zwycięski blog w projekcie Szkoła z poezją 2012

nasza twórczość

czwartek, 29 czerwca 2017

Kiedy byłam dzieckiem, po wciągającej lekturze nierzadko opanowywał mnie szał twórczy i z wielkim zapałem zabierałam się za pisanie własnych powieści. Podekscytowana rysowałam okładki i myślałam o tym, że kiedy tylko skończę, wszystkie wydawnictwa, porażone moim geniuszem, będą bić się o prawa do mojego dzieła. Entuzjazm podsycała wyraźna popularność kilku książek (o wątpliwych walorach literackich), autorstwa „wyjątkowo uzdolnionych dzieci”. Skoro takie rzeczy były wydawane i chwalone, to moja błyskotliwa twórczość z pewnością rozeszłaby się jak ciepłe bułeczki! Zwykle jednak determinacja ulatniała się po zapełnieniu kilku stron w Wordzie i w rezultacie nikt moich przełomowych prac nie zobaczył.

Chyba każdy, bez względu na wiek, takie nagłe napady weny twórczej miewał. Jednak wcześniej jej efekty zapisywane były tradycyjnie, na kartkach, które później lądowały w przysłowiowej szufladzie. Ewentualnie, jeśli genialny młodociany pisarz był na tyle śmiały, pokazywał swoje dzieło rodzinie, kolegom z klasy, lub (szczyt odwagi!) polonistce. I na tym, szczęśliwie, historia się kończyła. Kiedy jednak Internet stał się ogólnodostępny, ci najbardziej pewni siebie zaczęli publikować swoje prace w sieci na blogach, które szybko zaczęły wyrastać na przeróżnych stronach jak grzyby po deszczu. Prawdziwą kopalnią wątków literackich stała się popkultura. Tylko w jednym serwisie z blogowymi opowiadaniami jest zamieszczonych ponad 500 tys. historii z Harrym Potterem w roli głównej! Wśród nich można znaleźć takie perełki, jak: Harry mechanikiem samochodowym, upadłym aniołem, przywódcą gangu płatnych zabójców, a na fali popularności sagi „Zmierzch” – wampirem.

W teorii cała sytuacja może prezentować się ładnie: życzliwi internauci czytają takie dzieła, dobre pomysły pochwalą, a te gorsze konstruktywnie, acz delikatnie skrytykują, co pozwoli młodym artystom uczyć się na błędach i szlifować kunszt literacki. Co było do przewidzenia, w praniu wyszło, że tak pięknie być nie może. Jak pisze anonimowy użytkownik na jednym z blogów: „Internety to nie ludzie. To som wilcy!”*. Zamiast odniesień do treści, nieszczęsny autor napotka komentarz w rodzaju: „zamknij mordę a tak wogule twoje opowiadania są głupie”. Człowiek ma to do siebie, że ze skrajności często popada w skrajność. Tak też jest w tym wypadku. Jeśli głosy internautów nie są przepełnione nienawiścią, to bezkrytycznie wychwalają umieszczone w sieci teksty, przez co młody literat nie dostrzega swoich błędów i nie wyciąga z nich wniosków. Zwykle piejące z zachwytu głosy należą do młodych i niewyrobionych czytelników. Wszystko, co zamieszczono w sieci, uznają za wzorcowe i biorą takie blogi, często złej jakości, za idealne dzieło literackie. „Mózg rozwalonyyyyyy!!!!!!!!! to jest super ja chce next rozdział” – pisze czytelniczka opowiadania, w którym Harry Potter zostaje hiszpańskim (sic!) mafiozem… Bywają jednak użytkownicy, którzy częściowo dla zabawy, częściowo w celach merytorycznych biorą takie internetowe powieści pod lupę. Wyławiają najbardziej absurdalne blogi, by komentować je satyrycznie i metodycznie: fragment po fragmencie, cytat po cytacie. Tę nową formę literacką nazwano analizami internetowymi, a strony, na których są one publikowane - analizatorniami. Można przywołać tu komentarz do opowiadania, w którym autorka opisała postać: „Lubi zwiewne sukienki z tendencją do falbanek”, na co analizatorka dodała: „łypie podejrzliwie, czy sukienki w szafie nie przejawiają tendencji do picia śliwowicy i szlajania się po nocach”. Wiadomo, że taki rodzaj krytyki, połączony ze specyficznym poczuciem humoru, nie zawsze będzie ciepło przyjęty przez twórców. Kiedy ktoś udostępnia swoje prace, powinien liczyć się z tym, że spotkają się one z oceną. Niestety, bardzo często tak nie jest. Urażeni „pisarze” często urągają analizatorom, nawet grożą sądem! Na szczęście zdarzają się też tacy, którzy podziękują za dobre rady i zrozumieją swoje błędy. Tak było w przypadku autorek opowiadania, w którym członkowie pochodzącego z Niemiec zespołu Tokyo Hotel są... SS-manami. Blogerki szczęśliwie zrozumiały niestosowność swojego zamysłu dzięki analizatorni. Co ciekawe, więcej dystansu do swoich prac mają początkujący pisarze. Starsi i bardziej „uznani” już nie. Jest taka w pełni dorosła, całkiem popularna autorka, mająca na koncie także liczne wydania drukiem. Produkuje ona dzieła o wątpliwych wartościach literackich w ilościach hurtowych, nierzadko sześć tomów w ciągu roku! Wisława Szymborska zapewne byłaby pod wrażeniem! W ramach zemsty na analizatorach (jakżeż oryginalnie i subtelnie!) w jednej ze swoich powieści stworzyła postać grubej, brzydkiej krytyczki, której nie udało się wydać książki, więc gnębi młodą, genialną twórczynię, prawie doprowadzając ją do samobójstwa…

Patrząc na swoje stare opowiadania, widzę, jak wiele żenady oszczędziłam sobie, nie publikując ich. Przypuszczam, że wielu autorów piszących teraz na blogach też spojrzy na swoje prace za parę lat i pomyśli, że byli bardzo naiwni, udostępniając je. Rozwijanie warsztatu pisarskiego niekoniecznie oznacza objawianie całemu światu każdej zapisanej strony. Chociażby dlatego, żeby zaoszczędzić sobie ewentualnych przykrości i (w przyszłości) uniknąć wstydu, kiedy koleżanka odkryje opowiadanie o Harrym Potterze - syrence, które pisało się, mając jedenaście lat. Pod koniec wpisu na pewnym blogu autorka nakreśliła: „Pozdrawiam wszystkich komętujących i czytających. Pamiętajcie klawiatura nie gryzie”. Ciśnie się na usta: a szkoda!

Weronika Kiewisz I B

 

* wszystkie cytaty zgodne z oryginalną pisownią, a przytoczone przykłady autentyczne



Tagi: felieton
14:52, spotkaniazpoezja-4 , nasza twórczość
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 czerwca 2017

            Miłość? Czym jest miłość? Czy to jest upodobanie sobie czegoś, chęć spędzania czasu z tym kimś lub tym czymś, a może chęć posiadania tego czegoś lub kogoś na własność? A może wszystko razem? Jeśli chodzi o rzeczy, to nie ma problemu, możemy coś uczynić „naszym”. Gorzej jest z ludźmi, nie możemy narzucać im naszej woli i przywłaszczać sobie ich – przynajmniej w teorii. Ale jest takie coś, co jest „nasze” - życie.  Każdy ma je „na własność”, jednocześnie dzieląc się nim z innymi. Występuje w roślinach, mikroorganizmach, zwierzętach; jest jakąś metafizyczną siłą, napędzającą świat. Podsumowując, ogólnie jest... przez nas niezauważane i niedoceniane, a przez to również niekochane.

            Tak, trzeba to powiedzieć głośno. My, ludzie, staliśmy się pewnego rodzaju egoistami. Idąc ulicą, spędzając czas w pracy czy w szkole, po prostu nie zauważamy tętniącego wszechobecnie życia. Mijamy ludzi, nad nami latają ptaki, wychodzimy z naszymi pupilami na spacery, próbujemy zabić tego nieznośnego komara – to wszystko żyje! Życie zostało przez nas potraktowane przedmiotowo, jest po prostu tak wielorakie, dziwne i niezrozumiałe, że przestaliśmy je doceniać. Ba! Zauważać! Mianem życia możemy również określić wszystkie chwile, momenty, które nas doświadczają. Muzyka, kinematografia, poezja, edukacja, ludzie, natura, Bóg/Mahomet/Budda, praca, rodzina, przyjaciele, literatura i inne – wartości, które możemy kochać, nadające pęd naszym życiom; kochając je, kochamy życie.

            Sama na sobie, każdego dnia, doświadczam piękna i radości, ale kiedyś było inaczej. Może dlatego, że mam tylko 17 lat, a moje doświadczenie, w wizualizacji, ma wielkość pestki jabłka. Z perspektywy czasu wiem, że byłam okropna. Wciąż zadaję sobie pytanie: jak ja mogłam tak żyć? Marudziłam na co się tylko dało, gdy coś szło nie po mojej myśli (a zdarzało się to często), obwiniałam o to wszystko i wszystkich, włącznie ze sobą. Nie uczyłam się na błędach i wiem, że jedyna rzecz, jaka mnie wtedy ratowała, to chęć zmiany. Oczywiście nie zmiany siebie – nie widziałam w sobie nic złego. Aż któregoś dnia stało się coś (już nie pamiętam co), co skierowało moją drogę na właściwe tory. Spojrzałam na swoje życie obiektywnie i zrozumiałam – wina leży po mojej stronie! Nie kochałam swojego życia, nie czerpałam radości z chwil, nie uczyłam się z danych sytuacji. Zaczęłam się zmieniać, doceniać, ale i tak najtrudniejszym było nauczyć się kochać. Zauważyłam, że wszystkie złe sytuacje tak naprawdę nie były tragiczne, po prostu sama generowałam sobie problemy. Teraz akceptuję ich naturę, bo one były, są i będą. Dzisiaj już wiem, jakie mam priorytety, a zachwyca mnie po prostu wszystko. Ostatnio, w słoneczny dzień, jechałam autobusem i upatrzyłam sobie chmurę. Tak! Chmurę. Miała bardzo ładny kształt, a promienie słońca padające na nią zza innej chmury sprawiały, że wyglądała przepięknie. Często również zdarza mi się zapatrzeć na kogoś. Wtedy zaczynam rozmyślać, jak żyje ta osoba, jak żyją jej bliscy. I zawsze dochodzę do wniosku, że życie jest po prostu różnorodne i piękne.

           Wielokrotnie zastanawiam się też, jak żyją inni. Czy doceniają swoje życie? Ogromnie bym chciała, aby tak było, jednak często spotykam się z zawodem. Ale nie zawsze. Regularnie śledzę rozwój stron „Wyznajemy.pl” oraz „Anonimowe.pl”. Ludzie, po zarejestrowaniu się, mogą swobodnie opisywać swoje różne, często żenujące, sytuacje, a także napisać o swoich poglądach. Historii jest naprawdę wiele, zaczynając od chorób dręczących autora tekstu lub jego rodzinę, a kończąc na kobietach/mężczyznach piszących o swoich preferencjach seksualnych. Są również takie, które opisują, jak obecnie żyje się autorowi, co musiał przejść i jak wiele trudu go to kosztowało, aby być tu i teraz, kochać i doceniać swoich bliskich i życie. Ostatnio na stronie znalazłam piękne wyznanie, które bardzo chciałabym przytoczyć. Pragnę potraktować je jako zakończenie, gdyż jest cudownym podsumowaniem nas -  jako tych słabych, dręczonych różnymi problemami ludzi. Autorowi tego wyznania chcę duchowo głęboko podziękować. Bo życie jest piękne, a jak się je kocha, to łatwiej żyć.

Tytuł: Wygrałem z nią

Znasz to uczucie, kiedy po półrocznej walce z depresją, wychodzisz z niej?

Znasz to uczucie, kiedy po 2 próbach skończenia z życiem, nie masz już myśli samobójczych?

Znasz to uczucie, kiedy twoje życie w końcu nabiera sensu?

Znasz to uczucie, kiedy znajdujesz w końcu miłość i w Twoim życiu jest wszystko jak należy?

Ja znam.

Kocham życie.

Magdalena Stęplowska z I B



18:25, spotkaniazpoezja-4 , nasza twórczość
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 marca 2012

Nagranie z wykorzystaniem fragmentów wierszy Wisławy Szymborskiej:

http://w776.wrzuta.pl/audio/7H9FsMEW6Mq/fragmenty_wierszy_wislawy_szymborskiej_-_nagranie_konrada_staszkiewicza_z_lo4_wroclaw

Tekst nagrania:

Oboje są przekonani
Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej

Nad białą kartką czają się do skoku

Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi
Zapominają, że tu nie jest życie

Jest więc taki świat
Stół jest stołem, wino winem
Tu – ni księżyc, ni ziemia
Ewa z żebra, Venus z piany
Nic darowane, wszystko pożyczone

Kiedy on nie patrzy na mnie
Jest w kropli atramentu spory zapas

Zachciało mu się szczęścia
Śmieję się, przechylam głowę

Mówię mu, co chce: o mrówkach

Bo przecież chyba jest,
Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne
Nic dwa razy się nie zdarza
Dziś, kiedy jesteśmy razem
Uśmiechnięci, wpółobjęci

Z tą wiarą lżej im będzie i żyć, i umierać.

 (wybór fragmentów wierszy i nagranie - Konrad Staszkiewicz z II E)

 Wykorzystane wiersze:

Miłość od pierwszego wejrzenia, Przy winie, Radość pisania, Sto pociech, Miłość szczęśliwa, Nic darowane, Nic dwa razy, Z nieodbytej wyprawy w Himalaje.

Wszystkie wiersze w całości można przeczytać:
http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/zmarla-wislawa-szymborska-wiersze-polskiej-noblistki_225318.html

niedziela, 11 marca 2012

Edward Stachura, Zobaczysz

Ach, kiedy ona cię kochać przestanie:
Zobaczysz!
Zobaczysz noc w środku dnia,
Czarne niebo zamiast gwiazd;
Zobaczysz wszystko to samo,
Co ja.

A ziemia, zobaczysz,
Ziemia to nie będzie ziemia:
Nie będzie cię nosić.

A ogień, zobaczysz,
Ogień to nie będzie ogień:
Nie będziesz w nim brodzić.

A woda, zobaczysz,
Woda to nie będzie woda:
Nie będzie cię chłodzić.

A wiatr, zobaczysz,
Wiatr to nie będzie wiatr:
Nie będzie cię koić.

Ach, kiedy ona cię kochać przestanie:
Zobaczysz!
Zobaczysz obcą własną twarz,
Jakie wielkie oczy ma strach;
Zobaczysz wszystko to samo,
Co ja.

A ziemia, zobaczysz,
Ziemia to nie będzie ziemia:
Nie będzie cię nosić.

A ogień, zobaczysz,
Ogień to nie będzie ogień:
Nie będziesz w nim brodzić.

A woda, zobaczysz,
Woda to nie będzie woda:
Nie będzie cię chłodzić.

A wiatr, zobaczysz,
Wiatr to nie będzie wiatr:
Nie będzie cię koić

I wszystkie żywioły,
Wszystkie będą ci złorzeczyć:
Lepiej byś przepadł bez wieści!

rysunek - Jagoda Zych z II A



sobota, 25 lutego 2012

Pobieżnie zerkając na listę tytułów utworów Wisławy Szymborskiej, zatrzymuję wzrok na paradoksalnie brzmiącym „Pochwała złego…”. Zastanawiam się, jak to możliwe chwalić coś, co jest złe, do czego ma to prowadzić. Przewrotna fraza skutecznie przykuwa moją uwagę na dłużej.  Doczytawszy tytuł do końca – „Pochwała złego o sobie mniemania” – oddaję się dalszej lekturze z pozoru niewyróżniającego się liryku, będącego wierszem białym i posiadającym 4 strofy o różnej długości. Tytuł wciąż przewija mi się przez myśli; sugeruje, że coś uważanego za negatywne, czyli złe o sobie mniemanie, jest godne pochwały. Paradoks i ironia kipią niemalże z tych słów.

Wisława Szymborska, Pochwała  złego o sobie mniemania

Myszołów nie ma sobie nic do zarzucenia. 
Skrupuły obce są czarnej panterze. 
Nie wątpią o słuszności czynów swych piranie. 
Grzechotnik aprobuje siebie bez zastrzeżeń.

Samokrytyczny szakal nie istnieje. 
Szarańcza, aligator, trychina i giez 
żyją jak żyją i rade są z tego.

Sto kilogramów waży serce orki, 
ale pod innym względem lekkie jest.

Nic bardziej zwierzęcego 
niż czyste sumienie 
na trzeciej planecie Słońca.

Trzy pierwsze strofy wiersza, należącego do liryki zarazem refleksyjnej, jak i pośredniej, to nagromadzenie antropomorfizacji: dzikie, egzotyczne zwierzęta przedstawione są jako te, które „nie mają sobie nic do zarzucenia” czy też „nie wątpią o słuszności czynów swych”.  Zebranie tak wielu  synonimów odnoszących się do cech zwierząt przywodzi mi na myśl bezrefleksyjność, brak wyrzutów sumienia i zdolności myślenia nad własnym postępowaniem. Wielokrotnie powtórzony zabieg antropomorfizacji wywołuje kolejny środek stylistyczny – kontrast. Kontrastują ze sobą pierwsze zwrotki wiersza (strofy 1-3) z puentą (strofa 4): „Nic bardziej zwierzęcego/ niż czyste sumienie/ na trzeciej planecie Słońca”. Błyskotliwe podsumowanie utworu podkreśla różnicę pomiędzy światem zwierzęcym a ludzkim. Różnicą tą jest odczuwanie wyrzutów sumienia. U zwierząt nie istnieje pojęcie sumienia, żadne z wymienionych w wierszu stworzeń nie jest w stanie oceniać swojej moralności, w zwierzęcym świecie nie istnieje etyka. Inaczej jest w przypadku ludzi – to oni, stojący wyżej w hierarchii rozwoju, są w stanie krytycznie spojrzeć na własną osobę, ten fakt daje im przewagę nad zwierzętami.

Wiersz jest przewrotny, ociekający ironią i kpiną. Jego nastrój można porównać do nastroju intelektualnej drwiny, gry nieujawnionego podmiotu lirycznego z czytelnikiem. Czyste sumienie generalnie uważane jest za zjawisko pozytywne. Przywołuje na myśl godne postępowanie, uporządkowanie i harmonię oraz spokój ducha. Osoba z czystym sumieniem to ktoś, kto swoimi czynami nie powołuje zła do życia. W wierszu Szymborskiej natomiast wyrażenie „czyste sumienie” nabiera całkiem innego znaczenia. Jest synonimem czegoś zwierzęcego, bo to właśnie pozbawione sumienia zwierzęta nie zastanawiają się nad słusznością swojego postępowania, nie są zdolne do samokrytycyzmu. Czyste sumienie (złudne poczucie samozadowolenia) ma więc tutaj wydźwięk negatywny, jest przeciwieństwem wrażliwości moralnej, czyli „złego o sobie mniemania”. Wyobraźmy sobie, jak wyglądałby świat, gdyby ludzie nie mieli wyrzutów sumienia. Zostałaby zatracona granica między moralnym dobrem a złem. Siałoby się powszechne zgorszenie, wszystko stanęłoby na głowie.

I tu pojawia się odpowiedź na pytanie: „do czego człowiekowi tak właściwie samokrytycyzm?”. Po pierwsze, samokrytycyzm jest niezwykłą pomocą w obiektywnym patrzeniu na samego siebie i otaczający nas świat. Gdyby pozbawić ludzi umiejętności patrzenia na siebie z dystansem, każdy byłby zapatrzony w siebie i uważał swą osobę za ideał, nie zważając na wady, błędy i niedociągnięcia. Dostrzeganie mankamentów swego charakteru umożliwia pracę nad sobą, nieustanny rozwój i, co za tym idzie, samorealizację. Popełnianie tych samych błędów jest zjawiskiem destrukcyjnym dla człowieka, dlatego niezwykle ważna jest refleksja nad postępowaniem i wyciąganie słusznych wniosków z podejmowanych działań. A przecież nie można pozwolić sobie na robienie masy błędów, bo - jak mówi poetka w innym wierszu „Nic dwa razy” - na poprawienie życia także nie dostaniemy drugiej szansy.

Alicja Ożga z 2e

 



 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi
www.lo4.wroc.pl Tu podaj tekst alternatywny Tu podaj tekst alternatywny