zwycięski blog w projekcie Szkoła z poezją 2012
sobota, 02 stycznia 2016

Na początku listopada 2015 roku, jak przystało na miesiąc duchów, obejrzeliśmy w Teatrze Polskim Dziady w reżyserii Michała Zadary. Spektakl był inscenizacją I, II i IV części dramatu Mickiewicza, które spajał wiersz Upiór.

Gra z grozą

        Inscenizacja Dziadów Michała Zadary to przede wszystkim horror, sztuka grozy, a także gra, zabawa z konwencją horroru realizowaną dziś głównie w tekstach filmowych.

        Czym jest horror? Jak czytamy w Wikipedii: To odmiana fantastyki polegająca na budowaniu świata przedstawionego na wzór rzeczywistości i praw nią rządzących po to, aby wprowadzić w jego obręb zjawiska kwestionujące te prawa i nie dające się wytłumaczyć bez odwoływania się do zjawisk nadprzyrodzonych. Celem horroru jest wywołanie u widza poczucia grozy, niepokoju lub obrzydzenia. Głównymi postaciami horrorów są zazwyczaj wampiry, demony, duchy. W zgodzie z tą definicją Zadara wprowadza widza w świat strachu, uruchamiając teatralne czary. Ich przykładem jest scena, w której Zosia unosi się nad sceną podpięta do sztankietu, bo przecież, jak napisał wieszcz:  ...przez wieczne lecąc bezdroże, ani wzbić się pod niebiosa, ani dotknąć ziemi nie może... Chór ptaków szarpiących Widmo złego pana też pojawia się na scenie pod postacią łątek. Z kolei w ostatnim akcie, w ciemnych ostępach podwileńskich borów stoi mały domek przypominający chatkę na kurzej nóżce –  jak z bajki o Jasiu i Małgosi. Wprawdzie nie mieszka w niej zła Baba Jaga, a na fasadzie jest zamieszczony krucyfiks, bo to dom unickiego ksiądza i jego dwójki dzieci. To tam zbłądził Gustaw rozpamiętujący nieszczęsną miłość do Maryli, to tu ukazuje swą podwójną ludzko-trupią naturę, a w finale  wzywa księdza, aby ten przywrócił obrzęd dziadów.

         Ale jak napisałam wcześniej, Dziady Zadary to także zabawa z konwencją horroru. Wydaje się udana, co można było zaobserwować na widowni, gdy młodzież podczas scen z duchami nie potrafiła opanować wybuchów śmiechu. Zgodnie z intencjami twórców, ponieważ widma zachowywały się zabawnie. Jak choćby Zosia, która fruwała w powietrzu i paliła papierosa, którego zabrała jednemu z uczestników obrzędu. Zosia jest tu współczesną dziewczyną, a jej wiarygodność potwierdza fakt, iż postać ta zapada w pamięć.

Nastrój tajemniczości i grozy inscenizatorzy wywołują także przy pomocy zabiegu zasłaniania twarzy aktorów światłocieniem. Chwilami miałam wrażenie, że w spektaklu więcej jest filmu niż teatru, a inscenizacja przypomina kręcony z ukrycia dokument.

Widowisko rozpoczyna się w olbrzymiej i pustej przestrzeni sceny. W centrum, na sofie leży okularnica zatopiona w lekturze. Po chwili zaczyna użalać się nad sobą, wykrzykując monolog Dziewicy. Reflektory eksponują sceniczne ściany, rury, przewody… Demonstracja realności teatralnego wydarzenia?

Na wstępie kolejnej części spektaklu na scenę zostają spuszczone sztuczne pnie drzew, spadają worki ze śmieciami, głośniki imitują dźwięki przyrody, a reflektory udają poświatę księżycową. Taki współczesny las – śmietnisko w naturze. Tu następuje zaskakujące i efektowne wejście, a raczej wjazd. Chór młodzieńców (z pobliskiej wsi?) wjeżdża do lasu…  w prawdziwym maluchu z halogenami na dachu. Guślarz  inicjuje szamański obrzęd. Trzaski, stuki i odgłosy kroków pointują kolejne etapy rytuału. Dreszcze idą…

Także pomysł na scenografię do kolejnej odsłony, czyli II części Dziadów, jest trafiony. W trakcie przerwy powstała dwupiętrowa budowla przypominająca niedokończoną konstrukcję z betonu. Pod tą prowizoryczną  kaplicą walają się zwały śmieci. Na piętrze szaman zbiera swoją ekipę, żeby biesiadować z widmami. Tajny obrzęd Guślarza odgrywany jest w ciemnościach, zgodnie z zaleceniami poety: Żadnej lampy, żadnej świecy. Na szczęście ktoś nagrywa wszystko kamerą. Skaczący i chwilami nieostry obraz transmitowany jest na ekrany po obu stronach sceny. Może reżyser chce wywołać u widza swego rodzaju trans sceniczny, aby wszedł w świat przedstawiony w sztuce bez oporu?

Scenografia, dźwięk, światło i nasza wyobraźnia podkręcana efektami specjalnymi przenoszą widza w świat grozy.  Ciarki na plecach, postacie zachowują się jak w prawdziwym horrorze, akcja szybko przenosi się z piętra na piętro, widma wywołują autentyczny popłoch na scenie i widowni. Choć obrzęd jest pogański, w chwilach krytycznych Guślarz chwyta kropidło i krzyż. Pogański szaman przemienia się w chrześcijańskiego egzorcystę. Porwana transmisja z wywołania duchów zdaje się być precyzyjnie wyreżyserowana. Znikające obrazy pobudzają wyobraźnię. Uczestnicy realnie odgrywają przerażenie.

Dziady Zadary to spektakl żywiołowy i mocny w swojej odsłonie. To performans skuteczny - ponieważ zjawiają się widma, ale jednocześnie szalony – w pomysłowości przedstawienia nierzeczywistości.   

                                                                  Oliwia Dalecka z II c

 

Młodzi starych nigdy nie zrozumieją, a starzy młodych nie docenią

        Spektakl Michała Zadary, Dziady, to przede wszystkim ukazanie różnic pokoleniowych, które pojawiają się w historii ludzkości od zawsze, dotyczą każdej generacji. Oglądając inscenizację w Teatrze Polskim, możemy zauważyć wiele scen świadczących o trafności takiej interpretacji spektaklu.  

        W pierwszej części sztuki ukazany jest problem odmiennego postrzegania śmierci przez młodych i starych. Według ludzi starszych pamięć o zmarłych jest czymś ważnym, gdyż czują oni bliskość nadejścia końca ich egzystencji. Dla ludzi młodych śmierć jest czymś odległym, na tyle odległym, że nie należy teraz się nią przejmować, tylko korzystać z życia. W życiu bowiem bardzo ważne jest doświadczenie nabywane z wiekiem. Dzięki niemu potrafimy ustalić, co jest dla nas najważniejsze, jednak aby zdać sobie z tego sprawę, musimy przebrnąć przez wiele ciężkich chwil. W inscenizacji Zadary świetnie obrazuje nam to scena ukazująca starca idącego z wnukiem na cmentarz. Opowiada on chłopcu, jak ciężki jest byt starego człowieka mającego świadomość, że stoi już nad grobem. Starość wydaje się dziadkowi tak trudna, że życzy dziecku, aby umarło młodo.

        Czwarta część Dziadów także przedstawia nam konflikt pokoleń. Najwyraźniej ukazuje go różna postawa Gustawa i Księdza wobec śmierci. Z powodu doświadczenia życiowego Ksiądz podchodzi do problemu Gustawa  obiektywnie. Nie potrafi zrozumieć młodzieńca rozpaczającego z powodu rozstania ze swoją ukochaną, gdyż on sam musiał  w życiu stawić czoło większym troskom. Śmierć odebrała mu ukochaną żonę i na jakiś czas zniszczyła jego spokojne i szczęśliwe życie. Potrafił jednak pokonać żal i smutek. Gustaw jednak nie słucha starca. Uważa, że nie mógł go spotkać większy dramat.  To zderzenie dwu odmiennych postaw świetnie obrazują słowa księdza, który mówi: „Ja swoje, a on swoje – nie widzi, nie słucha”. Młodzieniec dosłownie szaleje z zauroczenia ukochaną, która zostawiła go dla kogoś innego. Wciąż zmienia zdanie na temat swoich uczuć. Na przemian obwinia to siebie, to swoją wybrankę. Krótko mówiąc, potęguje tylko ból, który według bardziej doświadczonego życiowo duchownego już jest „przygaszony”. A „na cóż ból rozdrażniać w przygojonej ranie?”.

        Różnice pokoleń można zauważyć także w odczuwaniu empatii przez młodych i starych. Kapłan, dopóki uważał problem Gustawa za poważny, próbował mu pomóc za wszelką cenę. Choć Gustaw był człowiekiem brudnym, w podartych szatach, nie poczuł odrazy, lecz właśnie wynikający ze zrozumienia żal. Wiedział bowiem, iż każdego z nas może spotkać nieszczęście. Był więc gotów przyjąć nieznajomego i dziwnie się zachowującego obdartusa do swojego przytulnego domu, napoić i nakarmić. Natomiast córki duchownego tylko śmiały się z przybysza. Nie należy ich jednak winić i osądzać, gdyż żyjąc razem z kochającym ojcem w przytulnym domu, gdzie niczego im nie brakuje, nie rozumiały, jak ciężkie może być samotne życie. Ojciec jednak ostrzegł je: „Dzieci, będzie ten płakał, kto się z płaczu śmieje!”.

        Moim zdaniem to dorosłe zachowanie jest godne pochwały, gdyż pozwala racjonalnie spojrzeć na doczesność i podejmować rozważne decyzje, które będą miały pozytywny wpływ na nasze dalsze losy. Jednak osoby niedojrzałe nie potrafią, a może nie chcą tego zrozumieć, gdyż wiedzą, że może ich to ograniczać w realizowaniu swoich młodzieńczych zachcianek. Oznacza to że, różnice pomiędzy starszymi, ułożonymi, ustatkowanymi i młodymi, chcącymi żyć pełnią życia ludźmi nigdy nie znikną. Wynikają bowiem z innej perspektywy widzenia życia, z dystansu do świata bądź braku obiektywizmu. Dojrzałe, bardziej doświadczone osoby nigdy nie zgodzą się z niepokornym bytem, a zuchwała i niesforna młodzież dostrzeże sens w stateczności dopiero, gdy sama dorośnie. Mądre i rozważne zachowania są bowiem świadectwem naszej dorosłości.

Agata Potocka z II c

    

 

 



Tagi
www.lo4.wroc.pl Tu podaj tekst alternatywny Tu podaj tekst alternatywny