zwycięski blog w projekcie Szkoła z poezją 2012
niedziela, 20 listopada 2016

Przypomnijmy, że w konkursie literackim w ramach projektu Być kobietą zostali nagrodzeni:
1. miejsce - Jaśmina Szarejko z Gimnazjum Nr 29 we Wrocławiu i Anna Hołubowska z Gimnazjum Nr 25 we Wrocławiu
2. miejsce - Kornelia Kamieniarz z Gimnazjum Nr 29 we Wrocławiu
3. miejsce - Joanna Wachuła z Gimnazjum Nr 25 we Wrocławiu
Wyróżnienie - Paweł Grzymkowski z Gimnazjum Nr 29 we Wrocławiu

Więcej informacji na:

http://lo4.wroc.pl/konkurs-plastyczno-literacki-byc-kobieta-rozstrzygniety/

Praca Kornelii Kamieniarz Słaba płeć

Jordania,  12 lutego  2011 r.

- Morfiny! Dajcie więcej morfiny! - dobiega moich uszu, poprzez szum innych krzyków, błagań i próśb latających w powietrzu.  Rozglądam się. Nikt nie reaguje na wezwanie przełożonej.

- Proszę uciskać - zwracam się do pana i wręczam  mu ścierkę, którą jeszcze przed sekundą tamowałam krwawienie z jego  lewego przedramienia.

Wstaję i próbuje przecisnąć się obok łóżka, na którym leży kobieta. Łapie mnie za rękę.

- Niech mi pani pomoże, błagam! - krzyczy do mnie, wskazując na przesiąkniętą, bordową szmatkę owiniętą wokół nogi. 

Wyszarpuję się. Zaraz się tym zajmę, ale najpierw morfina. Staram się iść dalej. Co jakiś czas ktoś łapie mnie za rękę, nogę, błagając o pomoc. Staram się wyrywać. Nie pomaga. Biegnę. Dopadam drzwi i skręcam w prawo. Biorę cztery ampułki morfiny i wracam na salę. Omiatam ją wzrokiem i dopiero teraz uświadamiam sobie, ile ludzi się w niej znajduję. Karcę się w myślach. Nie mam czasu na rozmyślanie. Ponownie puszczam się biegiem, tym razem w stronę blondynki w niebieskim kitlu. Hamuję na poręczy łóżka, nad którym pochyla się doktor Adila. Na starym płótnie leży chłopak, na oko w moim wieku. Krzyczy, a łzy spływają mu, robiąc głębokie bruzdy na brudnych policzkach. Szukam przyczyny jego bólu. Znajduję. Ma szarpana ranę na brzuchu. Widzę jego koszulę, która stopiła się z wnętrznościami. Ktoś wyrywa mi morfinę i wręcza przełożonej. Odwracam się i odchodzę. Muszę na chwilę wyjść.

Idę przez główny korytarz. Pomimo niezwykłego ciepła robi mi się momentalnie zimno. Tym razem zatrzymuję się przy każdym, kto potrzebuje pomocy. Zmieniam opatrunek, przynoszę wodę, obmywam rany. Kiedy chcę się odwrócić do następnego rzędu, w głębi szpitala, na podłodze widzę śpiące niemowlę zawinięte w chustę.  Zostawiam na chwilę swoich pacjentów i podbiegam do niego.

- Gdzie jest matka? - krzyczę do tłumu ludzi. Brak reakcji. - Gdzie jest matka tego dziecka?- tym razem zwracam się do starszego mężczyzny pod ścianą.

- Zmarła, kilka minut temu ją wywieźli- odpowiada, wydłubując brud spod paznokci.

 Biorę dziecko na ręce. Puszczam się pędem w stronę Adili.

- Musimy mu pomóc, jego matka nie żyje - mówię przejęta, podstawiając bliżej niej noworodka.

- Nie teraz - ucina mi krótko i mija mnie, idąc do nowego rannego.

-Trzeba pomóc temu dziecku! - krzyczę za nią. Odwraca się. Podchodzi i odkrywa rąbek chusty. Czekam na opinię.

- Nadira - zwraca się do niskiej kobiety po prawej stronie, jednak patrzy w moją stronę. - To dziecko nie żyje. Proszę je zabrać - kończy i udaje się w obranym wcześniej kierunku. Rudowłosa wyjmuję mi zawiniątko z rąk i szybkim krokiem odchodzi.

Tkwię w miejscu, nie wiedząc, co zrobić dalej. Im więcej rannych, tym bardziej nie wiem, w co włożyć ręce. Potrzebuję chwili, żeby opanować narastające poczucie bezsilności. Nagle potykam się i  padam. Podnoszę się powoli i sprawdzam, czy nic mi się stało. Dopiero po chwili orientuję się, że leżę  w kałuży. Kałuży krwi. Z przerażeniem próbuję wstać, ale nie mogę. Moje buty ślizgają się na lepkiej powierzchni. Nagle czuję czyjąś rękę na moim ramieniu. Spoglądam w górę. To Salima.

- Wstawaj, nie mamy czasu na leżenie - mówi, podnosząc mnie z ziemi.

Przytakuję jej skinieniem głowy i patrzę, jak odchodzi na swoją stronę sali. Spoglądam na moje włosy umazane czyjąś krwią. Potem się tym zajmę.  Widzę, że przywożą nową grupę rannych. Izrael spuścił bombę na Al Hatidhat. Idę do drzwi frontowych. Do środka wchodzi chłopak, wyjący z bólu.

- Zróbcie coś, błagam! - zanim zdążę podejść i sprawdzić, co się stało, podbiega do niego inna sanitariuszka. Pokazuje jej kikut, z którego tryska krew. W sprawnej ręce trzyma resztę drugiej ręki, którą podaje  dziewczynie.

Mijam ich i wybiegam na zewnątrz. Skręcam za róg. Składam się wpół i wymiotuję. Upadam na kolana. Nie mam siły stać. Wolę umrzeć niż tu być. W głowie mi pulsuje. Przechodzą mnie dreszcze. Czuję, że tracę kontrolę nad sobą. Chcę stracić kontrolę, tak bardzo chcę zapomnieć, gdzie jestem, co robię. Zakrywam uszy i zaczynam krzyczeć. Wrzeszczę, nie patrząc na konsekwencje. W końcu opadam na ścianę. Jedyne, na co mam siłę, to spojrzeć w stronę dwóch arabskich żołnierzy idących boczną ulicą i komentujących pracę w szpitalu.

- Gdyby te kobiety, zamiast tu siedzieć i się obijać, zaczęły z nami walczyć, to mielibyśmy większe szanse- mówi jeden i bierze łyk z piersiówki.

- Co ty! Te damulki? Dnia by nie wytrzymały na froncie! Tylko by je trzeba było ratować z opresji! Za słabe są! - odpowiada drugi, wyrywając koledze trunek. Po czym obaj wybuchają śmiechem.

Wstaję, ocieram usta, strzepuję ziemię z kolan i wracam na salę.

***

Polska,  12 lutego 2011r.

- Ale dlaczego muszę to robić?- zapytał, gdy zawiązywałam mu krawat. - Nie musisz, tylko chcesz- odparłam, kończąc pętelkę.

- Ale ja nie chcę! - nadąsał się, gdy wręczyłam mu kwiatka. Spojrzałam na niego wymownie.

- Bądź mężczyzną - powiedziałam i pocałowałam go w czoło.

Nagle się wyprostował, wziął teczkę z podłogi i ruszył mężnym krokiem do szkoły. Patrzyłam z okna, jak idzie, dopóki nie zniknął za zakrętem Marszałkowskiej. Wróciłam do kuchni i spojrzałam na zegar. 7:30. A właściwie 7:25, bo spieszył, a jakoś nikt nigdy nie miał czasu go przestawić. Posprzątałam blat, schowałam plasterki sera ze śniadania do lodówki, pościerałam stół, wstawiłam pranie, pościeliłam łóżko i odkurzyłam całe mieszkanie. O 7:55 byłam gotowa do wyjścia. Jeszcze szybkie muśnięcie ust szminką i trochę tuszu na rzęsy. Wyszłam z domu trzy minuty przed ósmą, żeby się nie spóźnić na tramwaj.

O 8:15 byłam już w pracowni. Dostałyśmy z dziewczynami nowe zlecenie na spódnice z wysokim stanem od jakiejś dużej zagranicznej firmy. Krój, jaki dostałyśmy, był tak zagmatwany, że w ciągu siedmiu godzin uszyłam zaledwie pięć spódnic. Jako że koniec lutego zbliżał się nieubłaganie szefowa rozdała nam wypłaty i po 15.00 wypuściła nas z zakładu. Po pracy szybko skoczyłam do sklepu. Dzisiaj miałam w planach ugotować ryż z sosem. Zapłaciłam za zakupy  i pędem ruszyłam na przystanek. Spóźniłam się i przez 15 minut stałam na mrozie, który w tym roku pojawił się zadziwiająco szybko, bo niespełna tydzień przed świętami. Oglądając ludzi kroczących warszawskimi ulicami, zastanawiałam czy przez opóźnienie na pewno ze wszystkim zdążę.

Gdy wreszcie, zmarznięta i zziębnięta dotarłam do domu, zabrałam się za obiad. Włączyłam radio i  zajęłam się gotowaniem ryżu. Przyszykowałam wszystko i nakryłam do stołu. Ledwo zdążyłam położyć ostatni widelec,  do domu wszedł Franek. Opowiedział mi, jak było w szkole i zjedliśmy obiad. Potem pomogłam mu odrobić lekcje. Po jakiejś godzinie zorientowałam się, że   w łazience przecieka kran, więc poszłam na drugie piętro do pana Włodka pożyczyć narzędzia i naprawiłam usterkę. Nim się obejrzałam do domu wrócił Leszek. Podałam mu obiad i wróciłam do kuchni. Posprzątałam i usiadłam przy stoliku. Wzięłam się za skracanie sukienki pani Beaty z szóstego piętra, która poprosiła mnie o to już jakieś dwa dni temu.

- Lepiej się ubieraj, bo idziemy do Krusztowskich na kolację - oznajmił mi mój mąż, wchodząc do kuchni i odkładając talerz do zlewu. Spojrzałam na niego i zrobiłam zdziwioną minę.

 - Nie cieszysz się? - zapytał zaskoczony brakiem mojego entuzjazmu.

 - Nie, jestem po prostu zmęczona – odparłam, siląc  się na uśmiech.

 - A czym ty się niby zmęczyłaś? Przecież cały dzień siedziałaś albo w domu, albo w pracy - odrzekł, wychodząc z kuchni.

- Za 30 minut wychodzimy! - krzyknął już z pokoju obok. Odłożyłam sukienkę i z głębokim westchnieniem  poszłam zrobić makijaż. Z łazienki dobiegł mnie głos z radia: "Być kobietą, być kobietą - marzę ciągle, będąc dzieckiem, być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie...".

Kornelia Kamieniarz z Gimnazjum nr 29 we Wrocławiu

 



Ciąg dalszy pracy Anny Hołubowskiej Wszystko się ułoży

***

~~2~~

Wiedziała, że to choroba, ale co miała z tym zrobić? Była tylko szesnastolatką, szaleńczo zakochaną w jednym ze swoich przyjaciół, chorą na bulimię. Była normalna, chciała pójść na jak najlepsze studia, uwielbiała czekoladę, zawsze płakała na filmach, nie lubiła kawy ani zapachu proszku do prania. Czytała nałogowo książki, często ściągała je nielegalnie z internetu, lubiła chodzić w swetrach, spać do późna i spotykać się z przyjaciółkami, gadać o chłopakach, chodzić na zakupy i kupować buty. Gdyby ktoś się dowiedział o jej chorobie, nic by to nie zmieniło. Pamiętała, jaką umowę zawarła z koleżanką, która się odchudzała- gdyby któraś z nich przekroczyła granicę, mają sobie pomóc. Dlatego napisała SMS-a: "112 w parku". Wiedziała, że przyjdzie, w końcu to 112. Zobaczyła ją jak biegła przez park, rozglądając się niepewnie.

- Tutaj! - wstała z ławki i pomachała ręką. Zobaczyła, jak kieruje się w jej stronę.

- Boziu, boziu, boziu, co się stało? - spytała zaniepokojona.

Widziała strach i troskę w oczach swojej najlepszej przyjaciółki i wiedziała, że nie stanie się nic złego, jeśli jej powie.

- Pamiętasz dzień, w którym się poznałyśmy? - spytała, patrząc na starszą panię bawiącą się z psem. Mała czarna kulka biegała po patyk i zanosiła go do swojej pani, zmuszając ją do kolejnego rzutu radosnym szczekaniem.

- Jasne, że tak! Byłyśmy w pierwszej gimnazjum. Ja przyszłam do szkoły tydzień po rozpoczęciu, bo byliśmy na Karaibach. I do razu spotkałam ciebie, rzygającą w toalecie. Byłaś chora.

- Nadal jestem. Mam bulimię.

Ulżyło jej, gdy to powiedziała. W końcu, jak długo można okłamywać najlepszą przyjaciółkę?

- Och - wydawała się zaskoczona, ale nie zła. - I co my z tym zrobimy?

- Nie wiem - westchnęła i, po raz pierwszy, zaczęła się zastanawiać, jak może z tym skończyć.

- Najgorsze jest to, że po tym czuję się lepiej... Wiem, że to mi szkodzi, może mieć straszne skutki, ale nie potrafię się przemóc. Najgorzej jest, kiedy mam zły humor. Wtedy, mimo że mam ochotę zakopać się w kołdrę i spać cały dzień, idę do kuchni, jem tak dużo, ile tylko zmieszczę, a później idę do toalety...

Czasami robię tak dwa razy. Może to zabrzmi dziwnie, ale to mi... pomaga.

- Pokaż dłonie - rozkazała.

- Co?

- Pokaż dłonie. Gdzieś czytałam, że bulimiczkę można poznać po dłoniach, bo są zniszczone od kwasu.

Za to ją kochała. Była taka mądra, zapamiętywała takie ciekawostki i potrafiła je przytaczać przy każdej okazji. Posłusznie wyciągnęła dłonie, a jej przyjaciółka wydała cichy okrzyk. Dotknęła jej knykciów i wierzchu dłoni, na których faktycznie były blizny i zgrubienia.

- Wiesz, że zanim tego nie powiedziałaś, nie zwracałam na nie uwagi? I tak po każdym razie myję ręce...

- Mycie tutaj nic nie da. Kiedy wkładasz sobie dłoń do gardła, ranisz ją o zęby i w te ranki wchodzi później kwas żołądkowy, powodując właśnie takie blizny. Nie żebym ci nie wierzyła, czy coś... Okej, teraz moja kolej.

- Co?

- Ty powiedziałaś mi swój wielki sekret, to teraz moja kolej.

Spojrzała na jej zaskoczoną minę i roześmiała się (kolejna rzecz, którą w niej uwielbiała - niezależnie od okoliczności potrafiła się śmiać).

- Tak, ja też mogę mieć sekrety. Dobra... - wzięła dwa głębokie wdechy, jakby się przygotowywała. - Gdy miałam cztery latka, mój ówczesny ojczym... molestował mnie. Tak w każdym razie mówi moja mama.

- To znaczy? - próbowała nie dać po sobie poznać, jak bardzo to nią wstrząsnęło.

- Ja tego nie pamiętam! - popatrzyła w jej oczy, w których zobaczyła, chyba po raz pierwszy, ogromny smutek. - Moja terapeutka mówiła, że wyparłam te wspomnienia i że to nawet lepiej, że tego nie pamiętam. Ja chyba się z nią zgadzam. Ale, wiesz, to nie jest tak, że niczego nie pamiętam. - odwróciła głowę w stronę drzew, a słońce oświetliło jej twarz. Zamknęła oczy, a po jej policzkach stoczyły się łzy.

- Pamiętam emocje. Strach, ból. Wiesz, co pamiętam najlepiej? To, że chciałam przytulić Kotka - rozpłakała się na dobre i już po chwili płakały obie, przytulając się na ławce. - Pamiętasz Kotka, prawda? Zawsze go biorę, kiedy mam u ciebie nocować.

- Pamiętam - powiedziała, i przytuliła ją mocniej. - I co my teraz zrobimy?

- Chyba co ty zrobisz. Ja już chodziłam na terapię. Najpierw musisz powiedzieć mamie - wyciągnęła chusteczki i wydmuchała nos.- Chcesz jedną? I spójrz na mnie. Jesteś silna. Wiem, że zaburzenia psychiczne nie zależą od ciebie, ale wierzę, że możesz to zwalczyć. Jesteś silniejsza niż to. Następnym razem, gdy poczujesz chęć wypchania sobie żołądka do niebotycznych rozmiarów, masz do mnie zadzwonić, a ja do ciebie przyjadę i, jeśli będzie trzeba, zamknę się z tobą w pokoju. Przyrzekasz?

- Przyrzekam - ostatni raz się objęły i wstały z ławki.

- Ja teraz wrócę do domu i przytulę Kotka, a ty wrócisz i powiesz wszystko mamie, rozumiemy się?

- Ej, ty masz łatwiejsze zadanie!

- Bo ja już się o tym naopowiadałam niezliczoną ilość razy. Teraz twoja kolej - odeszła na kilka kroków, po czym odwróciła się i uśmiechnęła. - Wiesz, czuję się lepiej niż po rozmowie z terapeutką.

Mama czekała na nią w dużym pokoju. Razem z nią była kobieta, bardzo umięśniona i wysportowana. Uśmiechnęła się krzepiąco do mamy, niezdarnie ją objęła i poklepała po plecach, po czym wyszła z mieszkania.

- To była moja... terapeutka. I przyjaciółka. Pomogła mi, gdy tego potrzebowałam.

- Mamo, muszę ci coś powiedzieć.

- Ja tobie też kochanie. Mogę pierwsza? - mama zawsze taka była. Kochana, miła, uprzejma, ale też twarda i czasem bardzo agresywna. W szczególności, jeśli chodziło o pijanych mężczyzn, zaczepiających dziewczyny. - Nie wiem, czy później będę miała odwagę.

- Oczywiście - powiedziała i usiadła na kanapie obok mamy.- Mów, słucham.

- Wiesz, że nie lubię opowiadać o twoim ojcu ani mojej rodzinie. To, co się stało, było dla mnie strasznie trudne i ta kobieta, którą widziałaś, pomogła mi się pozbierać. Chodzi o to, że... Nigdy nie znałam twojego ojca. Widziałam go tylko trzy razy w życiu i, mam nadzieję, że to się nigdy nie powtórzy. Pierwszy raz zobaczyłam go w ciemnej uliczce, w którą wciągnął mnie razem z jakimś drugim typem. Zgwałcili mnie obaj - jeden czynnie, drugi biernie.

Zatrzęsła się.

- Drugi raz, gdy poszłam go pokazać mojej trenerce. Nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Po prostu chciałam, żeby cierpiał jeszcze bardziej niż ja. Czy to źle? Czy to źle, że nie potrafiłam mu wybaczyć? Dalej nie potrafię... - w jej oczach była złość.

- Nie wiem, co mu zrobiła. Nie pytałam ani o to nie prosiłam. Powiedziała mi tylko, że zrobiła coś, czego nikt nie zrobił dla niej. Płacił na ciebie, tylko to się liczyło.

W tym momencie zrozumiała i miała ochotę zwymiotować. Była owocem gwałtu.

- Trzeci raz, gdzieś na mieście, podbiegł do mnie i zaczął błagać, żebym oskarżyła go o gwałt, żeby poszedł do więzienia, bo ma wyrzuty sumienia. Ma wyrzuty sumienia, dobre sobie! - krzyknęła. - Nie zrobiłam tego. Jak bym mogła? Wolę żyć ze świadomością, że on czuje się winny, że pamięta, co mi zrobił, że zabija go to od środka. Tak mi powiedział. A jak miałabym oprzeć się pokusie sprawienia, że będzie cierpiał? - zaśmiała się, było to trochę przerażające.

Poczuła, że dłużej tego nie wytrzyma.

- Mamo, mam bulimię.

- Co?

- Mam bulimię. Obżeram się, a później wymiotuję.

- Ale dlaczego?

Czasem była jak dziecko, które nic nie rozumiało, nie wiedziało, dlaczego świat je krzywdzi. Podczas gdy on po prostu taki był.

- Nie wiem dlaczego! Wiem, że to źle i że powinnam przestać, ale nie wiem dlaczego! Może czuję się gorsza albo brzydka, albo po prostu jestem nieszczęśliwa! Może to ma podłoże genetyczne albo jakiś związek z tym, że jestem dzieckiem z gwałtu! Ale najgorsze jest to, że nie wiem, jak mam przestać! - zobaczyła strach i smutek w oczach mamy i łzy płynące po jej policzkach. Dziś dwie najbliższe jej osoby płakały, a ona poczuła się niewyobrażalnie zmęczona. Objęła ją.

- Damy sobie radę. Jesteśmy silne. Silniejsze, niż wszyscy myślą i ktokolwiek mógłby przypuszczać.

- Wiem. To ja powinnam coś takiego powiedzieć, nie ty - zaśmiała się mama, ocierając łzy z policzków.

- Jesteś już taka dorosła. Moja mała dziewczynka.

- Mamo, przestań!- zawołała wyrywając się delikatnie z jej uścisku. - Wiesz, że nie lubię, kiedy tak mówisz.

- Wiem, wiem. Po prostu nie mogę wyjść ze zdziwienia, że sama byłam w stanie wychować tak cudownego człowieka.

- Ej, już nie przesadzaj. Nie przypisuj sobie całej zasługi, po części wychowałam się sama - powiedziała i zaśmiały się obie. – Mamo - powiedziała już poważna. - Mogę zacząć chodzić z tobą na treningi?

- Skąd o nich... No tak, wybacz, że cię okłamywałam. I że w ciebie zwątpiłam. Gdybyś nie dopatrzyła się niczego podejrzanego w moim zachowaniu, dopiero powinnam się martwić.

- Hej!

- Możesz. Myślisz, że ci pomogą? - spytała delikatnie.

- Nie wiem. Na pewno nie zaszkodzą. Bardziej liczyłam na twoją "terapeutkę".

- Nie śmiej się z niej! Skończyła psychologię.

- Naprawdę?

- Nie wiem. Liczę na to.

Ich śmiech przerwał dźwięk pukania w drzwi. Mama wstała z kanapy, pocałowała ją w czoło i skierowała się w stronę przedpokoju. Usłyszała szczęk otwieranych drzwi i cichą rozmowę. Po chwili mama wróciła, z uśmiechem na twarzy.

- To do ciebie.

Za nią do pokoju weszła ostatnia osoba, której by się spodziewała. Znów, po raz trzeci tego dnia patrzyła w duże, karmelowe oczy, skupione tylko na niej.

- To ja idę spać - powiedziała mama, wciąż się uśmiechając. - Nie szalejcie tylko za bardzo.

- Mamo!

- I jeszcze jedna rzecz - patrzyli, jak rusza w stronę kuchni, wyjmuje z szafy przekąski, a następnie wrzuca je do worka na śmieci i bierze ze sobą do pokoju. - Zostawiłam wam ciasteczka. Resztę zabieram.

Przeszła obok nich, puszczając oko do córki i zniknęła w korytarzu. Po chwili usłyszeli dźwięk klucza przekręcanego w zamku.

- Możemy już rozmawiać?

- Tak, jeśli zamknęła drzwi, znaczy, że chce nam dać trochę prywatności, a to z kolei znaczy, że pewnie tańczy teraz z słuchawkami na uszach, żeby nas nie słyszeć.

Zaśmiał się cicho i usiadł obok niej na kanapie.

- Masz fajną mamę - powiedział, kładąc torbę, której wcześniej nie zauważyła, na stoliku.

- Tak, wiem, że jest fajna, ale chyba nie przyszedłeś tutaj po to, żeby rozmawiać o mojej mamie? Chociaż zapewniam cię, że jest to o wiele ciekawszy temat, niż się wydaje.

- Słyszałem twoją rozmowę w parku - powiedział, bawiąc się zamkiem od torby.

Poczuła, jak po jej ciele rozchodzi się lodowate zimno.

- Który jej fragment konkretnie? I jakim cudem? - Przecież go tam nie było.

- Ten o dłoniach. Wracałem akurat ze spotkania, gdy was zobaczyłem, i pomyślałem, że Was zaskoczę. Zakradłem się od tyłu, tak żebyście nie słyszały i... Jako twój przyjaciel czuję się w obowiązku cię wspierać - spojrzał na nią, jak zawstydzona wpatrywała się w podłogę. Chłonął jej widok, podziwiał każdy szczegół. Nie wiedział, jak to możliwe, że nawet w za dużej, szarej bluzie i potarganych włosach dla niego wyglądała jak księżniczka. Wiedział jednak, że tak było, i że szybko się to nie zmieni. Wiedział, że z każdym dniem, z każdą rozmową przywiązywał się do niej mocniej, coraz bardziej ją podziwiał, uwielbiał i kochał. Nie wiedział, czy ona zdawała sobie z tego sprawę (chyba nie), ale wiedział, że nie przestanie jej wspierać i będzie zawsze, kiedy ona będzie go potrzebowała. A teraz tak było.

- Hej - zawołał cicho, biorąc jej twarz w swoje dłonie i wycierając kciukami łzy. - Jesteś najpiękniejszą dziewczyną, jaką znam, i wiem, że to nie jest twój wybór, tylko choroba, ale proszę cię, jako osoba, której na tobie zależy. Nie rób sobie krzywdy, okej?

Pokiwała leciutko głową, a on przyciągnął ją do siebie, wciągając w nozdrza zapach jej włosów, i objął mocno.

- No, już, już.- pogładził jej policzek i uśmiechnął się szeroko, jakby wiedział, że to poprawi jej humor lepiej niż cokolwiek innego. - Mam tu kilka bajek, masz ochotę jeszcze trochę popłakać? Tym razem w moim towarzystwie? - zapytał, wyciągając laptopa z torby. - Pytanie retoryczne, nie musisz odpowiadać - puścił do niej oko.

- Co oglądamy najpierw?

- "Króla lwa" - zarządziła.

- Uuuu, widzę, że zaczynamy z grubej rury - zaśmiał się. - Ale tylko pod jednym warunkiem - nie powiesz nikomu, że płaczę, kiedy Mufasa umiera.

- Wszyscy wtedy płaczą. A każdy, kto mówi inaczej, jest kłamcą.

Gdy rozpoczęły się pierwsze dzwięki filmu, przytuliła się do niego. I tak, wsłuchana w bicie jego serca i zapatrzona w pustynny krajobraz sawanny, pomyślała, że wszystko się ułoży.

Anna Hołubowska z Gimnazjum nr 25 we Wrocławiu



Przypomnijmy, że w konkursie literackim w ramach projektu Być kobietą zostali nagrodzeni:
1. miejsce - Jaśmina Szarejko z Gimnazjum Nr 29 we Wrocławiu i Anna Hołubowska z Gimnazjum Nr 25 we Wrocławiu
2. miejsce - Kornelia Kamieniarz z Gimnazjum Nr 29 we Wrocławiu
3. miejsce - Joanna Wachuła z Gimnazjum Nr 25 we Wrocławiu
Wyróżnienie - Paweł Grzymkowski z Gimnazjum Nr 29 we Wrocławiu

Więcej informacji na:

http://lo4.wroc.pl/konkurs-plastyczno-literacki-byc-kobieta-rozstrzygniety/

Praca Anny Hołubowskiej Wszystko się ułoży

~~1~~

Siedziała skulona na miejscu przy oknie, czując jak promienie słońca ogrzewają jej twarz. Patrzyła na ludzi i zwierzęta, na dzieci i dorosłych, pary i samotnych. Obserwowała ich szczęście, czasem smutek. Na niektórych twarzach widziała złość, rozczarowanie, irytację. Nauczyła się je odróżniać podczas tych niemal codziennych podróży autobusem. Lubiła obserwować ludzi, którzy nie wiedzieli, że są obserwowani. Nie czuła się wtedy jak intruz, chyba że ktoś poczuł na sobie jej spojrzenie i złapali kontakt wzrokowy. Wtedy miała wrażenie, jakby ją przejrzeli, miała ochotę biec daleko, daleko, jak najdalej, byle by nie czuć nie widzieć, nie pamiętać... Noce były najgorsze. Potrafiła nie spać całą noc, funkcjonować przez dwadzieścia cztery godziny, czasem dłużej, pijąc kawę.

- Jakby w moich żyłach zamiast krwi płynęła kofeina- pomyślała i uśmiechnęła się. Tak, to był jeden z okresów, kiedy nie mogła i nie chciała spać, bo wiedziała, że obudzi się z krzykiem, przed oczami mając obraz jego obleśnego uśmiechu. Zadrżała, i mimo, że był środek lata, mocniej otuliła się swetrem. Nagle poczuła obok siebie czyjąś obecność i zesztywniała. Gdy przeniosła wzrok zza okna na intruza, zrobiło jej się słabo. Przez chwilę nie widziała jego twarzy, tylko wygięte w uśmiechu, pojękujące usta i zepsute zęby, w które miała ochotę walnąć, aby wypadły, rozsypując się jak puzzle. Poczuła panikę. Chłopak widząc jej przerażone spojrzenie uśmiechnął się niepewnie i otworzył książkę. Zdążyła zauważyć, że tytuł brzmiał "Kości księżyca". Jej ulubiona książka, w domu ma nawet egzemplarz z autografem autora. To sprawiło, że się uspokoiła, lecz tylko na chwilkę. Gdy jeszcze raz spojrzała na chłopaka, poczuła macki strachu, zaciskające się wokół jej żołądka. Zrobiła dwa głębokie wdechy i odwróciła się z powrotem do okna.

- Udawaj, że go tam nie ma - upomniała samą siebie. Udawaj, że nie pamiętasz.

***

Znów przyszedł.

Kotek, musimy wytrzymać, nie pozwól mi płakać. I nie krzycz. Tylko nie krzycz.

***

~~2~~

Dlaczego w ogóle się starała? Przecież on i tak na nią nie zwróci uwagi. Jest zbyt idealny, jak ci wszyscy chłopcy w książkach, które czytała. Gra na gitarze, śpiewa, pisze wiersze... A oprócz tego ma brązowe, kręcone włosy i oczy koloru stopionego karmelu... Zadrżała na myśl o tych oczach. Ale nie, jest jednak różnica: miłość w tych książkach była odwzajemniona, a jej miłość nie. Mimo ponurego nastawienia wiedziała dlaczego się stara- ponieważ miała nadzieję. Może on w końcu otworzy oczy, może ją zauważy, może napisze wiersz dla niej, o niej...

Przejrzała się w lustrze, podnosząc koszulkę. Dotknęła ud, objęła je dłońmi i skrzywiła się niezadowolona. Stanęła bokiem i westchnęła.

- Dzisiaj po szkole idę pobiegać - postanowiła. - A później poczytam. I nie będę myśleć, a już na pewno nie o nim.

Wyszła z łazienki i skierowała się w stronę kuchni. Przygotowała mamie kawę, starając się omijać lodówkę wzrokiem. Gdy wyciągała bułkę z chlebaka poczuła przemożną chęć wpakowania jej sobie do ust, a później też chipsów, ciastek, wszystkiego co znalazłaby w szafce... Szczeknięcie psa gdzieś za oknem, w oddali, wyrwało ją z transu. Cofnęła rękę, którą już wyciągała w stronę jedzenia i wróciła do przyrządzania śniadania, podrygując w rytm muzyki płynącej z radia. Gdy skończyła, zaniosła na tacy jedzenie do sypialni , postawiła na stoliku. Nie chciała budzić mamy, wykończonej po całonocnej zmianie w szpitalu, więc tylko pocałowała ją w czoło i przykryła kocem. Pogłaskała ją po włosach, oglądając jej twarz we śnie, taką spokojną. Wiedziała, jakie są podobne, z takimi samymi prostymi, jasnymi włosami, krótkimi u jej mamy, i jej długimi, sięgającymi aż do połowy pleców i dużymi niebieskimi oczami. Ludzie często myśleli, że są siostrami. Być może dlatego, że jej matka była bardzo młoda - miała 18 lat, gdy ją urodziła. Patrząc na nie, można by pomyśleć, że w którymś momencie życia jej mama po prostu podzieliła się na dwie, zupełnie zapominając o potrzebie udziału ojca w tym wszystkim. Niestety, ojciec był. Albo przynajmniej brał udział, bo opuścił mamę zaraz po porodzie. Chociaż płacił alimenty, a dzięki temu mama nie musiała aż tak ciężko pracować.

Otrząsnęła się z nostalgii i wyszła z mieszkania, cichutko zamykając drzwi.

***

- To będzie nasz sekret, dobrze? Nie możesz nikomu powiedzieć. Nawet mamie.

***

~~1~~

Mogła udawać, ale doskonale pamiętała. Pamiętała, jak przyszła do niej przyjaciółka, krzycząc: "Lecimy na imprezę!" Pamiętała swój chichot, szybkie przygotowania, picie jeszcze w domu, żeby droga na miejsce była "zabawniejsza". Pamiętała taniec, obijanie się o innych ludzi, chwilę, kiedy jej przyjaciółka, ciągnąc za sobą jakiegoś pijanego chłopaka, puściła do niej oko i zniknęła w ciemnym korytarzu. Pamiętała, jak czekając aż wróci, wpadała w taneczny trans, zapominała o całym świecie, jak piła, pilnując się, żeby nie przekroczyć granicy. Pamiętała ten moment w którym stwierdziła, że chce wracać do domu. Ciemną uliczkę i czyjeś ręce na swoich ustach i rękach, wciągające ją do jakiegoś zaułka. Pamiętała, jak jeden z nich ją trzymał, podczas gdy drugi, obleśnie się uśmiechając, wodził rękami po jej ciele. Pamiętała, jak się wyrywała, próbowała kopać, krzyczeć, gryźć, wszystko na próżno. Słyszała jego słowa: "Boże, ale ty jesteś seksowna, sprowokowałaś mnie do tego. To nie moja, nie moja wina. Twoja. To przez ciebie, przez to ubranie. Po co tędy szłaś? Chcesz tego, powiedz, że chcesz. Wiem, że chcesz, inaczej byś nie prowokowała, nie wciskała tego idealnego tyłeczka w taką spódnicę... Tylko po co w takim razie zakładałaś majtki?" Wciąż słyszała te słowa, czuła na sobie jego dłonie, pamiętała jęki i nieznośny ból. Jego uśmiech, jego twarz, to chyba zapamiętała najlepiej. Nie wiedziała jak wróciła do domu, tego akurat nie pamiętała. Wiedziała, że weszła od razu pod prysznic, nie ściągając nawet ubrań. Oparła głowę o ścianę i wybuchła płaczem. Osunęła się na kolana, patrząc jak woda, wymieszana z łzami, zabarwiona krwią na różowo, wpływa do opływu, znikając w rurach. Czując, jak woda uderza o jej plecy straciła poczucie czasu. Wyszła spod prysznica dopiero, kiedy zaczęła drżeć od zimna wody. Kiedy ściągnęła ubrania? I kiedy woda zrobiła się zimna? Może od razu taka była?

Spojrzała w lustro, na swoje długie, jasne włosy, ale nie była w stanie spojrzeć sobie w oczy. Z szuflady jedynej szafki, z pośród maseczek, kremów i kredek, wyjęła nożyczki. Chwyciła włosy z jednej strony głowy i obcięła na wysokości ucha, a po jej policzkach znów potoczyły się łzy.

***

Miał aparat.

- Stój, nie ruszaj się.

Pstryk, pstryk, pstryk.

***

~~2~~

Było dobrze. Zawsze mogłoby być lepiej, ale gorzej też, prawda?

Szybko przebrała się w strój sportowy i pobiegła do parku. Uwielbiała ten spokój, bezruch, okazjonalne skinięcia głową, gdy mijała innego biegacza. Lubiła słuchać muzyki, czuć, jak jej ciało porusza się w jej rytm, a stopy uderzają o żwir. Próbowała się wyłączyć i zanurzyć w muzyce, ale jej myśli ciągle płynęły w stronę tego, co się działo w szkole. A konkretnie w stronę jednej osoby. Jak to się działo, że za każdym razem, kiedy go widziała, jej serce podskakiwało, i czuła dziwne smyranie w okolicy brzucha? To nie były motyle, prędzej węże, albo pająki. Przypomniała sobie ich dzisiejszą rozmowę. O czym właściwie rozmawiali? Chyba o książkach. Bardziej niż na rozmowie była skupiona na tym, aby się nie czerwienić, gdy patrzyła w te jego niesamowite oczy. On chyba też czuł się trochę niepewnie, bo często przeczesywał włosy palcami (kolejna rzecz, którą w nim uwielbiała). Dlaczego on czuł się niepewnie? Przecież znali się od 7 lat, kiedy dołączył do jej klasy w czwartej klasie podstawówki.

Znali się tak długo, a właściwie nie znali się wcale. Ona wiedziała o nim, że pisze wiersze, śpiewa i gra na gitarze ,od kiedy pamięta, najbardziej lubi czytać powieści science-fiction, ma kota, który ma na imię Kot i uczulenie na orzechy. I, oczywiście, że był niebywale cudowny, miał wysokie kości policzkowe, wąski nos i pełne usta, oraz, że nie zdawał sobie sprawy z tego, jaki był boski. Co on wiedział o niej? Że uwielbia czytać książki i oglądać bajki, że nie ma telewizora ani ojca, ani nigdy nie miała zwierzaka, choć zawsze chciała. Jak na siedem lat znajomości to bardzo mało. Nagle poczuła klepnięcie w ramię. Obróciła się, a gdy nikogo nie zauważyła, westchnęła, a jej serce wykonało fikołka. Usłyszała jego śmiech.

- Za każdym razem dajesz się nabrać! - powiedział, uśmiechając się szeroko.

- Nieprawda! Po prostu się nie spodziewałam nikogo spotkać - zaprotestowała, boleśnie zdając sobie sprawę z tego jak bardzo jest czerwona i spocona. - Co tutaj robisz?

- Szedłem spotkać się z kumplami z obozu, ale zobaczyłem ciebie. - szturchnął ją po przyjacielsku w ramię.

- Nie wiedziałem, że biegasz!

- Cóż, wielu rzeczy o mnie nie wiesz - miała ochotę powiedzieć, ale uśmiechnęła się tylko i odwróciła wzrok. Zobaczyła grupkę chłopców patrzących w ich stronę.

- Spójrz, to chyba twoi kumple - powiedziała, wskazując głową w ich stronę. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zaraz odwrócił głowę i pomachał im na przywitanie.

- No, to ja lecę. Fajnie było cię zobaczyć - uśmiechnął się do niej, idąc tyłem.

- Do zobaczenia w szkole!

Obserwowała, jak spośród chłopców wychodzi oszałamiająca dziewczyna, z kaskadą rudych włosów i jako pierwsza idzie go przywitać, gdy podbiegł do nich. Zrobiło jej się niedobrze i biegiem ruszyła w stronę domu, starając się wyprzeć obraz brązowych i rudych włosów ze swojego umysłu. Doskonale wiedziała, co zrobi po powrocie do domu.

***

Kotek, zatrzymaj to.

***

~~1~~

Zapisała się na kurs krav magi. Treningi miała codziennie. Na nich nauczyła się wyrzucać z siebie całą złość, która w niej była ukryta, o której nawet nie wiedziała. Złość na rodziców. "I po co ci to było? Te wszystkie imprezy? Jak chodzisz ubrana jak panie spod latarni, to później masz za swoje. Pewnie nawet nie wiesz, kto jest ojcem". Na przyjaciółkę. "O stara, ale wpadka! Serio, nie pomyślałaś, żeby się zabezpieczyć? No trudno, stało się. Który to? Ten uroczy blondyn?" A przede wszystkim złość na społeczeństwo. "Kobiety prowokują mężczyzn strojem. Najpierw zakładają ubrania, które wyglądają jak bielizna, albo są zbyt obcisłe, a później dziwią się, że ktoś je zgwałcił."Jak ktokolwiek może tak mówić?

Bam, bam , bam.

Kobiety nie mogą ubierać się jak chcą, bo niektórzy mężczyźni nie potrafią powstrzymać swojej chuci? Przecież nie stroimy się dla mężczyzn, tylko same dla siebie!

Bam, bam, bam.

"Pewnie w sekrecie ci się to podobało, tylko nie chcesz się przyznać".

Bam, bam, bam.

Nie. Gwałt, to gwałt. Zero przyjemności, tylko ból. Fizyczny, psychiczny - zawsze.

Bam, bam, bam.

- Koniec na dzisiaj! - podchodzi do niej trenerka, zniża głos i pyta. - Powiesz mi, co się stało? Chyba, że jeszcze nie jesteś gotowa.

Momentalnie sztywnieje i spuszcza zmieszana wzrok.

- Nie rozumiem, o co ci chodzi.

- Doskonale wiesz o co mi chodzi - uśmiechem żegnała ostatniego ucznia, wychodzącego z sali.

- Jeśli nie chcesz, zrozumiem. Ja sama przeżyłam coś, z czym treningi pomogły mi się uporać. Poza tym, rzadko się zdarza, żeby ktoś bez doświadczenia albo zamiaru bicia się zapisywał się na treningi 5 razy w tygodniu. Pamiętasz, co mi obiecałaś? Co drugi dzień miałaś ćwiczyć mniej intensywnie, żeby się nie uszkodzić.

Pamiętała, ale nie miała zamiaru się do tego stosować. Treningi były jedynym, co potrafiło sprawić jej radość w ostatnim czasie. Unikała jedynie ćwiczeń zbyt obciążających brzuch. Trenerka także to zauważyła, lecz dotąd powstrzymała się od komentarzy, czy pytań.

- Wiesz, że wkrótce będziesz musiała przestać trenować? - spojrzała na nią, z autentyczną troską w oczach.

- Wiem - odpowiedziała i podniosła wzrok. - Ale jeszcze nie muszę.

Podniosła torbę, ominęła trenerkę i wyszła z sali.

***

- Boże święty, co tu się dzieje?

- Kochanie, to nie tak jak myślisz! Proszę, poczekaj, porozmawiajmy na spokojnie!

***

~~2~~

Najbardziej nie lubiła tego okropnego smaku żółci, gdy już było po wszystkim. Ale mimo to, mimo że wiedziała, że to, co robi, jest złe, czuła się lepiej. Poszła do kuchni, ponieważ musiała posprzątać. Zawsze, gdy miała napady żarłoczności, wpadała w trans, rozrzucając opakowania po jedzeniu po całej podłodze, bo nie chciała niczego innego niż więcej, więcej i więcej... Musi teraz wszystko pozbierać, wyrzucić (do kosza na zewnątrz, żeby mama nie widziała ), a później pójść do sklepu i kupić jeszcze więcej jedzenia, bo, jak zawsze, zjadła więcej, niż ktokolwiek mógłby pomyśleć i więcej, niż przewidywała, że zje. Westchnęła i zabrała się do sprzątania. Na drzwiach od lodówki była karteczka: "Poszłam do fryzjera, wrócę po 17. Kocham cię, mama". Westchnęła tylko i wyrzuciła kartkę razem z resztą śmieci. Wiedziała, że mama nie jest u fryzjera. Po prostu raz na tydzień wychodziła z domu, zostawiając taką wiadomość i wracała po siedemnastej. Kiedyś ją zapytała, dlaczego co tydzień chodzi do fryzjera, a w odpowiedzi usłyszała, że "fryzjerzy to najlepsi terapeuci". Więcej nie pytała. Chciała jedynie, żeby jej mama była szczęśliwa, a te wyjścia jej pomagały - wracała spokojna, trochę zmęczona, ale szczęśliwa. Mama nie chciała o tym rozmawiać, tak samo jak o swojej rodzinie. Na pytania o swoich rodziców odpowiadała tylko: "Nie mam nikogo, oprócz ciebie. I nikt inny się nie liczy". Kiedy była mała, sądziła, że dziadkowie nie żyją, więc nie pytała, żeby nie sprawiać mamie bólu. Dopiero jako starsza, wychwyciła gorycz i żal w jej słowach: "Oni nie mają grobów". Często zastanawiała się, co takiego stało się w życiu jej mamy, że cała rodzina się od niej odwróciła. Chodziło o wczesną ciążę, więc tym samym - o nią samą? Czy może to nie oni odwrócili się od mamy, tylko mama od nich?

Wzięła worek ze śmieciami, torebkę, klucze i wyszła z mieszkania.

***

Mama spała ze mną. Dlaczego? Dlaczego mnie przytulała i przepraszała?

***

~~1~~

Nie poszła do fryzjera, ze swoimi krzywo obciętymi włosami. Spojrzała w lustro. Te włosy dodawały jej drapieżności. Od kiedy rozpoczęła treningi, zaczęła patrzeć sobie w oczy i zobaczyła prawdę - była ofiarą. Nie tylko ofiarą gwałtu, ale rodziców i społeczeństwa.

- To nie była moja wina - pomyślała. A później powiedziała to na głos. I poczuła ulgę. Ulgę i złość, lecz tym razem nie była to złość na siebie, lecz na rodzinę i tego faceta, którego nigdy wcześniej nie widziała, który wywołał u niej poczucie winy, nienawiść do samej siebie i wstyd. Wstyd tak wielki, że nie powiedziała rodzicom ani przyjaciółce, że została zgwałcona, bo była przekonana, że to była jej wina.

- To nie była moja wina - powtórzyła. - To nie była moja wina. To nie była moja wina!

Zaczęła krzyczeć. Przenikliwie, długo, nieprzerwanie, aż krzyk przeszedł w skowyt, a później w płacz. Nie wiedziała, jak długo siedziała na podłodze w łazience. W końcu wstała, chwyciła za telefon i zadzwoniła do trenerki. Odebrała po trzecim sygnale.

- Przepraszam, że przeszkadzam, ale mogłybyśmy porozmawiać?

***

Patrz Kotek, nowy dom! Ale duży! Tylko dlaczego mama jest taka smutna?

(ciąg dalszy pracy w następnym wpisie)

Anna Hołubowska z Gimnazjum nr 25 we Wrocławiu

 



 

 



Przypomnijmy, że w konkursie literackim w ramach projektu Być kobietą zostali nagrodzeni:
1. miejsce - Jaśmina Szarejko z Gimnazjum Nr 29 we Wrocławiu i Anna Hołubowska z Gimnazjum Nr 25 we Wrocławiu
2. miejsce - Kornelia Kamieniarz z Gimnazjum Nr 29 we Wrocławiu
3. miejsce - Joanna Wachuła z Gimnazjum Nr 25 we Wrocławiu
Wyróżnienie - Paweł Grzymkowski z Gimnazjum Nr 29 we Wrocławiu

Więcej informacji na:

http://lo4.wroc.pl/konkurs-plastyczno-literacki-byc-kobieta-rozstrzygniety/

 

Praca Jaśminy Szarejko Być kobietą

Jestem Ewą. Adam wstaje później niż ja. Kiedy idziemy razem na spacer puszcza mnie przodem, niby to miłe, ale szybko zdaję sobie sprawę z tego, że idąc przodem zostaję narażona jako pierwsza na atak węża. Idąc przodem, więcej widzę i zauważam rzeczy jako pierwsza. Jako pierwsza zobaczyłam jabłoń. Jako pierwsza zrozumiałam, że zerwanie jabłka to konieczność, to nieunikniona kolej rzeczy, dzięki której zyskam wolną wolę, wolę wolną od współdecydowania, wolę wolną od podporządkowania się, moją własną, osobistą, wolną wolę. Zerwałam, zjadłam, nic wyjątkowego się nie wydarzyło. Nadal chętnie chodzę wszędzie jako pierwsza a Adam, cóż, dobrze, że zaczął nosić liść figowy, bo okazał się nie być tak atrakcyjny jak ja.

Nazywam się Hypatia. Żyłam pod niebem Aleksandrii otoczona myślą ludzi wielkich. Sokrates, Platon, Plotyn, Pitagoras, ojciec mój Teon astronom, filozof, matematyk, Diofantos, Apoloniusz z Pergi każde ich słowo odżywiało moją duszę. Ja, westalka nauki nauczałam, ucząc się nieustannie od innych, nie różnicując, kto jest poganinem, a kto chrześcijaninem. Pod niebem wszyscy jesteśmy równi i każdy ma umysł zdolny do przyjęcia wiedzy, jeśli jest otwarty. Chrześcijanie zburzyli nasz Serapejon – pogańską świątynię. Cóż to znaczy, po nich przyjdą następni, którzy zburzą świątynie przez biskupa Cyryla naprędce budowane. Dzięki matematyce da się opisać pozycje gwiazd na niebie. Ja to wiem, dowiodłam tego a narzędzia, z konieczności uproszczone, sama zbudowałam. Chrześcijanie, którzy wywlekli mnie z powozu, skorupami potłuczonych naczyń moje ciało tnąc na strzępy, zapomnieli, że dziesiątki moich uczniów patrząc w niebo, niosą ciągle to pytanie: Gdzie Ty jesteś, jak daleko , jak na imię masz mój Panie?

Mam na imię Nawojka, choć na studia przyjęli mnie jako Jakuba. Ukończyłam Uniwersytet Jagielloński przez trzy lata chodząc w męskich spodniach. Nie spalono mnie na stosie tylko dzięki profesorom, którzy poświadczyli o moim znakomitym świadectwie nauki i moralności. Ja, pierwsza w Polsce studentka, a może tylko pierwsza, która dała się zdemaskować? Był rok 1414, czy uwierzycie, że oficjalnie inne kobiety będą mogły studiować na tej uczelni dopiero od 1894 roku?

Ja Joanna. Był rok 1431. Miałam 19 lat kiedy spalono mnie żywcem na stosie. Ja swoje zadanie na Ziemi wypełniłam, poprowadziłam do zwycięstwa naszą armię, tak by to, co francuskie do Francji powróciło, a Karol VII zasiadł na tronie dla dobra ojczyzny, mojej ukochanej. Aresztowana, wykupiona przez Anglików, niewygodna dla francuskiego króla zostałam uznana za heretyczkę i skazana na śmierć. Tak być musiało, bo tego chciał Bóg.

 Głosy moje od Boga pochodziły i wszystko, co czyniłam było z rozkazu Bożego.

Uniewinniono mnie pośmiertnie, uznano za męczennicę, ale ja nie byłam bohaterką. Byłam sobą.

Emmeline Pankhurst. Swoje życie poświęciłam walce o prawa wyborcze dla kobiet. Nie byłam pierwsza. Olimpia de Gouge w 1791 roku ogłosiła Deklarację Praw Kobiety i Obywatelki, za co dwa lata później została ścięta na szubienicy. Domagała się prawa kobiet do edukacji, do rozporządzania własnością prywatną, do udziału w siłach zbrojnych, równouprawnienia w rodzinie, prawa do zawierania małżeństw cywilnych. Po niej cały XIX wiek był pod znakiem walki o prawa dla kobiet. Rok 1869 - Wyoming; Stany Zjednoczone - pierwsze terytorium, w którym kobiety uzyskały prawa wyborcze. 1881 prawa dla kobiet na terytorium brytyjskim – wyspie Man.1893 Nowa Zelandia, 1902 Australia,1906 Finlandia. Kolejno dołączały Dania, Norwegia, Islandia, Kanada. Po zakończeniu I Wojny Światowej Polska, Niemcy, Litwa, Austria i wreszcie Wielka Brytania, gdzie pełne prawa wyborcze, my, kobiety sufrażystki wywalczyłyśmy w 1928 roku.

Jestem Amelia Earhart. Nice to meet you. Zapamiętacie mnie jako pierwszą kobietę, która przeleciała samotnie Atlantyk, ale ja nie leciałam po pamięć i sławę a jedynie po to, by spełnić marzenie. Marzenia nie mają granic, musisz tylko pamiętać, żeby zatankować wystarczającą ilość paliwa.

Maria Skłodowska Curie. W 1891 roku wyemigrowałam do Paryża i podjęłam studia na Sorbonie. Na polskich ziemiach studia dla kobiet były jeszcze zakazane. Miałam szczęście poświęcić się nauce. Miałam szczęście dzielić pasję z moim mężem i nieszczęście stracić go przedwcześnie. Objęłam jako pierwsza kobieta Katedrę Fizyki na Sorbonie, dwukrotnie nagrodzono mnie Nagrodą Nobla. Moja córka i zięć również otrzymali tę nagrodę. Uznanie jest ważne, ale najbardziej cieszy mnie to, ze zrobiliśmy dla świata coś pożytecznego. Dzięki mojej pracy używa się, m.in. naświetlania w walce z rakiem.

Margaret Thatcher. Żelazna dama? W tym męskim świecie polityki zostałam pierwszą w Europie kobietą premierem. Tu nie ma miejsca na sentymenty. Przekonała się o tym Indira Gandhi , która walcząc jako premier o zreformowanie, Indii straciła życie.

Walentina Tierieszkowa. Mam 78 lat. Jestem emerytowanym generałem majorem, kosmonautką. Kiedy na pokładzie statku Wostok 6 okrążaliśmy Ziemię 48 razy, byłam 26 letnią panną. Po wylądowaniu wzięłam udział w Międzynarodowym Kongresie Kobiet i rozpoczęła się moja kariera polityczna. Wykazałam się w życiu w roli żołnierza, kosmonauty, żony i matki. Wszystko, co we mnie dobre zawdzięczam naszej partii.

Jaśmina Szarejko. Mam 15 lat. Od kilkunastu dni czytam w internecie o kobietach. Kobietach, które zmieniły bieg historii, o kobietach sukcesu, o kobietach prowadzących salony literackie, piszących sztuki o równouprawnieniu, o kobietach naukowcach, politykach, o kobietach oddanych ideom, pasjom i marzeniom. Morze nazwisk, których nigdy wcześniej nie słyszałam i które trudno jest wymówić: Panthesilea, która wynalazła topór, Enheduanna pierwsza pisarka w historii literatury, Merid Ptah pierwsza znana z imienia lekarka, XI Linghsi cesarzowa, która odkryła sposób produkowania jedwabiu, Hildegarda z Bingen pierwsza kompozytorka i znawczyni medycyny naturalnej, Dorotea Bucca kierująca z XIV wieku Katedrą Medycyny na Uniwersytecie Bolońskim, prowadząca solon Margaret Cavendish, polska astronom Elżbieta Koopman Heweliusz, Elena Cornaro Piscopia, Huana Inez de la Cruz, Sybilla Masters, Simone de Beauvoir, Leni Riefenstahl i wiele, wiele innych.

Znalazłam też kilka nazwisk, które rozpoznaje niemal każdy: Coco Chanel to dzięki niej mam na sobie dzisiaj jak tysiące milionów innych kobiet spodnie. Księżna Diana  królowa ludzkich serc, MatkaTeresa z Kalkuty, Frida Kahlo, której nie widział nikt z nas, a każdy wie, jak wyglądała. Każdy z nas rozpozna Angelę Merkel.

Każda z tych kobiet jest super bohaterką. Każda z nich walczyła ze stereotypami, żeby osiągnąć … właśnie, żeby osiągnąć co? Sukces? Wikipedia podaje następującą definicje sukcesu:

działania na najwyższym poziomie jednostki, w kierunku spełnienia jej marzeń i  pragnień przy jednoczesnym zachowaniu równowagi pomiędzy wszystkimi płaszczyznami życia (cytat za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Sukces_%28stan%29 [dostęp: 19.01.2016]).

Wynika z tej definicji, że sukces osiąga ten, kto spełnia swoje pragnienia. Nie znałam żadnej z tych kobiet i nie wiem, jakie były ich rzeczywiste pragnienia. Matka Teresa karmiła biednych,

Księżna Diana również działała charytatywnie, nastoletnia Nawojka naraziła się na utratę życia, żeby móc się dalej uczyć, ofiarna Joanna d’Arc nie liczyła na wdzięczność króla w zamian za pomoc w objęciu przez niego tronu. Wszystkie te kobiety, przynajmniej ze względu na jeden aspekt, stanowią przykład do naśladowania: walczyły i symbolicznie nadal walczą o swoje marzenia.

Patrzę na kilkanaście kart w komputerze otwartych jednocześnie i widzę, z jaką siłą spoglądają na mnie kobiety, które podjęły walkę o prawo do bycia sobą. Niezależnie od okoliczności, nie zważając na cenę, jaką przyszło im za to zapłacić. Patrzę w oczy tych kobiet i ze zdziwieniem odkrywam, że widzę siebie, bo tę samą walkę toczy każda z nas. Walkę o prawo do wolnej woli. Chcemy być mądre, piękne, zadbane, za pomocą ubioru podkreślać nasz charakter, chcemy znaleźć uznanie w oczach grupy, w swoich oczach, chcemy się wyróżniać a niekiedy zniknąć w tłumie.

Patrzę w oczy tych wszystkich kobiet i już wiem, że zerwanie jabłka to konieczność, to nieunikniona kolej rzeczy, dzięki której zyskam wolną wolę, wolną od współdecydowania, wolną od podporządkowania się, moja własną, osobistą, wolną wolę.

Jaśmina Szarejko z Gimnazjum nr 29 we Wrocławiu


wtorek, 15 listopada 2016

Zapewne większość uczniów naszej szkoły COŚ o Witkacym wie. Ale wiedzieć to jedno, a wiedzieć i widzieć to już coś!

Kilka dni temu my, uczniowie klas II e i III e, w Centrum Kultury „Zamek” mieliśmy niebywałą okazję podziwiać wystawę pasteli oraz prywatnych listów Witkacego. Wszystkie portrety poświęcone były Eugenii Wyszomirskiej – muzie twórcy (sam Witkacy poprosił ją o pozowanie).

Dużym zaskoczeniem dla nas był sposób wykonania obrazów. Z daleka wydawały się one staranne, precyzyjne, jednakże z bliska ze zdziwieniem stwierdzaliśmy, że kreski są jakby niechluje, jakby wykonane od niechcenia. Każda praca została okraszona dokładnym opisem stanu (fizycznego i psychicznego) autora (np.: F.ZZ. - fajka z zaciąganiem się , NP - nie palił papierosów, ppc - prawie po ciemku, Co - kokaina, Cof – kofeina).

Na wystawie, oprócz pasteli, oglądaliśmy także prywatne listy Witkacego. Niektórzy uczniowie próbowali odczytać zapiski, co okazało się być zajęciem wielce karkołomnym.

Największym zaskoczeniem, nie tylko dla uczniów, ale i dla samych nauczycieli, był zaprezentowany animowany film pod tytułem „Panna Tutli-Putli” - jak się dowiedzieliśmy, inspirowany twórczością Witkiewicza. Film robi niesamowite wrażenie i na długo pozostaje w pamięci. I choć wystawy już we Wrocławiu nie będziecie mogli obejrzeć, to zachęcam Was do intelektualnego wyzwania i sięgnięcia po twórczość „Wariata z Krupówek”. Koniecznie też obejrzyjcie film!

Ewa Słota z III e

28 października uczniowie naszej szkoły udali się do Centrum Kultury „Zamek” w Leśnicy, by obejrzeć wystawę prac Witkacego pt. „Asymetryczna Dama”, która nawiązywała do serii obrazów prezentujących Eugenię Wyszomirską (tzw. Asymetryczną Damę, ze względu na nieregularne rysy twarzy). Podobno była jedną z ulubionych muz Witkiewicza, gdyż nieczęsto miał on możliwość malowania osób o tak nietypowej urodzie.

Przed zwiedzaniem kolekcji obrazów obejrzeliśmy animację inspirowaną utworem Witkacego – „Madame Tutli Putli”, stworzoną przez reżyserów Maćka Szczerbowskiego i Chrisa Lavisa. Potem udaliśmy się na wystawę. Nasza przewodniczka powiedziała nam, że kolekcja portretów Asymetrycznej Damy dopiero po raz drugi opuściła miejsce swojej stałej prezentacji. Na wystawie było dwanaście prac, cała kolekcja liczy dwadzieścia sześć. Jest tak, ponieważ pastele są bardzo wrażliwe i ze względów konserwatorskich zgodzono się na  daleką podróż i wyeksponowanie właśnie dwunastu prac. W ramach uzupełnienia prezentacji wizerunku Witkiewicza mogliśmy zobaczyć również listy, kartki pocztowe artysty do Eugenii Wyszomirskiej i ich prywatne zdjęcia ze wspólnych wycieczek i spotkań. Oglądając portrety, zaobserwowaliśmy informacje, które Witkacy dodawał na swoich obrazach. Poza sygnaturą, datą i typem portretu artysta wpisywał na nim dodatkowe informacje, dotyczące abstynencji od danego środka wraz z liczbą dni. Zaznaczał, czy pił kawę, herbatę, piwo (pyfko). Zdarzały się także informacje nietypowe, jak np. p.p.c. (prawie po ciemku), prz.ok. (przez okulary). Dzięki temu odbiór danego obrazu był o wiele bardziej autentyczny. Wystawa przybliżyła nam postać artysty. Dla wielu z nas stała się również początkiem fascynacji osobą i twórczością Witkacego. Myślę, że część osób sięgnie też po Jego literaturę lub wybierze się na spektakl "Pożegnanie jesieni".

Pola Apolinarska z II e

Zdjęcia - Dagmara Rzepecka z III E



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 60
Tagi
www.lo4.wroc.pl Tu podaj tekst alternatywny Tu podaj tekst alternatywny