zwycięski blog w projekcie Szkoła z poezją 2012
Blog > Komentarze do wpisu

„Na chwilę tu jestem i tylko na chwilę…” - interpretacja wiersza „Urodziny” Wisławy Szymborskiej

Prezentujemy Wam analizę i interpretację wiersza Wisławy Szymborskiej „Urodziny”. Jej autor, Kamil Kasprzak, jest uczniem trzeciej klasy naszego liceum, uczestnikiem Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. Właśnie w ramach przygotowań do II etapu stworzył tę interpretację.

Niech posłuży Wam ona  jako przykład i impuls do podjęcia prób zrozumienia wierszy naszej Noblistki, jako zachęta do refleksji nad jej nieustannym „zdziwieniem światem”, które – jak sama twierdziła – sprawia, że poeci mają wciąż dużo do zrobienia…  

Do pochylenia się nad poezją Wisławy Szymborskiej zapraszamy nie tylko uczestników naszego projektu, ale także wszystkich, którzy, tak jak poetka, cenią sobie dwa krótkie, ale jakże  ważne słowa: „nie wiem”…  

Najlepsze interpretacje zamieścimy na naszym blogu.

 

Wisława Szymborska, Urodziny

Tyle naraz świata ze wszystkich stron świata:
moreny, mureny i morza, i zorze,
i ogień, i ogon, i orzeł, i orzech -
jak ja to ustawię, gdzie ja to położę?
Te chaszcze i paszcze, i leszcze, i deszcze,
bodziszki, modliszki - gdzie ja to pomieszczę?
Motyle, goryle, beryle i trele -
dziękuję, to chyba o wiele za wiele,
Do dzbanka jakiego tam łopian i łopot,
i łubin, i popłoch, i przepych, i kłopot?
Gdzie zabrać kolibra, gdzie ukryć to srebro,
co zrobić na serio z tym żubrem i zebrą?
Już taki dwutlenek rzecz ważna i droga,
a tu ośmiornica i jeszcze stonoga!
Domyślam się ceny, choć cena z gwiazd zdarta -
dziękuję, doprawdy nie czuję się warta.
Nie szkoda to dla mnie zachodu i słońca?
Jak ma się w to bawić osoba żyjąca?
Na chwilę tu jestem i tylko na chwilę:
co dalsze, przeoczę, a resztę pomylę.
Nie zdążę wszystkiego odróżnić od próżni.
Pogubię te bratki w pośpiechu podróżnym.
Już choćby najmniejszy - szalony wydatek:
fatyga łodygi i listek, i płatek
raz jeden w przestrzeni, od nigdy, na oślep,
wzgardliwie dokładny i kruchy wyniośle.

Utwór Wisławy Szymborskiej pt. „Urodziny” jest ciekawym przykładem zabawy z językiem, w wyniku której wyłaniają się nowe ścieżki interpretacyjne. W dosłownym rozumieniu tekstu podmiot liryczny, występujący w pierwszej osobie liczby pojedynczej, zdaje się być onieśmielony mnogością prezentów, jakie otrzymał na tytułowe urodziny. Owo zdumienie jest wyrażone już w pierwszym słowie „tyle” – „tyle naraz świata [...]”. Zaimek liczebny nie określa konkretnej liczby, raczej wskazuje na subiektywne poczucie ogromu napływającego ze wszystkich kierunków, bo ze „wszystkich stron świata”. Należy podkreślić, iż słowo „świat” zostało użyte w dwóch znaczeniach: w pierwszym jest on metaforą natury, darów przyrody, w drugim zaś jest słowem, które w połączeniu z pozostałymi wyrazami tworzy związek, który znaczy „zewsząd”.

Osoba mówiąca w wierszu wylicza: „moreny, mureny i morza i zorze/ i ogień, i ogon, i orzeł, i orzech”, a następnie pyta: „jak ja to ustawię, gdzie ja to położę?”. Enumeracja składników przyrody wystąpi w utworze jeszcze kilkakrotnie: „chaszcze i paszcze, i leszcze, i deszcze”, „motyle, goryle, beryle i trele”. Słyszalna aliteracja i rymy gramatyczne, które, zastosowane zamierzenie, są dowodem na pewną prostotę i banalność wyliczanych części natury, dodatkowo potęgują efekt mnogości prezentów, jakie otrzymuje podmiot liryczny, oraz sprawiają wrażenie u odbiorcy, że ilość zaczyna przeważać nad jakością darów. Z ironią mówi o tym podmiot liryczny: „domyślam się ceny, choć cena z gwiazd zdarta – /dziękuję, doprawdy nie czuję się warta”. Pogardę wobec takich prezentów podkreśla kpiną: „nie szkoda to dla mnie zachodu i słońca?” Jest to następny widoczny zabieg językowy, gdyż pod pozorem wyliczenia prezentów, tj. darów przyrody, ujawnia się związek frazeologiczny „szkoda zachodu”, w którym tkwi sens drwiny podmiotu lirycznego.

Inną interesującą operację językową można zauważyć w słowach: „już taki dwutlenek rzecz ważna i droga, a tu ośmiornica i jeszcze stonoga!”. „Dwutlenek”, „ośmiornica” i „stonoga” kryją w sobie trzy liczby, które, ukryte w słowach, ujawniają się jako szereg rosnących liczb, użytych w celu symbolicznym, by zasygnalizować tym samym pewien ogrom prezentów, jakie otrzymuje podmiot liryczny. Zatem widać, że sens tych słów wypływa ze struktury językowej, nie zaś z sumy ich oczywistych znaczeń.

Dystans podmiotu lirycznego wobec istniejącej sytuacji ujawnia się w słowach: „Na chwilę tu jestem i tylko na chwilę: /co dalsze, przeoczę, a resztę pomylę. /Nie zdążę wszystkiego odróżnić od próżni. /Pogubię te bratki w pośpiechu podróżnym”. Podążając pierwszym tropem interpretacyjnym, można by uznać, iż przytoczony cytat nie wiąże się ściśle z konwencją pozostałej części utworu. Dlatego też, aby zrozumieć wiersz, należy popatrzeć bardziej wnikliwym okiem. Podkreślenie efemeryczności trwania, tj. życia, wydaje się wystarczającą wskazówką, aby rozpatrywać dzieło w kontekście egzystencjalnym. W tekście można przeczytać: „do dzbanka jakiego tam łopian i łopot /i łubin, i popłoch, i przepych, i kłopot? […] gdzie ukryć to srebro, /co zrobić na serio z tym żubrem i zebrą?”. Wymieniona obfitość i bogactwo zostają zdegradowane przez podmiot liryczny słowami: „jak ma się w to bawić osoba żyjąca?”. Ta deprecjacja wskazuje na występujący w utworze motyw wanitatywny. W imieniu podmiotu lirycznego można by spytać: jakże się cieszyć bogactwem tego świata, skoro człowiek żyje tak krótko i wszystko to wkrótce przeminie? Wiersz jest wyrazem żalu przemijalności, krótkotrwałości. Tytułowe „Urodziny” są datą, rocznicą, która przypomina o tym, że czas płynie. Urodziny zatem nie są powodem do radości, przeciwnie – stają się pretekstem do melancholijnych rozważań o pozycji człowieka w świecie i porządku aksjologicznym. Tym samym godnym uwagi jest powtórna wiwisekcja tego, co służy ukazaniu tego problemu. Utwór jest dwunastozgłoskowcem, co jest dosyć interesujące, gdyż w poezji polskiej ten typ zapisu jest stosunkowo rzadki, zatem można się doszukiwać w zastosowaniu tego metrum dodatkowego sensu. Symbolika liczby dwanaście jest bardzo bogata, lecz w pewnym wymiarze może ona oznaczać tyle co „szczyt, apogeum”, jak godzina dwunasta jest czasem pułapu słońca, do którego zresztą podmiot liryczny się odnosi, tak momentem do szczytowych, najgłębszych rozważań są urodziny.

Konsekwentna rytmizacja wiersza sprawia, że odczytanie go nie tylko nie stanowi problemu, ale ponadto skraca czas jego recytacji. Podczas lektury można odnieść wrażenie, iż „Urodziny” same w sobie są chwilą, że ich lektura jest chwilą, a także podmiot liryczny jest tu przecież „na chwilę […] i tylko na chwilę”. Budowa zatem służy interpretacji, wzmaga poczucie krótkotrwałości i budzi żal, z powodu mizerności i ulotności wypowiadanych słów.

Czytamy: „Już choćby najmniejszy – szalony wydatek: /fatyga łodygi i listek, i płatek/ raz jeden w przestrzeni, od nigdy, na oślep […]”. Peryfraza kwiatka, ściślej: wysiłku wręczenia kwiatka jubilatce, podkreśla jego wątłość, marność. Nawet najmniejszy dar, choć tak konkretny, piękny i świadomy, jest „wzgardliwie dokładny i kruchy wyniośle”.

Utwór Wisławy Szymborskiej pt. „Urodziny” stanowi refleksję nad „mieć a być”. Nagromadzenie figur stylistycznych i zabiegów językowych posłużyło autorce do stworzenia dzieła spójnego pod względem budowy i znaczenia. Wiersz zatem można, a nawet należy, analizować pod względem: budowy wersyfikacyjnej, znaczenia poszczególnych słów (i ich części składowych!), znaczenia sumy danych wyrazów, a także sensu ukrytego w ich fonetycznej percepcji. Dopiero zastosowanie wszystkich tych perspektyw pozwoli odczytać to, co utwór ze sobą niesie. Liryk jest wyrazem kontemplacji utrzymanej w konwencji pół żartem, pół serio, a jego powierzchowna interpretacja skłania odbiorcę raczej do śmiechu, aniżeli zastanowienia, gdyż sam na to pozornie wskazuje (m.in. poprzez, wydawałoby się, infantylną konstrukcję). Prawdziwa głębia utworu, czyli żal podmiotu lirycznego, wynikający z przemijalności i kruchości otoczenia, życia, naświetla problem tożsamości człowieka. Głos mówiący w wierszu jest głosem osoby nienasyconej wrażeniami, która ma poczucie kryzysu wartości. Podmiot liryczny jest świadom piękna świata, jednak trudno jest mu się pogodzić z tym, że nie może – bo nie zdąży – tego wszystkiego posmakować, dotknąć, usłyszeć, zobaczyć. Delikatna, cicha skarga nie musi być jednak przejawem pesymizmu – wręcz przeciwnie: melancholia czytelnika, spowodowana refleksją o przemijaniu, zostaje ostatecznie przełamana radosną konstatacją o powszechnej cudowności życia i świata.

„Urodziny” zatem skłaniają do osobistej refleksji: jaki jest mój stosunek do swojego „bycia” w świecie? I może to właśnie świadomość własnej przemijalności pozwoli nam tę przemijalność uczynić znośniejszą. A życie lepszym…



czwartek, 09 lutego 2012, spotkaniazpoezja-4

www.lo4.wroc.pl Tu podaj tekst alternatywny Tu podaj tekst alternatywny