zwycięski blog w projekcie Szkoła z poezją 2012
czwartek, 27 października 2011

"O wojnie naszej, którą wiedziemy z szatanem, światem i operatorami telefonii komórkowej"

Hymn bałwochwalczy dla Dawida Kotei i jego wierszy w tomiku „Trupy, trupy”

 

                Debiutancki tomik Dawida Kotei wydany przez Klub Integracji Twórczych „Stowarzyszenie Żywych Poetów” wpadł mi w ręce po raz pierwszy prawie dwa lata temu. Od tamtego czasu właściwie go z tych rąk nie wypuszczam. Zaskakujące humorem, bawiące do łez wiersze sprawiają, że nie można się od nich oderwać. Wizytówką tego katowickiego poety i slamera stał się już wiersz pt. „Adam Zagajewski postanawia porzucić płytką poezję i zostać emo”, a treść jego brzmi tak:

 

Adam Zagajewski postanawia porzucić płytką poezję

i zostać emo.

Staje pośrodku ulicy.

Staje w przejściu podziemnym.

Zatrzymuje się na skrzyżowaniu, patrząc na wielką

reklamę podpasek Bella, i mówi: Mam tego dość.

Kurwa, mam tego dość.

Potrzebne mi nowe trampki.

I postanawia zapuścić grzywkę. Zaczyna jeździć na desce.

 

W ślad za nim

Wisława Szymborska postanawia porzucić płytką poezję

i zostać emo.

Rodzice jej nie rozumieją. Jest zbyt wrażliwa.

 

W związku z tym, Dawid Koteja postanawia porzucić płytką poezję

i zostać Wisławą Szymborską.

Bo właśnie zwolniło się miejsce,

trzeba wykorzystać taką okazję.

 

                Nietuzinkowy humor oraz ilość różnych nieoczywistych porównań, wniosków, nawiązań intertekstualnych zaskakuje w poezji Kotei do tego stopnia, że chce się ją czytać o każdej porze dnia i nocy, a tomik ma się przy sobie zawsze: nosi się go w tak oczywisty sposób, jak nosi się portfel – bo nigdy nie wiadomo, kiedy będzie potrzebny. Kiedy najdzie ochota, żeby do niego zajrzeć.

                Znajomy ze „Stowarzyszenia Żywych Poetów” z Brzegu powiedział mi tak: „Jak ostatnio mnie zaprosili do starego ogólniaka, abym poprowadził lekcje o współczesnej poezji, to zaopatrzyłem się, między innymi, w <>. Gdy pod koniec lekcji zostało kilka minut czasu, postanowiłem zapytać - to co wam jeszcze przeczytać? Czytałem im wcześniej Świetlickiego, Podsiadłę, Maliszewskiego, Lekszyckiego, ale tłum skandował KOTEJA!!! KOTEJA!!! Vox Populi, Vox Dei”.

                Wszystkim polecam zapoznanie się z twórczością tego młodego (bo zaledwie dwudziestoczteroletniego) katowickiego poety. Robi wrażenie, pozostawia ślad, a nawet powiedziałabym – uzależnia.

 

Zuzanna Sala z II E



19:10, spotkaniazpoezja-4 , recenzje
Link Komentarze (2) »
środa, 26 października 2011

Konferencja – spotkanie przy kawie w Biurze Literackim

(25 października)

 

Literaci, poeci - to zwykle niespełnione dusze, gnijące, niewykorzystane talenty. Mam wrażenie, że każdy artysta powinien dostać szansę, dzięki której dostrzeże w sobie pewne nadprzyrodzone zdolności i wykorzysta je w twórczym kierunku. Ową szansę Biuro Literackie pragnie „produkować” wraz ze swoimi projektami. Aby przedstawić swoje działania, zaprosiło nas na spotkanie.

Kamerzyści, kreatorzy, aktorzy, raperzy - o ile zainteresowani poezją współczesną, na pewno zaintryguje ich konkurs „Nakręć wiersz Krystyny Miłobędzkiej". 80 zespołów, 80 filmów, 80 wierszy - cóż, to wszystko składa się na 80. rocznicę urodzin Krystyny Miłobędzkiej.

Bez ograniczeń wiekowych, brak wymaganych umiejętności, w pojedynkę lub w grupie, w Polsce lub zagranicą - po prostu nakręć wiersz!

Więcej o konkursie na:

http://biuroliterackie.pl/biuro/biuro/biuro.php?site=110&news_ID=2011-09-12

 

„Połów” – projekt, który pozwala poławiaczom poławiać tych jeszcze niepołowionych. Osiemnastu poetów PRZED debiutem literackim wybierają i zapraszają na warsztaty literackie poeci PO debiucie literackim. Biuro Literackie daje szansę prawdziwym artystom. Dziesięciu laureatów tegorocznego „Połowu” stanie przed kolejnym etapem. Czeka ich praca nad almanachem „Połów. Poetyckie debiuty 2011”. Na dzisiejszym spotkaniu ogłoszono nazwiska laureatów „Połowu 2011”:

Kamil Brewiński (Lublin)

Maciej Burda (Kraków)

Szymon Domagała-Jakuć (Łódź)

Katarzyna Fetlińska (Warszawa)

Jakub Głuszak (Warszawa)

Grzegorz Jędrek (Lipie)

Katarzyna Kaczmarek (Lubicz Górny)

Adrian Sinkowski (Warszawa)

Maciej Taranek (Wiązów)

Joanna Żabnicka (Luboń)

Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła przeczytać almanach twórczości wyżej wymienionych poetów.

 

„Szkoła z poezją 2012” to nowy projekt, w którym oprócz naszego Liceum Ogólnokształcącego nr IV biorą udział inne dwie wrocławskie szkoły ponadgimnazjalne. Na spotkaniu mieliśmy przyjemność poznać przedstawicieli grup z innych liceów oraz organizatorów i pomysłodawców. Wymieniliśmy między sobą spostrzeżenia oraz porozmawialiśmy o przebiegu i rezultatach naszej aktywnej pracy na rzecz projektu.

Istnieje więc, wbrew powszechnym opiniom, magiczne miejsce, które daje szansę przetrwania niezwykłym i nieodkrytym talentom. O ile artysta ma chęć dalszego rozwoju, o tyle Biuro Literackie mu w tym pomaga.

Asia Marciszewska z 2e



„Czytania w Biurze”

Po spotkaniu autorskim uczestników Połowu 2011

 

Niedziela, 23 października, zimny poranek na wrocławskim Rynku. Gdzieś w Przejściu Garncarskim stoi grupka ludzi czekających na przedstawienie tego, co stworzyli, chcąc wyrwać swoje dzieła z objęć szuflad. Chwila oczekiwania przedłuża się przez brak odpowiedniego klucza. Stoję wśród tych nietuzinkowych ludzi, nie bardzo rozumiejąc ich zdenerwowanie. Cieszę się, że nie jestem na ich miejscu. Drzwi zostały otwarte. Błogie ciepło ogarnęło nasze jeszcze zaspane ciała. W powietrzu unosi się dziwna atmosfera, obca niedzielnemu porankowi, czuć lekką nutę rywalizacji..

Czas przedstawienia swoich utworów. Ponad piętnaście osób przeczytało po jednym swoim wierszu. Każdy inny, wszystkie miały coś, co sprawiło, iż mogę śmiało powiedzieć, że warto było wstać zbyt wcześnie jak na niedzielę.

Nie potrafię wskazać utworu, który najbardziej by mnie poruszył. Każdy dotykał innych sfer, poruszał inne struny.

Jestem bardzo ciekawa, kto wygra tegoroczny Połów, bo szanse są naprawdę  wyrównane.

Justyna Róziewicz  z IE



zdjęcia - Julia Krymowska z I E

poniedziałek, 24 października 2011

Kiedy i w jakich okolicznościach zadebiutować? Na to pytanie próbowali odpowiedzieć uczestnicy piątkowego spotkania (21 października) wyłowieni w „Połowie 2011”, którzy sami aspirują do wydania pierwszej książki. Podzieleni zostali na trzy grupy mające opracować własną wizję.

 

                 zdjęcia - Zuzanna Sala z II E

 

Perspektywa możliwości publikowania swojej twórczości jest nęcąca i może przesłonić rzeczywistość podebiutową, która zwykle nie układa się tak, jakby sobie tego debiutant zażyczył. Prowadzący niejednokrotnie podkreślali, że wielu autorów marzy, by zapomnieć o tym okresie, ponieważ z perspektywy lat zadebiutowaliby inaczej albo poczekali na wielką awarię prądu, która sprawiłaby, że przez chwilę mogliby liczyć na sukces większy, niż kolejny odcinek „The Voice of Poland”, i pojawienie się w ogóle czegoś takiego, jak popyt na debiuty.

 

Uczestnicy warsztatów zauważyli szczególne znaczenie wydawcy w całym procesie – najlepiej, by miał renomę i doświadczonych edytorów oraz wagę nazwiska – warto nie pojawiać się znikąd, współpracować np. z czasopismami przed wydaniem pierwszej książki.

 

Pojawiła się także kwestia Internetu jako medium, w którym autor może „wypróbować” swoje teksty przed rozpoczęciem szukania wydawcy. Należy jednak pamiętać, że anonimowa krytyka rzadko jest konstruktywna i może zniechęcić do dalszego tworzenia nawet najbardziej na nią odpornych.

 

Zasmucił mnie, postronną obserwatorkę, brak dyskusji, która przecież była celem spotkania. Prowadzący Artur Burszta i Roman Honet dwoili się i troili, by wydobyć od uczestników coś więcej, niż zapisali oni na kartce - z marnym skutkiem.

 

Może Wy, drodzy Czytelnicy, macie jakieś uwagi? Kiedy i jak najlepiej zadebiutować?

 

Aleksandra Paras z II A

 

 



Cierpliwość i eutanazja,

czyli jak debiutować z głową

 

- Jedni walczą wstecz, inni wprzód!

- Debiut jest jak pierwszy raz!

- Poezja ewenementem gospodarczym: podaż bez popytu!

To wycinki z wypowiedzi, które mi (tajnej słuchaczce zamkniętych warsztatów poetyckich „Połów 2011”) zapadły w pamięć.

            Pierwszego dnia „Połowu” (21 X), wcielając się w rolę szpiega, z aparatem fotograficznym i notatnikiem, pilnie obserwowałam zajęcia, na których uczestnicy prześwietlali temat literackiego debiutowania. Najpierw młodzi poeci z całej Polski, podzieleni na trzy grupy, próbowali dojść do wspólnych konkluzji. Następnie przedstawili je na forum. Prowadzący zajęcia (Roman Honet, Marta Podgórnik, Joanna Mueller oraz Artur Burszta) zadawali im pytania, kwestionowali wysnuwane wnioski, a niekiedy podpuszczali – wywiązała się z tego niemała dyskusja, obrazująca mi (skromnej licealistce), jak szerokim tematem jest wydawanie pierwszego tomu poezji i jak odmienne punkty widzenia mogą mieć różni poeci.

            Pierwsza prezentująca się grupa sprawiała wrażenie niepewnej i bardzo tradycyjnej. Jej członkowie wspólnie uważali, że książka jest podsumowaniem pewnego etapu twórczości, a autor powinien podejść do niej bardzo poważnie. Twierdzili również, że ważny jest odpowiedni wydawca. Przedstawiająca te wnioski kobieta zwróciła moją uwagę ze względu na nietuzinkową urodę, niekoniecznie jednak na wypowiedź. Chyba bała się mówić i zbyt pokornie (jak na poetkę) przyjmowała uwagi prowadzących. Może jednak myślę schematycznie?

            Druga grupa zdawała się dojść do najciekawszych wniosków. „Debiut jest jak pierwszy raz – mówił uczestnik warsztatów, Łukasz Gamrot – zazwyczaj mówi się, że jest za wcześnie, ale gdy oczekiwanie na niego zbytnio się wydłuża, mogą pojawić się problemy. Głównie psychiczne”. Członkowie podzielili czynniki wpływające na wydanie książki na zewnętrzne i wewnętrzne (ochota + pisanie; sama ochota nie wystarczy). Ich konkluzje zaskakiwały oryginalnością i humorem. Zdania wewnątrz grupy były jednak podzielone. Jakub Głuszak twierdził, że pytanie „kiedy i w jakich okolicznościach należy debiutować” jest właściwie bezzasadne. Debiutujmy wtedy, kiedy mamy na to ochotę! – to i tak nie ma większego znaczenia. Przecież tylu geniuszy początkowało, pełną gębą chwytając się grafomanii, a mnóstwo dobrych debiutów pozostało niezauważonych. Niewiele osób podzieliło jednak to zdanie. „Nie marnujmy drzew” – padła riposta.

            Ostatnia grupa zaprezentowała bardzo „wysokie” podejście do tematu, próbując odciąć się całkowicie od marketingowego traktowania poezji. Twierdzili oni, że poeta powinien zajmować się pisaniem, kwestia wydania nie leży już w jego kompetencjach. Jak ma się talent, niepotrzebny jest poradnik wydawania książek.

            W czasie trwania zajęć pojawiło się parę zabawnych nieporozumień i wniosków. Jedna z grup na przykład napisała na kartce hasło „CIERPLIWOŚĆ I ENTUZJAZM” na tyle niewyraźnie, aby część uczestników spotkania mylnie przeczytała „cierpliwość i eutanazja”. Moim zdaniem, perełką tych warsztatów był Roman Honet, którego myśli zapisywałam w notatniku, podpisując je celnym skrótem „RH+”. Jego komentarze były bowiem bardzo żywe, celne i krwiście tętniące poczuciem humoru. Przy dyskusji o publikowaniu wierszy w Internecie, zadał pytanie: „Gdybyście mieli wybrać: swój pierwszy wiersz opublikować w Internecie, czy żeby zaśpiewał go Grzegorz Turnau, jak byście zdecydowali? Bo moim zdaniem to jak wybierać pomiędzy zakopaniem się żywcem a daniem sobie jeszcze jakieś szansy”. 

            Zdawałoby się, że czas spędzony na tych warsztatach nie był czasem straconym. Spodziewałam się osobiście jednak czegoś więcej. Młodej siły poezji, futurystycznego buntu przeciw temu, co było, zbytniej pewności siebie, szału. Być może nie znalazłam go, bo obserwowałam poetów w nowym środowisku, dopiero co zapoznanych ze sobą, niepewnych tego, co jest i będzie. Mimo wszystko, nie mogę opanować uczucia niedosytu.

 

Zuzanna Sala z II E



 
1 , 2
Tagi
www.lo4.wroc.pl Tu podaj tekst alternatywny Tu podaj tekst alternatywny