minut na scenie przypada nam do gustu.  Być może nigdy nie usłyszelibyśmy o takiej Katarzynie Felińskiej, gdybyśmy nie uczestniczyli w projekcie „Szkoła z poezją”. Poeci mają szansę pokazać się czytelnikom. Większość debiutantów zdawała się być dobrze przygotowana i zdeterminowana, by zrobić jak najlepsze wrażenie na obecnych na sali. Kameralność można poczytać za plus, zwłaszcza że udzieliła się nam atmosfera spotkania z poezją młodych debiutantów.

Wynieśliśmy dobre wspomnienia z Portu Literackiego, a zorganizowanie tego festiwalu dla szerszej publiczności zostałoby przyjęte przeze mnie z aprobatą. Jesteśmy zadowoleni i czekamy na kolejne pomysły Biura Literackiego i Fundacji Europejskich Spotkań Pisarzy.

Magda Pisarska z I B



poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Sobotnie popołudnie w Porcie

Pierwsze spostrzeżenie - do tego Portu nie przybiło wielu.

Szczerze zdumiona byłam, patrząc na garstkę ludzi, która przyszła na 17. Europejskie Spotkania Pisarzy. Wśród tych nielicznych udało mi się spotkać wrocławską poetkę – Elżbietę Lipińską, o której pisałam tutaj:

 http://spotkaniazpoezja4.blox.pl/tagi_b/299120/Elzbieta-Lipinska.html

Wracając do tematu, po spotkaniu z Arturem Bursztą, które odbyło się w naszej szkole, miałam nieodparte wrażenie, że tegoroczny Port Literacki, podobnie jak rok, dwa, trzy lata temu, będzie zjawiskiem ogólnoeuropejskim. Tymczasem spotkanie na Grobli, w mojej opinii, przybrało bardziej charakter regionalnej schadzki ze światowej sławy przedstawicielami literatury! Zabrakło również atmosfery, całość wydała się trochę sztuczna.

Magda Piekarska we wrocławskim, piątkowym wydaniu Gazety Wyborczej napisała:

(…) po drodze zgubiono coś, co kiedyś było znakiem firmowym festiwalu. Legendarną, niebanalną formułę bliskich spotkań z poezją, która nie miała nic wspólnego z tradycyjnym wieczorem autorskim. Bohdan Zadura częstował publiczność naleśnikami, Dariusz Foks i Krzysztof Jaworski czytali wiersze w zakładzie fryzjerskim, zdarzyło się też spotkanie w formie teleturnieju czy meczu ping-ponga. W takim kształcie to se na vrati, zwłaszcza odkąd Artur Burszta, szef Biura i organizator Portu, stwierdził, że efekt został osiągnięty, publiczność zdobyta i literatura poradzi sobie bez podobnych fajerwerków.

Patrząc na sytuację, jaka miała miejsce w sobotę, podczas poetyckich debiutów i spotkania z Leszkiem Engelkingiem, Marcinem Sendeckim, Bohdanem Zadurą i Andrzejem Sosnowskim (którego swoją drogą nie było, zwiedzał on bowiem Wrocław), o żadnym efekcie nie może być mowy, a publiczność chyba najchętniej odpłynęłaby z tego Portu…

Zdecydowanie zabrakło atmosfery, prawdziwej celebracji literatury i bliskości z twórcami.

Polecam do przeczytania:

http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,11576097,Festiwal_Port_Literacki_zmienia_nazwe_i_rusza_w_swiat.html#ixzz1sngJ8SnI

Patrycja Rokita z III E

 

zdjęcia – Patrycja Rokita z III E



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Tagi
www.lo4.wroc.pl Tu podaj tekst alternatywny Tu podaj tekst alternatywny