zwycięski blog w projekcie Szkoła z poezją 2012
środa, 30 maja 2012

Na wstępie chciałabym docenić pomysł projektu „Szkoła z poezją”. Była to inicjatywa, którą nie każdy musiał zauważyć, ale do której przy większych staraniach każdy mógł dołączyć z własnej, nieprzymuszonej woli.

Podobało mi się urozmaicenie w naszych spotkaniach. Niekiedy bywały one bardziej, innym razem mniej interesujące (w zależności od preferowanych tematów), jednak ze wszystkich wynosiłam choć minimalną naukę, dawkę humoru czy – chociażby – podziw za wykonywaną pracę i za serce w nią włożone.

Wszystkie grupowe spotkania były owocne, jednak w mojej pamięci szczególnie zapisało się to z Karolem Maliszewskim, który z pasją interpretował z nami czytane na głos wiersze. Chwytał każdy nasz pomysł, każdą inwencję twórczą. Nie krytykował, nie wpychał nas w żadne ramy – po prostu mówiliśmy, co sądzimy o danym wersie lub danej strofie, a on, będąc zachwyconym naszymi reakcjami oraz przemyśleniami, podsuwał nam coraz to nowe wątki, które staraliśmy się rozwinąć. Czułam, jak budzę się z rannego odrętwienia i zaczynam pracować. Magia, czysta magia.

Spotkanie z Wojciechem Bonowiczem również pozostawiło ślad. Wspominając je, nadal słyszę niski baryton gościa, połączony z szerokim uśmiechem, widniejącym na twarzy. Pan Wojciech wyjaśniał nam, jak poprawnie napisać wywiad i co w nim skorygować, by nie popełnić gafy. Poczucie humoru, które wplątywał w swoje wypowiedzi, nadawało spotkaniu „smaczku”, dzięki czemu autora chciało się słuchać. Jego reakcje na nasze pomysły, a propos pytania: „Jakie pytanie zadalibyście Wisławie Szymborskiej?”, świadczyły tylko o tym, że mamy niesamowicie bujną wyobraźnię, połączoną z bezpośredniością.  Kiedy jednak panu Bonowiczowi najbardziej spodobało się pytanie do wywiadu z Wisławą Szymborską: „Czy długo trwa Pani romans z papierosem?”, a raczej sam wyraz „romans”, poczułam się od środka mile połechtana. W końcu nie zawsze udaje mi się wymyślić coś sensownego o 8.00 rano.

Kończąc, chciałabym dodać, że cieszę się, ponieważ dzięki projektowi miałam sposobność poznać ludzi, którzy wiedzieli, o czym mówią, do kogo mówią i – przede wszystkim – po co to robią.

Inni mogą nam, uczestnikom „Szkoły z poezją”, tylko pozazdrościć nabytej wiedzy i poetyckiego „doświadczenia”!

Angelika Smolarek z II E

 

Choć, niestety, projekt  „Szkoła z poezją”  kończy się, to z całą pewnością wiem, że to nie koniec mojej przygody z wierszami, ale raczej początek poznawania głębiej twórczości poetyckiej polskich i zagranicznych twórców. 

Poprzez udział w projekcie miałam szansę przenieść się w zupełnie inny świat. Czasami był to świat bajkowy, ponieważ dzięki poezji mogłam podumać nad życiem i odprężyć się. Nieraz jednak był to świat pełen grozy i tajemnic, który budził emocje i zmuszał do intelektualnego wysiłku. Wielu przeżyć dostarczyły mi spotkania w Biurze Literackim, na których miałam przyjemność poznać ciekawe i intrygujące osoby, z którymi nigdy bym się nie zetknęła, gdybym nie zaangażowała się w projekt. Podczas spotkań w szkole, na których uczyliśmy się analizować wiersze, miałam szansę oderwać się od szarej i nudnej rzeczywistości i nabrać większego szacunku do pracy twórców literackich. Zwieńczeniem idei „Szkoła z poezją” był festiwal Port Literacki, na który szłam niechętnie, ale swojego udziału w nim nie żałuję. Mam nadzieję, że w przyszłości otworzę jeszcze więcej drzwi do krainy różnobarwnych przeżyć związanych z poezją. Jestem przekonana, że nigdy nie będę żałowała czasu poświęconego projektowi, ponieważ zmienił on moje podejście do literatury. 

Aleksandra Wargulec z I A

niedziela, 06 maja 2012

Gdzie baba siała mak? Nie wiem.

Kiedy otwierałam zbiór inspiracji teatralnych Krystyny Miłobędzkiej, zapowiadało się ciekawie. Przedmowa zachęciła mnie bardzo, wprowadziła w bajkowy nastrój, nastawiła pozytywnie. Sielankowy obraz bawiących się dzieci stanął przed moimi oczami i miałam ochotę brnąć w te wyobrażenia dalej. Tylko że dalej…

No właśnie – dalej co? Zbiór słów, haseł, wyliczanek, dźwięków, kartoników, mniejszych i większych absurdów. Nie boję się przyznać do tego, że NIE ZROZUMIAŁAM NIC. Krystyna Miłobędzka w książce „gdzie baba siała mak” zawarła scenariusze teatralne i gry słowne, które czytałam z narzuconego sobie przymusu. Ani mnie to grzało, ani ziębiło. Nic. Nie odniosłam żadnego wrażenia. Pustka. Nie mam do powiedzenia na temat tej książki ani słowa.

Bardzo szanuję Krystynę Miłobędzką wraz z całym jej dorobkiem twórczości, ale te dwieście stron mnie męczyło. Nie przemawiało do mnie.  Gapiłam się bezmyślnie w zdania, które huczały echem w mojej głowie, nie wnosząc żadnych wniosków. Niewiele nawet z tej książki zapamiętałam.

Zdaję sobie sprawę, że ta notatka prawdopodobnie bardziej mnie (czytelnika) krytykuje aniżeli książkę Miłobędzkiej, która już nieraz udowodniła swój talent, ale cóż na to poradzę, że chyba za głupia jestem jeszcze i za młoda na takie teksty.

Jedynym chyba scenariuszem, jaki wbił się w moją ciasną główkę i sprawił, że zaczęła ona zamieniać słowa w obrazy, były „Głosy”, czyli ostatni i niepublikowany dotąd tekst, będący gorzkim obrazem rodziny. On jeden do mnie przemówił i z niego tylko potrafię odczytać coś więcej niż przypadkową zbieraninę słów.

Zuzanna Sala z II E



Możliwość uczestniczenia w takim przedsięwzięciu przede wszystkim rozwinęła moje zainteresowanie literaturą, także piękną, którą wcześniej traktowałam dość pobłażliwie (co było oczywiście błędem). Jednak teraz śmiało mogę stwierdzić, że mam przyjemność z czytania wierszy, rozszyfrowywania ich prawdziwego sensu, poznawania autora poprzez kolejne wersy. Chętnie nadal będę sięgać po tomiki, żeby dalej pogłębiać nie tylko swoją wiedzę, ale też rozwijać wrażliwość.

Spotkania w szkole - poza spotkaniami w Biurze Literackim - były urozmaiceniem uczniowskiego życia i żywym dowodem na to, że literatura nie jest bierna, nie stanowi tła dla rzeczywistości, ale ją buduje. Za każdym razem zdobywaliśmy przeróżne informacje, więc nie można było się nudzić. Wyniosłam z warsztatów praktyczną wiedzę, która na pewno nieraz przyda się w przyszłości.

„Port Literacki po godzinach” to bardzo dobry pomysł na umilenie wieczoru, spożytkowanie go w niecodziennej i leniwej atmosferze. Sama idea, aby zbliżyć autorów i czytelników od razu mi się spodobała. Mam nadzieję, że będzie ona nadal realizowana w przyszłych latach i przyciągnie więcej miłośników poezji.

Port Literacki okazał się być niezwykłym, kameralnym wydarzeniem. Połączenie czytania wierszy, gry świateł, muzyki, a czasem nawet śpiewu wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Wychodząc z sali, czułam, jakbym wracała z innego, metafizycznego świata. Chciałam w nim zostać.

Dziękuję pomysłodawcy projektu za wszelkie spotkania i ukazanie nam, uczestnikom, nowych horyzontów.

Weronika Dajdok z II A



Tagi
www.lo4.wroc.pl Tu podaj tekst alternatywny Tu podaj tekst alternatywny