zwycięski blog w projekcie Szkoła z poezją 2012
wtorek, 12 kwietnia 2016

4 kwietnia 2016 obejrzeliśmy w szkolnej auli widowisko poetycko-muzyczne na podstawie cyklu Trenów Jana Kochanowskiego. Spektakl wyreżyserował Stanisław Melski, choreografię opracowała Magdalena Majtyka, a muzykę napisali Izabela i Piotr Matuszewscy.

Swoimi wrażeniami ze spektaklu podzielili się uczniowie klas I i II a oraz I d i I e:

„Treny” Jana Kochanowskiego to diament polskiej literatury renesansu. Poeta zrewolucjonizował gatunek trenu, zawierając w swoich utworach poruszające treści, które uderzają, moim zdaniem, w serce każdego rodzica i chrześcijanina. W sztuce wyreżyserowanej przez Stanisława Melskiego zostało ukazane to, co w „Trenach” najważniejsze. Połączenie świetnej gry aktorskiej, odpowiedniej scenografii, a także oryginalnego i ciekawego pomysłu z wprowadzeniem na scenę postaci Urszulki sprawiło, że przeżyłem prawdziwą ucztę duchową.

                                                                                                          Mateusz

Jako oliwka mała pod wysokim sadem

Idzie z ziemie ku górze macierzyńskim śladem,

Jeszcze ani gałązek, ani listków rodząc […]

                               /Jan Kochanowski, „Tren V”/

Chyba nie da się opisać rozpaczy rodzica po stracie dziecka. Jednak Jan Kochanowski w „Trenach” usiłuje wyrazić swój ból, żal, gniew oraz zwątpienie w Boga po śmierci córki.

Spektakl teatralny oparty na cyklu renesansowych trenów wywarł na mnie duże wrażenie. Aktorzy perfekcyjnie zbudowali atmosferę melancholii. Umiejętną deklamacją, charakteryzującą się wzorową dykcją, trafnie wyrazili uczucia wpisane w wiersze poety.

                                                                                                          Natalia

W spektaklu najciekawsze rozwiązanie inscenizacyjne to sposób, w jaki rozdzielono świat żywych i świat umarłych. Postacie były ubrane w odmienny sposób – Kochanowscy na czarno, Orszula w białą sukienkę. Córka inaczej się też zachowywała – w przeciwieństwie do swoich zapłakanych rodziców była radosna i beztroska, tańczyła i śmiała się. Oznaczało to, że w Niebie jest bardzo szczęśliwa.

Spodobała mi się również oprawa muzyczna spektaklu. Akompaniament piosenek był nastrojowy, doskonale oddawał atmosferę smutku, a momentami rozpaczy. Aktorzy przepięknie śpiewali – słychać było w ich głosach emocje. Dodało to wymowie trenów głębi, ożywiło je, przybliżyło odbiorcom.

                                                                                                          Ewa

Bardzo podobało mi się, że „Treny” były nie tylko recytowane, ale też przedstawiane w postaci piosenek w bliskiej nam aranżacji.

Zrobiła na mnie wrażenie także znacząca kolorystyka kostiumów. Matka i ojciec byli ubrani w czarne stroje, co symbolizowało ich żałobę po stracie córki, natomiast dziewczynka miała białą, zwiewną sukienkę, co symbolizowało, że jest już niebiańskim duchem.

Kinga

Zwróciłem uwagę na umiejętne użycie światła – pokazywało ono, że osoba, którą w danym momencie oświetlono, jest teraz ważna. Podobało mi się, że aktorzy śpiewali – poprzez śpiew można wyrazić więcej różnorodnych emocji niż przy pomocy deklamacji.

                                                                                                          Tomek

Dźwięk był dobrej jakości, a gatunek muzyczny zbliżony do tego, który lubię.

                                                                                                          Filip

Widowisko poetycko-muzyczne w reżyserii Stanisława Melskiego urzekło widzów. Stało się to głównie za sprawą nastrojowej muzyki. Dużą rolę odegrała też gra świateł. Mogliśmy zrozumieć deklamowane utwory dzięki tłumaczeniu (jakby w przypisach – didaskaliach) archaizmów i licznych odniesień do mitologii antycznej.

Skromna scenografia i charakteryzacja ułatwiały skupienie się na słowie poetyckim. Zarówno partie wokalne, jak i deklamowane wiernie oddawały sens „Trenów” Kochanowskiego. Inscenizacja wywarła na nas duże wrażenie i chętnie zobaczyłybyśmy ją jeszcze raz.

                                                                                                     Michalina, Kalina, Marta

W inscenizacji Stanisława Melskiego najbardziej podobało mi się przedstawienie Urszuli oraz prostota scenografii. Reżyser zadbał o to, by na scenie znajdowało się tylko to, co niezbędne. Dzięki temu zwracałem uwagę przede wszystkim na to, co się mówi. Aktorka grająca Urszulkę potrafiła ukazać jej niewinność, dziecinność, zarówno poprzez gesty, ruch, jak i poprzez ubiór. Wprowadzenie postaci Urszulki to jeden z dwu głównych filarów przedstawienia.

                                                                                              Dawid

Podobał mi się pomysł z wtrąceniami tłumaczącymi niektóre elementy treści trenów. Były bardzo pomocne w zrozumieniu dawnych tekstów.

Jestem zaskoczona, że można tak interesująco zagrać „Treny”.

                                                                                              Kornelia

Na pewno na moje uznanie zasługuje gra świateł i umiejętne budowanie napięcia przez sposób śpiewu i recytacji. Czuć było smutek, żal, rozpacz, które chcieli przedstawić nam autorzy tego widowiska.

Nie podobało mi się natomiast to, że podczas recytowania przez aktora pełnych emocji utworów aktorka przerywała mu i tłumaczyła znaczenie archaizmów. Tłumaczyła nawet wyrazy zrozumiałe, robiąc z widzów debili.

                                                                                              Agnieszka 

Podobało mi się przeciwstawienie świata żywych i umarłych. W świecie żywych wszyscy byli przygnębieni i smutni. Natomiast w świecie zmarłych nie ma płaczu i smutku, jest tam tylko radość. Dlatego dziewczynka śmieje się, bawi, a matka poety jest spokojna, pełna mądrego dystansu.

Podobały mi się także wtrącone w tekst podstawowy objaśnienia mające na celu przybliżenie odbiorcy dawnych utworów. Wymowa niektórych z nich była humorystyczna, co, podobnie jak w opisanym wyżej ukazaniu radości życia pozagrobowego, pozwalało oderwać się trochę od przygnębiającego tematu śmierci.

                                   Bozhena

Co pomyślałam po obejrzeniu „Trenów”? Pomyślałam, że cokolwiek w życiu by się działo, nie należy się załamywać. Trzeba oswoić się z nową sytuacją, nawet jeśli to trudne zadanie… Tylko tyle? Nie, aż tyle!

Magda

Wyobraźmy sobie, że łączymy ze sobą „Treny” Kochanowskiego, teatr, lekcję polskiego, a to wszystko jeszcze oprószamy muzyką. Co z tego  może wyjść, zakalec? No niekoniecznie. Stanisławowi Melskiemu, czyli reżyserowi odmienionych „Trenów”, udało się przedstawić dość trudne i patetyczne w swojej istocie utwory Kochanowskiego w sposób zluzowany, bardziej młodzieżowy i bliższy dzisiejszemu widzowi, który prędzej poderwie głowę i uśmiechnie się do muzyki, aniżeli do smutnych, kojarzących się głównie ze szkolną ławką i belfrem trenów. Właśnie kluczem do sukcesu okazało się niebanalne podejście. Oczywiście nie obeszło się bez wpadek i drobnych błędów. Jednak mikrofony, które usztywniały aktorów i nie pozwalały im na ekspresję, kłuły w oczy i nie były w stanie wpłynąć negatywnie na całokształt spektaklu, opartego m.in. na genialnym pomyśle -  wprowadzeniu nauczyciela polskiego, który na bieżąco tłumaczył archaizmy, występujące w oryginale, wraz z całą ich gramatyką, czy też na prostej, aczkolwiek wyraźnej scenografii. Jestem zdecydowanie zaskoczony, że ktoś podjął się próby podźwignięcia trenów i temu komuś w dodatku udało się wszystko tak zgrać, że nawet, choć oczywiście z drobnymi fałszami, zagrało.  

Aleksander Ogrodnik z I e

Spektakl o trenach Kochanowskiego, tak gloryfikowany przez uczniów naszej szkoły, był ciekawy, choć nie uważam, że obył się bez wpadek. Pomysł na interpretację utworów był udany. Używam słowa „udany”, bo skomponowanie muzyki tak adekwatnej do przekazywanych emocji oraz z wyraźnym zaakcentowaniem punktu kulminacyjnego cyklu trenów jest nie lada sztuką. Jednak sądzę, że dobór niektórych wokalistów obnażył nieprofesjonalność spektaklu. Błędy techniczne śpiewu momentami odwracały moją uwagę od treści przedstawienia. Sam pomysł, interpretacja i gra aktorska były bez zarzutu. Jednak wyżej wymienione niedopatrzenia, i to w spektaklu stricte muzycznym, odebrały mi możliwość pełnej satysfakcji.

Magdalena Kołosowska z I e

 

 

 

 

 

 





sobota, 09 kwietnia 2016

Na to wydarzenie czekaliśmy od kilku tygodni. Wcześniej, podczas lekcji języka polskiego, nasi koledzy – Nataniel Gołąb i Bartosz Kaźmierczak – wykazali się najlepszą w klasie znajomością „Lalki” Bolesława Prusa i mieli nas reprezentować podczas finałowego turnieju w Liceum Ogólnokształcącym nr X. Zmagania finałowe odbyły się 7 marca w auli Dziesiątki przed dużo szerszą publicznością, bo nie tylko uczniów LO IV, ale i LO X. Przybyliśmy tam przed czasem, rozsiedliśmy się i czekaliśmy z niecierpliwością na rozpoczęcie wydarzenia. Zanim jednak ostatnie przygotowania dobiegły końca, nasza uwaga skupiła się na osobach przebranych w stroje z epoki. Ósemka licealistów, w tym dwie uczennice z klasy 2c, przebrała się za postaci występujące w powieści Bolesława Prusa. Magda Drozd jako Izabela Łęcka wraz z ojcem, czyli Aleksandrą Bem, pozowały do zdjęć, które chętnie robili im koledzy. Dziewczyny pozowały na tle z logami najlepszych i najdroższych światowych marek – miały przedsmak spaceru po czerwonym dywanie. Na mnie największe wrażenie zrobił strój Magdy, która miała na głowie piękny kapelusz, a na ramieniu futro. Wyglądała jak prawdziwa dama! Pożałowałam, że nie potrafiłam się przebrać. Niestety, w mojej szafie brakuje garderoby, która umożliwiłaby ciekawą stylizację... A może po prostu zabrakło mi wyobraźni?

Ale powróćmy do turnieju. Otóż w konkursie brało udział sześć osób, w tym czwórka uczniów naszej szkoły. Od początku byliśmy pewni zwycięstwa któregoś z klasowych kolegów. Dzięki dokładnemu omówieniu lektury na lekcjach polskiego byli przecież świetnie przygotowani.

Na samym początku zmagań zostały nam objaśnione ich zasady. Uczestnicy siedzieli z przodu, a po lewej stronie stała tablica, na której zapisywano punkty. Rozgrywkę prowadziła pani Alicja Badowska – organizatorka wydarzenia. Pierwsza konkurencja polegała na tym, iż każdy z uczestników miał odpowiedzieć na pytanie dotyczące konkretnego fragmentu „Lalki” odczytywanego przez kolegów i koleżanki z klasy 2e. Uczestnicy odpowiadali do mikrofonu, co stwarzało prawdziwie teleturniejową atmosferę. Gdy nie znali oni odpowiedzi, mieli możliwość otrzymania pomocy od swojej klasy. Niestety, ku naszemu rozczarowaniu, reprezentanci 2c nie otrzymali punktów. Jednak później sprawy potoczyły się lepiej. Zawodnicy szli niemal łeb w łeb, odpowiadając na większość pytań w pełni poprawnie. Jedno z ostatnich zadań w pierwszym etapie turnieju (do drugiego mogła przejść tylko trójka najlepszych) dotyczyło piosenki Jacka Kaczmarskiego pt. „Lalka, czyli polski pozytywizm”, którą wykonał zespół uczniów Liceum nr IV, z liderem Jakubem Żołyńskim na czele. Chłopak cieszy się w szkole dużą popularnością. Podczas jego występu dało się usłyszeć liczne pozytywne komentarze. „Wspaniałe wykonanie!” - wykrzyknęła jedna z koleżanek. Kuba jest wszechstronnie uzdolniony, niejednokrotnie słyszałam na przerwach w szkole zachwyty młodszych uczennic pod jego adresem. Jedna z pierwszoklasistek chwaliła się nawet swoim koleżankom, że… udało jej się poznać Jakuba.

Ale dajmy spokój Jakubowi i wróćmy do turnieju, bo z zaśpiewanym tekstem było związane ciekawe zadanie. Każdy z uczestników musiał zinterpretować wyróżniony fragment piosenki, to jest wskazać powieściowe wydarzenia, do których odnoszą się dane słowa z utworu Kaczmarskiego. Konkurencja wydawała się prosta, jednak za plecami słyszałam szepty i pytania rozmawiających między sobą uczniów. Chcieli pomóc  kolegom, ale nie bardzo wiedzieli jak. Ja sama głowiłam się, czego może dotyczyć kwestia:

Polacy żyją z Bożej łaski

Piastując myśli niedzisiejsze.

W szaradzie ułożonej żartem

Pogodnych wróżb nie widać wiele.

Ostatnim zadaniem w tej części konkursu było rozpoznanie rekwizytów „grających” w powieści Prusa, a przedstawionych na dużych, kolorowych rysunkach. Jeden z nich, obrazek ukazujący lokomotywę, wzbudził małe zamieszanie, ponieważ parowóz pojawia się zarówno jako zabawka, którą bawi się Rzecki, aranżując sklepową wystawę, jak również ciągnie prawdziwy pociąg, którym jechał Wokulski. Bartosz trafnie wskazał jedną z ról lokomotywy w „Lalce”, natomiast Natan rozpoznał tańczącą parę.

Przerwa, podliczenie punktów i okazało się, że wśród trójki uczestników, którzy zakwalifikowali się do finału, znalazł się Bartosz, przedstawiciel naszej klasy.
Kolejny etap nieco różnił się od poprzedniego. Między innymi oglądaliśmy sceny z filmu nakręconego na podstawie powieści Prusa, w którym trójka finalistów musiała wskazać momenty zmienione lub dodane przez scenarzystę. Inne zadanie polegało na dopasowaniu postaci z „Lalki” przedstawionych na obrazach do opisujących je fragmentów utworu. Zawodnicy musieli być świetnie przygotowani, ponieważ do tego zadania potrzebna była niemała wiedza o bohaterach.

Konkurs zakończył się remisem. Pierwsze miejsce zajęli wspólnie: Bartosz z klasy 2c oraz Julia, uczennica Liceum Ogólnokształcącego nr X. Byliśmy bardzo dumni z wyniku, gdyż od początku trzymaliśmy kciuki za naszego kolegę! Nagroda dla zwycięzców to książka „Lalki” autorstwa pani Badowskiej, ze specjalną dedykacją, gratulacje oraz celująca ocena z języka polskiego za udział w konkursie. Wydaje się, że nagroda skromna, jednak od samego zwycięzcy usłyszałam pozytywny komentarz na jej temat. „Ta ocena z polskiego bardzo mi się przyda” - wyznał zadowolony finalista. Szczerze gratulowaliśmy Bartkowi.

Warto było uczestniczyć w tym wydarzeniu. Zawodnicy dostarczyli nam wielu emocji. Konkurencje były bardzo ciekawe, więc myślę, że niejeden
z uczniów uzupełnił swoją wiedzę na temat treści „Lalki”. Ja także zwróciłam uwagę na epizody, których wcześniej nie zauważyłam. Był to między innymi sen Izabeli, którego znajomością popisał się w pierwszym etapie konkursu Nataniel. Mam nadzieję, że to nie ostatni taki turniej! Przed nami jeszcze sporo lektur do omówienia, więc może byłaby szansa dla innych na wykazanie się wiedzą.

Tekst - Agnieszka Sobolewska z 2c

Zdjęcia - Kamila Rezner z 2b w LO nr X, Joanna Karolczuk z 2c w LO nr IV





Ósemka licealistów przebrała się za postaci występujące w powieści Bolesława Prusa.



Wyglądała jak prawdziwa dama!

Uczestnicy siedzieli z przodu, a po lewej stronie stała tablica, na której zapisywano punkty.

W konkursie brało udział sześć osób, w tym czwórka uczniów naszej szkoły.

Chłopak cieszy się w szkole dużą popularnością.

Wśród trójki uczestników, którzy zakwalifikowali się do finału, znalazł się Bartosz, przedstawiciel naszej klasy.

Pierwsze miejsce zajęli wspólnie: Bartosz z klasy 2c oraz Julia, uczennica Liceum Ogólnokształcącego nr X.


 

 



Tagi
www.lo4.wroc.pl Tu podaj tekst alternatywny Tu podaj tekst alternatywny